czwartek, 23 października 2014

‘Dzieci Wołodina”. Rewolucja w rosyjskich korytarzach władzy.



Jeszcze nie wspięli się na sam szczyt kremlowskiej piramidy, ale moskiewskie korytarze władzy w coraz większym stopniu zaludniają przedstawiciele młodego pokolenia. Nie mają poglądów, chcą się dorobić, gotowi są posłusznie wykonywać instrukcje pracodawcy. Gdy okrzepną – przewiduje politolog Władimir Pastuchow – zetrą w pył, bez skrupułów, starą elitę władzy.


Niezauważalnie, w rosyjskim aparacie władzy dokonała się wielka rewolucja kadrowa. 


Pojawienie się nowej elity nie wróży dobrze na przyszłość działaczom demokratycznej opozycji. Ważny tekst Wladimira Pastuchowa w znacznym stopniu pozwala nam sobie wyobrazić, z jaką Rosją będziemy mieli do czynienia w przyszłości. 





Ze wszystkich rodzajów rewolucji dla Rosji najważniejsza jest ta „biurowa”. Dokonuje się nie na rozkrzyczanych „Majdanach”, tak jak u naszych sąsiadów, a w zapylonym łonie korytarzy władzy. W czasie, gdy rosyjska opinia publiczna obserwowała w napięciu walkę Kremla z „pomarańczową zarazą” procesy rewolucyjne nie pozostawiły na uboczu i samej Rosji. Wydarzyła się w niej najbardziej nieodwracalna ze wszystkich rewolucji – pokoleniowa.




Od dawna oczekiwano, iż w rosyjskiej elicie władzy dojdzie do zmiany pokoleniowej,
i że na korytarzach władzy pojawią się przedstawiciele mlodego pokoleia.


Nieuchronna zmiana pokoleń


O nieuchronności rewolucji pokoleniowej i tym, że dokona się ona w połowie drugiej dekady nowego stulecia mówiono i pisano od dawna. Ale, kiedy do niej doszło, niemal nikt nie zwrócił na nią uwagi. Częściowo można to wytłumaczyć tym, iż na samym szczycie piramidy władzy, nie doszło do żadnych zmian. Przyjaciele Putina przywarli do swoich stanowisk, niczym portrety członków Biura Politycznego KPZR na pierwszej kolumnie „Prawdy”. Na razie.

Ale szczyt, to daleko nie cała piramida. Najbardziej interesujące i podniecające zjawiska zachodzą dziś, jak raz, na najniższych i środkowych szczeblach piramidy władzy. Tam właśnie dokonuje się masowe i burzliwe odmładzanie kadr. Z peryferii, z różnych warstw społecznych, ruszył do świata władzy rwący potok  z nowym „narybkiem”.

To wydarzyło się w ciągu ostatniego półtora roku – na stanowiskach drugiej i trzeciej kategorii zaczęli rozsiadać się młodzi ludzie w wieku od 25 do 35 lat. Zostają szefami departamentów i oddziałów, naczelnikami różnego rodzaju unitarnych przedsiębiorstw państwowych, zastępcami dyrektorów, a nawet dyrektorami  rozmaitych „fabryk, dzienników i hut” rozrzuconych na bezkresnej mapie rosyjskiego kapitalizmu państwowego. Szybko spychają na „zasłużony odpoczynek” zasiedziałe w swych wolnych od kurzu gabinetach „kadry radzieckie”. Tak, w historyczny niebyt, odchodzą ostatki niedobitego reformami Gajdara pokolenia sześćdziesięciolatków, stanowiącego do niedawna kręgosłup kadrowy maszyny państwowej.

Z politycznego punktu widzenia, znaczenie ma nie tylko sam fakt zmiany pokoleń, ale także to, że dokonuje się ona w kontrolowany sposób. Parametry, według których powadzona jest rewolucja kadrowa, pokazują wyraźnie, iż w ostatnim czasie Kreml nie był zajęty wyłącznie kryzysem ukraińskim, nawet jeśli tak mogło się zdawać obserwatorowi z zewnątrz. Jeśli zignorujemy kwestię nepotyzmu, w istocie nie rozwiązaną w ani jednym demokratycznym społeczeństwie, to musimy zauważyć, iż dołączających do obozu władzy debiutantów wyróżnia szereg wspólnych cech. Dlatego można o nich mówić, jako o kształtującej się nowej warstwie politycznej.

Po pierwsze, w znacznym stopniu, są ludźmi rzeczywiście pozbawionymi głębszych korzeni. Do udziału we władzy została wezwana swego rodzaju rezerwa. Do tej pory, wydawało jej się, że przywileje są na wyciągnięcie ręki, a jednak nie udawało im się po nie sięgnąć. W stołecznych centrach pojawiają się stopniowo ludzie z prowincji – biedni (stosunkowo), energiczni, gotowi na wszystko. Czym by nie zajmowali się, pracując w aparacie państwowym, zajęci są przede wszystkim sobą.

Po drugie, znaczna część wezwanych do pracy na rzecz państwa, wprost, lub pośrednio związana jest z rosyjskimi służbami specjalnymi. To nie oznacza, iż wszyscy oni są czekistami, regularnymi funkcjonariuszami. Jednak w tej, lub innej formie, służby odegrały znaczącą rolę w selekcji nowych kadr.

Po trzecie, nowe kadry charakteryzuje zasadniczo oblicze apolityczne. Ich świadomość polityczna, to tabula rasa, na niej można narysować dowolne hieroglify. Na razie, nie dorobili się wystarczającego majątku, by mogli pozwolić sobie na własne poglądy. W tego rodzaju mózgi można wgrać dowolny software. Najważniejsze, by nie przeszkadzał w robieniu kariery.

Po czwarte, w ich wypadku profesjonalizm to kwestia przypadku. Nie wykluczone, iż jakaś część nowych kadr posiadać będzie odpowiednie kwalifikacje. Z niektórych, z czasem, wyrosną utalentowani managerzy. Jednak główna masa nowych kadr nie wiele rozumie z tego, czym się obecnie zajmuje. Zresztą i wśród odchodzących świadomych tego, czym się zajmowali, było niewielu więcej.





Jeden z najbardziej wpływowych polityków rosyjskich, Wiaczesław Wołodin pełni funkcję
zastępcy szefa prezydenckiej administracji od grudnia 2011 roku. To jemu Wladimir Putin
powierzył zadanie rozprawienia się z demokratyczną opozycją. 



Zaciąg Wołodina

Trudno powiedzieć, do jakiego stopnia procesem rozstawiania nowych kadr kieruje osobiście zastępca szefa kremlowskiej administracji, Wiaczesław Wołodin, i czy istnieje podstawa dla tego, by nazywać nowe polityczne plemię „dziećmi Wołodina”. Jednak to on, bez wątpienia, z psychologicznego punktu widzenia jest im najbliższy. Nowa „postkomunistyczna szlachta” nie bardzo podobna jest do starej, dumnej kasty urzędników-bojarów. Ci ostatni nie kiwną palcem, by zostać właścicielem domu w pierwszej linii od brzegu Jeziora Genewskiego. Ci nowi gotowi są wypruć sobie żyły za trzypokojowe mieszkanie w jednej z sypialnych dzielnic Moskwy.

Wewnątrz feudalnego z natury rosyjskiego aparatu państwowego stopniowo kształtuje się nowa „regularna biurokracja”. W odróżnieniu od poprzedników, przypomina ona w o wiele większym stopniu radziecką nomenklaturę. Epoka „żeglowania indywidualnego” w rosyjskim aparacie zarządzania państwem odchodzi do przeszłości. Nadchodzi czas dla „wystąpień zbiorowych”. Ten aparat może mieć tylko jeden mózg i należy on do jego pracodawcy. Indywidualizm w zachowaniu urzędnika znika we mgle. Przez piętnaście lat, rosyjska maszyna państwowa żyła według zasad obowiązujących stado, teraz trzeba będzie respektować porządki regulujące życie mrowiska.


Mrówki o stwardniałych szczękach

Jak się wydaje zrelaksowane i aroganckie elity rodem z czasów Jelcyna, do nich należy przeważająca część otoczenia Władimira Putina, nie zauważyły nadciągającej burzy. Ich główny wróg i grabarz zainstalował  się nie na Placu Błotnym (popularne miejsce demonstracji demokratycznej opozycji – „mediawRosji”), a na Staroj Płoszczadi (siedziba administracji prezydenta – „mediawRosji”). Tutaj wykuwana jest zamiana  dla „putinowskich narkomów”. I kiedy w  końcu, miliony pozbawionych twarzy mrówek poczują, że ich szczęki stwardniały w wystarczającym stopniu, zjedzą one „putinowską gwardię”, równie bezlitośnie, jak niegdyś, w latach trzydziestych nomenklatura komunistyczna starła w pył „zmieszczaniałych” starych bolszewików.

Spółdzielnia „Jezioro” wielu wydaje się zbiornikiem bez dna, niczym syberyjski „Bajkał. Ale i „Jezioro” można wypić do dna. Mała jednak szansa, by choć jedna kropla dostała się, aktywistom walczącym z korupcją i samowolą władz. W Rosji jest wielu spragnionych. Choć nadzorca pozostanie ten sam. Tylko że siedzieć będzie teraz nie na brzegu „Jeziora”, a na krawędzi płatonowskiego „Wykopu”.









*Władimir Pastuchow (ur. 1963), wybitny rosyjski politolog, prawnik, visting fellow Uniwersytetu w Oxfordzie












Oryginał ukazał się na portalu polit.ru: 



Tłum.: Zygmunt Dzięciolowski





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




sobota, 18 października 2014

Co zmieniło się w rosyjskiej armii? Rewolucja ministra Serdiukowa



W rosyjskich mediach były minister obrony Rosji, Anatolij Serdiukow wraz z gronem swych atrakcyjnych współpracownic jest przedstawiany jako symbol korupcji i zgnilizny. Niejednokrotnie padały glosy, iż za przekręty prywatyzacyjne, wyprzedaż majątku wojskowego powinien trafić do więzienia. A jednak, jak twierdzi Aleksander Golc, publicysta o demokratycznej orientacji i ekspert w dziedzinie wojskowości, za czasów ministra Serdiukowa w rosyjskich siłach zbrojnych dokonano zmian o rewolucyjnym charakterze. Jego reformy zerwały z liczącymi kilkaset lat tradycjami rosyjskiego militaryzmu. Jak tego dowiodły wydarzenia na Ukrainie w Rosji powstały zalążki nowoczesnych Sił Szybkiego Reagowania, zdolnych do skutecznego prowadzenia operacji we wszelkiego rodzaju konfliktach lokalnych.
 

Portal internetowy "Russkaja Płanieta” przytacza treść niezwykle interesującego wykładu wygłoszonego przez Aleksandra Golca na spotkaniu zorganizowanym przez Stowarzyszenie „Memoriał”.





Serdiukow zasłużył na wielką wdzięczność ze strony obecnych władz.

Aleksiej Alikin, "Russkaja Płanieta"



Aleksander Golc opowiedział, jak reforma sił zbrojnych zerwała z liczącą trzy stulecia szkołą rosyjskiej myśli wojskowej. I jednocześnie próbował wyjaśnić, na ile towarzyszyła jej reforma rosyjskiego państwa.




Aleksander Golc jest jednym z najbardziej uznawanych w Rosji autorytetów w dziedzinie wojskowości. 



W siedzibie Międzynarodowego Towarzystwa "Memoriał" publicysta Aleksander Golc wystąpił z wykładem pt. „Reforma sił zbrojnych i reforma państwa. I o tym, na ile są one ze sobą powiązane.”

„Będę dziś mówił o wzajemnych powiązaniach między reformą sił zbrojnych, a całościową reformą instytucji naszego państwa. Chciałbym na początku podkreślić, iż jest to temat dla mnie szczególnie bolesny. To, co wydarzyło się w ciągu ostatniego pół roku, zadało cios moim wyobrażeniom i poglądom odnoszącym się do roli reformy sil zbrojnych w państwie.” – tak Aleksander Golc zaczął swoje wystąpienie.

Golc jest szefem redakcji portalu „Jeżedniewnyj Żurnał”. Wiele lat wypowiada się na tematy związane z wojskowością, choć z drugiej strony nie bardzo lubi, gdy przedstawia go się jako eksperta w tej dziedzinie. Od 1980 roku do 1996, przez 16 lat pracował w gazecie Ministerstwa Obrony „Krasnaja Zwiezda”. W 2004 r. napisał książkę „Rosyjska armia: 11 straconych lat”, przeprowadził w niej szczegółową analizę wszystkich prób zreformowania sil zbrojnych, podejmowanych w poradzieckiej Rosji.

„Russkaja Planieta” przytacza najważniejsze fragmenty wykładu Aleksandra  Golca:


„Wojskowy sukces Rosji nie ulega wątpliwości”.



To, co na przestrzeni ostatnich dziesięciu miesięcy wydarzyło się na Krymie i na Ukrainie, okazało się nie budzącym wątpliwości sukcesem wojskowym Rosji. Nie dlatego, iż „zielonym ludzikom” udało się zdobyć Krym bez walki. Z wojskowego punktu widzenia, wielki sukces Rosji polegał na tym, iż operację przerzucenia 40-60tys. żołnierzy na granicę z Ukrainą przeprowadzono w ciągu 2-3 dni. Chciałbym przypomnieć, iż gdy Basajew i Chattab napadli na Dagestan w 1999 roku, rosyjskie siły zbrojne potrzebowały aż trzech tygodni, by rzucić do walki z nimi swoje oddziały. A przecież w obu wypadkach odległość od stałych baz, do miejsca prowadzenia operacji bojowych w przybliżeniu była podobna.




Operacja na Ukrainie udowodniła, iż reforma rosyjskich sil zbrojnych ruszyła z miejsca,
i że Rosja dysponuje obecnie oddziałami zdolnymi do zwycięskiego udziału w konfliktach lokalnych.




W rosyjskiej armii dokonała się jakościowa zmiana. 

Umożliwiły ją reformy przeprowadzone przez Anatola Eduardowicza Serdiukowa, pełniącego stanowisko ministra obrony w latach 2007-2012. Dziś jest on obiektem krytyki i obelg, taki jednak los spotyka wszystkich rosyjskich reformatorów.

Nasze obecne władze winny być mu głęboko wdzięczne. To właśnie jego bezkompromisowe podejście, momentami wręcz cyniczne, pozwoliło przeprowadzić reformę sił zbrojnych.

Reforma na wielką skalę została zainicjowana przy Serdiukowie.

Społeczeństwo rosyjskie praktycznie nie zwróciło na nią uwagi. Przytoczę trochę cyfr, by można było zrozumieć sens i skalę zmian.

W wojsku zlikwidowano ok. 170 tys. różnych stanowisk. Liczbę stanowisk oficerskich zredukowano z 355 tys. do 220 tys. Zamiast 120 tys. oficerów i sierżantów, w wojsku pozostało ich 50-60 tys. Niektóre dane mówią wręcz o tym, że pozostało ich tylko 40 tys.

W naszym kraju zdarzały się redukcje sił zbrojnych i na większą skalę. Ale teraz, po raz pierwszy towarzyszyły jej istotne zmiany strukturalne. Ogólną ilość 1890 jednostek i związków piechoty zmniejszono 11 razy. Mniej więcej dwa razy zredukowano liczbę jednostek sił morskich i sił powietrznych. 

Wcześniej nasze siły zbrojne zorganizowane były w oparciu o 4 poziomy dowodzenia. Teraz wprowadzono 3. Zamiast okręgu, armii, dywizji i pułku mamy dowództwo strategiczne, brygadę i batalion. Liczbę okręgów wojskowych, nazywanych dziś dowództwami zmniejszono z 6 do 4.

Czy sam Serdiukow i jego współpracownicy rozumieli sens swoich działań? W rzeczywistości dokonali oni likwidacji systemu organizacji wojska oraz kultury militarnej, jakie obowiązywały w Rosji na przestrzeni minionych 300 lat.

Wady wrodzone rosyjskiej armii.



Żeby lepiej zrozumieć osiągnięcia Serdiukowa, trzeba zanurzyć się w historii. Budowie regularnej armii rosyjskiej towarzyszyły dwie wady wrodzone o zasadniczym znaczeniu.

Obecnie nie łatwo znaleźć zwolenników teorii mówiącej o tym, iż Imperium Rosyjskie opierało się na ukazach początkowo sformułowanych tak, by przede wszystkim służyły zaspokajaniu potrzeb armii uczestniczącej w wojnie północnej. Tak ujawniła się pierwsza wada wrodzona, nie wojsko dla państwa, a państwo dla wojska.

Tak powstał mit, iż siły zbrojne są fundamentem rosyjskiego państwa. W książkach z zakresu historii rosyjskiej armii relacjonowane są często spory młodych ministrów cara Aleksandra III z generałami. Są one niemal identyczne z polemiką Jegora Gajdara (premier Rosji po rozpadzie ZSRR) z marszałkiem Rodionowem (minister obrony 1996-1997). „Kim wy jesteście? Chłopcami z gilami w nosie? To nasze zadanie, generałów, by określić ile pieniędzy potrzeba na obronę kraju. A to co zostanie, możecie wydawać, jak chcecie.”

Druga wada wrodzona to wprowadzenie poboru rekruta przez cara Piotra I. Dzięki swemu geniuszowi zaobserwował, jak pobór funkcjonuje u walczących z nim Szwedów. Jednak oba kraje różniły się od siebie zdecydowanie, tak z resztą jak i ich systemy polityczne.

„Władze rosyjskie, przechodząc do poboru rekruta w czasach cara Piotra I zdobyły uzbrojenie  porównywalne w czasach współczesnych z bombą atomową" – pisał angielski historyk wojskowości William Fuller. Pańszczyzna, zacofanie i samodzierżawie przyniosły efekty nie możliwe do uzyskania w żadnym innym kraju. W ciągu 20 lat wojny północnej Piotr przeprowadził 20 poborów rekruta. Kraj stracił morze krwi, ale okazał się zwycięzcą.


Zawiodły nas baby, towarzysze.



Nie zamierzam zgłaszać wątpliwości w kwestii geniuszu wojskowego dowódców rosyjskich, takich jak Aleksander Suworow, należy jednak pamiętać, iż zazwyczaj dysponowali oni gigantyczną przewagą liczebną. W taki sposób najłatwiej wytłumaczyć złotą epokę oręża rosyjskiego, od triumfu nad Karolem XII, przez zwycięstwo na Fryderykiem Wielkim, do zwycięstwa nad Napoleonem.
Podam tylko jeden przykład wyjaśniający sens stosowanej przez Rosję strategii wojskowej: Suworow rozpoczął kampanię włoską mając do dyspozycji 50 tys. żołnierzy. Odniósł błyskotliwe zwycięstwa i wrócił do kraju z 10 tysiącami.



Dziś jest pogrążony w niesławie, media spekulują, czy będzie pierwszym ministrem zesłanym za kratki
w czasach Władimira Putina. W rzeczywistości, były minister obrony Anatoli Serdiukow jest autorem
bezprecendesowej w historii Rosji reformy sil zbrojnych. 



Koncepcja mobilizacyjna, przekonanie, że nasze „baby jeszcze urodzą” były obecne w naszej myśli wojskowej aż do upadku Związku Radzieckiego. Anatoli Kwasznin, szef sztabu generalnego w latach dziewięćdziesiątych jest autorem błyskotliwego powiedzenia: „zawiodły nas baby, towarzysze.” Stara koncepcja wojskowa utraciła swój sens, Rosja pogrążyła się w kryzysie demograficznym.

Przez trzy stulecia, od czasów utworzenia regularnej rosyjskiej armii, obowiązywała u nas formuła, iż służba wojskowa nie jest wyborem zawodu, a swego rodzaju podatkiem. Historia nie zna innego kraju, gdzie obowiązywałoby podobne podejście, nawet uwzględniając Niemcy, państwo klasycznego militaryzmu.


Wykończyliśmy Niemców nie tylko ilością trupów, ale i sprzętem wojskowym.




W XX wieku stało się oczywiste, iż wyłącznie masowa mobilizacja rekruta nie wystarczy dla obrony kraju. W Związku Radzieckim zaczęto rozumieć, iż pojawiła się także konieczność produkowania na masową skalę niezbędnego wojsku uzbrojenia.

W końcu lat dwudziestych bolszewików charakteryzowała specyficzna uczciwość i szczerość. Ich deklaracja była jasna: krajowi potrzebna jest industrializacja, by można się było przygotować do wojny. Obowiązywały wówczas dwie szkoły myślenia. Jedną reprezentował marszałek Tuchaczewski, jego zdaniem potrzebny był wyspecjalizowany przemysł produkujący armaty, czołgi, samoloty bojowe.

Stalin zaproponował inny plan, tu trzeba wyrazić uznanie dla jego umiejętności myślenia strategicznego. Jego zdaniem Tuchaczewski ze zwolennikami zasługiwali na miano czerwonych militarystów. Plan Stalina przewidywał stworzenie formalnie przemysłu cywilnego, jednak zdolnego do podjęcia w koniecznej chwili produkcji o celach wojskowych. Nikt z budowniczych Urałmaszu i innych fabryk nie miał wątpliwości, nie chodziło o produkcję traktorów, a czołgów.

Takie podejście zagwarantowało Związkowi Radzieckiemu zwycięstwo w II wojnie światowej. Niemcy przegrały, nie tylko z powodu ilości trupów. Sprzęt wojskowy okazał się jeszcze jednym kluczem do zwycięstwa. Najkorzystniejsze dla nas szacunki mówią, iż podczas bitwy kurskiej proporcje wzajemnych strat wynosiły jeden do pięciu. Dane niemieckie mówią, iż wynosiły on jeden do siedmiu. Na każdy niemiecki czołg, my traciliśmy 7. Ale dzięki industrializacji, już w grudniu 1941 roku Związek Radziecki produkował równą z Niemcami ilość samolotów i czołgów. Z czasem skala produkcji tylko rosła. Ta zagwarantowało zwycięstwo armii masowej o charakterze mobilizacyjnym.

Po odniesionym zwycięstwie, a potem po wprowadzeniu do radzieckiego arsenału broni jądrowej te osiągnięcia utraciły znaczenie. Ale starych zasad wciąż  przestrzegano rygorystycznie, każdemu radzieckiemu przedsiębiorstwu wyznaczano tak zwane zadanie mobilizacyjne, każda fabryka musiała dysponować mobilizacyjnymi mocami produkcyjnymi.


Czołg T-72. Przez stulecia obfitość rekruta i sprzętu wojskowego zapewniała Rosji i Związkowi
Radzieckiemu zwycięstwa w największych konfliktach zbrojnych. 


Bibułki do tytoniowych skrętów (do pojawienia się papierosów) oraz makarony produkowano w rozmiarze 7,62, po to by maszyny stosowane do ich wytwarzania, na wypadek wojny, można było łatwo przestawić na produkcję gilz. Korki jakimi zamykano butelki z „Sowietskim Szampanskim” mają taką samą średnicę, co naboje armatek montowanych w samolotach bojowych.

Jako korespondent gazety „Krasnaja Zwiezda” obserwowałem ćwiczenia mobilizacyjne prowadzone w zakładach produkcyjnych AZŁK (fabryka samochodów marki Moskwicz” – „mediawRosji”). Proszę mi wierzyć, to robiło wrażenie, gdy z taśmy produkcyjnej schodził ostatni Moskwicz i pojawiał się na niej pierwszy BTR. Transportery opancerzone produkowano praktycznie z tych samych części co i samochody, co rzecz jasna wpływało negatywnie na jakość tych ostatnich. Lodówki „Mińsk” były wieczne, produkowano je z tej samej stali, co i śruby dla atomowych łodzi podwodnych.


Kryzys systemu


Kryzys i rozkład tego idealnego dla państw totalitarnych, bądź autorytarnych systemu organizacji sił zbrojnych zaczął się jeszcze w latach osiemdziesiątych, wraz z końcem ZSRR byliśmy świadkami jego całkowitego upadku.

Wystarczyło by obywatele poczuli, iż sami mogą korzystać z nowych praw i swobód, by zaczęto wykręcać się od wypełniania „świętego obowiązku wobec ojczyzny”, lub „obywatelskiego długu”.

Wystarczyło by pojawił się rynek, by aktualne stało się pytanie o rentowność mobilizacyjnych mocy produkcyjnych. Prywatni właściciele przejmując odpowiedzialność za przedsiębiorstwo, od razu starali się z nich rezygnować,  lub wycofywali z prowadzenia fabryki. Biznesmen Kacha Bendukidze w pewnym momencie przejął kontrolę nad fabryką UrałWagonZawod w Niżnym Tagile. Wycofał się z niej, gdy tylko zorientował się do jakiego stopnia jest ona zorientowana na realizację zamówień wojskowych.

W latach dziewięćdziesiątych doszło do ostatecznego rozpadu radzieckiego i rosyjskiego systemu armii mobilizacyjnej. Rosyjscy przywódcy, w tym Wladimir Putin, świetnie zdawali sobie z tego sprawę. Wystarczy zacytować fragment jego wystąpienia przed Zgromadzeniem Federalnym w 2006 roku, gdy przypomniał on początek Drugiej Wojny Czeczeńskiej w 1999 roku.

„By skutecznie odpowiedzieć terrorystom należało dysponować zgrupowaniem wojsk o liczebności nie mniejszej, niż 65 tys. ludzi. Tymczasem w wojskach lądowych, we wszystkich rozrzuconych po kraju jednostkach, znaleźliśmy zaledwie 55 tys. żołnierzy gotowych do walki. Nasza armia liczyła 1 milion 200 tys. ludzi, a jednak nie było komu walczyć. Więc pod kule wysyłaliśmy chłopaków bez doświadczenia. Nigdy tego nie zapomnę.”

System mobilizacyjny doprowadził do tego, iż zabrakło zdolnych do walki jednostek, we wszystkich potrzebne były uzupełnienia, wszystkim potrzebni byli rezerwiści.


Zacofanie technologiczne


Do dziś w oficjalnych dokumentach rosyjskich sił zbrojnych nie znajdzie się sformułowań dotyczących „wojskowej rewolucji”. Można je znaleźć w programowych dokumentach wszystkich armii, także chińskiej.

Za nami zaledwie jedna trzecia drogi wiodącej do urzeczywistnienia rewolucji w siłach zbrojnych. Idzie w niej przede wszystkim o działanie wywiadu i naprowadzanie na cel przy użyciu nowoczesnych technologii informatycznych. Wielki teoretyk wojskowości Klaus von Clausewitz jest autorem terminu „mgła wojny”. Ma on zastosowanie wówczas, gdy w żaden sposób nie da się określić, gdzie dokładnie znajdują się przeciwnik. Tę „mgłę” udało się, jak do tej pory, rozpędzić tylko Stanom Zjednoczonym. Przed rozpoczęciem operacji bojowej, nad terenem walk tworzonych jest kilka poziomów wywiadowczych. Dla naprowadzania na cel korzysta się z satelitów i samolotów bezzałogowych.


Po dumisji Serdiukowa reforma sil zbrojnych zostala zahamowana. Czy dlatego, iż na
Kremlu zaczęto sie obawiać jej szerszego wpływu na spoleczeństwo?


Przytoczmy dwa przykłady. Pierwszym z nich, niech będzie początek operacji w Afganistanie, talibowie padli wówczas ofiarą „bojowej schizofrenii”, wydawało im się, że na każdego z nich poluje oddzielny samolot. Przykład drugi, to operacja w Iraku, gdy przeciw liczącym 400 tys.  żołnierzy siłom zbrojnym Saddama Husseina ruszyły da walki 2,5 amerykańskich dywizji. Wykształceni w radzieckich akademiach wojskowych saddamowscy oficerowie próbowali kilka razy podjąć kontratak. Ich oddziały likwidowano nie tylko na pozycjach wyjściowych zajmowanych dla przeprowadzenia ataku, ale także w rejonach stałej dyslokacji. Wszystkie „nowinki” technologiczne pozostawały niedostępne dla rosyjskich sil zbrojnych.


Moment prawdy: konflikt zbrojny w Osetii Południowej w 2008 roku.



Całkowita degradacja naszego systemu wojskowego stała się oczywista podczas wojny z Gruzją. Rosyjscy dowódcy zrozumieli, iż gdyby przeciwnik był silniejszy i działał bardziej zdecydowanie ostateczny wynik konfliktu mógł być odmienny.

Według różnych danych żołnierze służby zasadniczej stanowili do jednej trzeciej ogółu żołnierzy rzuconych wówczas do boju. Całkowicie zabrakło koordynacji między różnymi rodzajami wojsk. Sprzęt woskowy znajdował się w tak bardzo opłakanym stanie, iż w celu zebrania taktycznych danych wywiadowczych korzystano ze bombowców strategicznych. Skutki były fatalne, przynajmniej jeden samolot (TU-22M3) został zestrzelony przez obronę przeciwlotniczą Gruzji.

Już nieco później, tłumacząc konieczność przeprowadzenia reformy wojskowej generał Nikołaj Makarow (szef sztabu generalnego w latach 2008-2012) powiedział: „Zderzyliśmy się z sytuacją niewyobrażalną, powierzyliśmy człowiekowi dowodzenie dywizją, a on odpowiedział, iż nie ma pojęcia, jak się to robi.” Stary system mobilizacyjny zgnił do cna.


Nowy wizerunek rosyjskiej armii


Reformatorzy bali się terminu „reforma wojskowa” jak diabeł święconej wojny, dlatego zaczęli się posługiwać się nie całkiem fortunnym sformułowaniem :”nowy wizerunek sił zbrojnych”.

Jakie rezultaty przyniosła działalność Serdiukowa i jego współpracowników? Zobaczyliśmy je na Ukrainie. Stworzono 10-15, może 20 jednostek, oddelegowano do nich żołnierzy służby kontraktowej. Powstał szkielet przyszłych Sil Szybkiego Reagowania.

Rozkaz ich sformowania prezydent Putin wydał generałowi Władimirowi Szamanowowi. Jak mi się zdaje, w ich skład wejdą wszystkie wojska powietrzno-desantowe, piechota morska (osiem brygad i cztery pułki), siedem brygad specnazu, trzy-cztery elitarne jednostki piechoty wojsk lądowych. To wszystko zobaczyliśmy i na Ukrainie, w postaci grup taktyczno-batalionowych.


Pola przyszłej walki


Trzeba powiedzieć, iż wszystkie te działania podejmowano nie z myślą o Ukrainie, a o Azji środkowej. 1 stycznia 2015 roku, po opuszczeniu przez wojska koalicji Afganistanu, Rosja stanie wobec poważnego zagrożenia militarnego. Nazywamy go „agresywnym islamem”, teraz przekroczy on Amu-Darię i Piandż, granice „naszej” Azji środkowej. Władzę sprawują w niej słabe reżimy autorytarne, poziom biedy jest w tym regionie zatrważający.

Do niedawna mogło się wydawać, iż silną tarczą opierającą się islamskiemu niebezpieczeństwu będzie Kazachstan. Ale, jak widać na pierwszy rzut oka, kazachski reżim boryka się z poważnymi problemami wewnątrz kraju. W najgorszym wypadku czeka nas inwazja dziesiątków tysięcy uciekinierów kierujących się do obwodów orenburskiego i kurgańskiego. Nie wolno zapominać, iż granica między Kazachstanem i Rosja istnieje  w gruncie rzeczy na papierze.

Organizacja odpowiednich sił na wypadek takiego rodzaju kryzysu to zadanie z punktu widzenia państwa, jak najbardziej uzasadnione.


Niektóre rezultaty reformy wojskowej



Dzięki serdiukowskiej reformie rosyjskie władze dysponują dziś liczbą 10-15 stosunkowo przygotowanych do boju zgrupowań. Są one w stanie zwyciężyć w każdym lokalnym konflikcie, jaki wybuchnie wzdłuż rosyjskich granic. Obecna oficjalna retoryka militarystyczna, nie oznacza, iż Rosja szykuje się do konfliktu z NATO, lub Chinami. W wypadku konfliktu z „agresorem globalnym”, Rosja nie ma szans, grozi jej klęska już na początku, jednak jak to pokazuje historia z Ukrainą, Rosja dysponuje dziś jednostkami zdolnymi do odniesienia zwycięstwa w konfliktach lokalnych.

Reformy prowadzono w prawidłowym kierunku. Można było sobie wręcz wyobrazić, iż ich kontynuacja mogłaby okazać istotny wpływ na kształt państwa rosyjskiego. Najważniejsze było to, iż reformę charakteryzowało całkowite odejście od dawnego modelu militarystycznego.

Jednak reformy wyhamowano. Ogłoszono, iż odniosły one sukces pod względem ilościowym. Zamykając ich pierwszy etap Serdiukow myślał o dalszych zmianach jakościowych,  przede wszystkim w dziedzinie szkolnictwa wojskowego. W ramach reformy z 68 do 33 zmniejszono liczbę rosyjskich wojskowych szkół wyższych i akademii, zamierzano z resztą pozostawić jedynie 10 z nich. Jednak nie ich liczba wydaje się najważniejsza. Planowano , iż w Rosji upowszechniony zostanie model anglosaski, w jego ramach szkolenie oficera trwa ustawicznie. Przed mianowaniem na kolejne stanowisko oficer miałby wracać na uczelnię wojskowa, by uzupełnić swoją wiedzę. Także nominacje na nowe stopnie wojskowe zamierzano związać z postępami w zdobywaniu wiedzy, chciano odejść od automatyzmu w tej dziedzinie związanego z wysługą lat.

Reformatorzy zamierzali także uzupełnić w większym stopniu wykształcenie oficerów o wiedzę z zakresu dyscyplin humanistycznych. Tego rodzaju zamiary w rosyjskim środowisku wojskowym wywoływały zawsze dziki śmiech. Ale tak zbudowany jest program szkolenia w USA, w amerykańskich akademiach wojskowych poszerzana jest wiedza tak w dyscyplinach technicznych, naukach ścisłych, jak i przedmiotach humanistycznych. W amerykańskim systemie ważne są rozwiązania systemowe, nikt nie zmusza uczniów, by latami uczyli się matematyki, tak jak przyjęto to u nas.

Obecność w programie kształcenia przedmiotów humanistycznych ma nie tylko na celu rozwój kulturalny. Człowiek, któremu państwo demokratyczne daje do ręki broń, powinien zdawać sobie sprawę, w jakim celu. W końcu, tak czy inaczej, armia pozostaje organizacją niedemokratyczną, pojawiającą się tu sprzeczność można rozwiązać dzięki humanistycznemu wykształceniu kadr wojskowych.

Serdiukow pozwolił sobie na jeszcze jedna herezję, uwolnił uczelnie wojskowe od zależności od dowództwa poszczególnych rodzajów wojsk. Przy ministerstwie obrony utworzono specjalny zarząd do spraw szkolenia. Zamierzano posunąć się jeszcze dalej…. Przewidywano, iż wojsko zostanie objęte programem nauczania języków obcych – po 6 godzin w tygodniu.

Nie chcę tu formułować przypuszczeń i spekulować, dlaczego reformę zahamowano. Tak czy inaczej zatrzymano ją, nim jeszcze jej skutki stałyby się odczuwalne w takiej dziedzinie, jak wzajemne stosunki między obywatelem i państwem.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski 










*Aleksander Golc (ur. 1055), rosyjski dziennikarz, publicysta, o demokratycznej orientacji. Szef-redaktor opozycyjnego portalu „Jeżedniewnyj Żurnał”. W latach 1980-1996 był dziennikarzem wojskowej gazety „Krasnaja Zwiezda”. Stypendysta amerykańskiego uniwersytetu Stanford. Aktywista opozycyjnego ugrupowania „Zjednoczony Front Obywatelski” założonego przez Gary Kasparowa.
 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






niedziela, 12 października 2014

Borys Niemcow: koniec projektu „Noworosja”



Na polecenie Władimira Putina ponad 17 tys. rosyjskich żołnierzy powróci do stałych baz z „ćwiczeń wojskowych” w graniczącym z Ukrainą obwodzie rostowskim. W rosyjskich mediach pojawiło się wiele różnych interpretacji, niektórzy uważają, iż to nieznaczący gest związany z podróżami prezydenta Rosji na ważne międzynarodowe spotkania w Mediolanie i Brisbane. Zdaniem byłego wicepremiera Borysa Niemcowa ta decyzja oznacza definitywne pogrzebanie projektu „Noworosji”. Co gorsza, widać teraz, jak rozpaczliwy jest jego ostateczny bilans.






Borys Niemcow, jeden z liderów opozycji rosyjskiej był od samego początku  ostrym
krytykiem interwencji na Ukrainie. 




Projekt Noworosji został zamknięty. Putin polecił, by 17,6 tys. żołnierzy wróciło do swoich stałych baz. Można wypuścić powietrze i pokusić się o krótkie podsumowanie. Wypada okropnie. Żaden z celów wyznaczonych przez Putina nie został zrealizowany.


1. Putin chciał umocnić więzy Ukrainy z Rosją. Zależało mu, by wstąpiła do Związku Celnego. Rezultat jest odwrotny od zamierzonego. Ukraina opowiedziała się za zachodnim wektorem rozwoju, nigdy już nie wróci na prorosyjską orbitę.

2. Zależało mu na neutralnym statusie Ukrainy. Chciał, by nie uczestniczyła w wojskowych blokach. Pod tym względem pełna katastrofa. Widać wyraźnie, iż Ukraina pozostanie na lata ściśle związana z NATO. Odbywają się wspólne ćwiczenia wojskowe Ukraina-NATO. Wspólnie z Sojuszem omawiane są kwestie współpracy techniczno-wojskowej.

3. Putinowi zależało, by społeczeństwo ukraińskie okazywało mu szacunek. Wychował sobie wroga. Na lata pozostanie w pamięci „Putin-Hu..ło”.

4. Chciał zbudować Nowowrosję od Doniecka, do Odessy. Teraz musi się zadowolić małym kawałkiem obwodów Donieckiego i Ługańskiego.

5. Marzył mu się prowadzący przez Mariupol korytarz w kierunku Krymu. Doprowadził do powstania ruchu oporu i wykopania okopów. Te ostatnie w Mariupolu ryli miejscowi Rosjanie, by nie przepuścić okupanta.

6. Chciał, by wszystko potoczyło się jak na Krymie, bez jednego wystrzału. Skończyło się 4 tysiącami ofiar z obu stron.

7. Nie chciał zaszkodzić rosyjskiej gospodarce. Ale skutkiem jego działań jest ucieczka kapitału, ponad 100 miliardów dolarów. Innym następstwem jest spadek wartości rubla, do 40 za dolar (dewaluacja ponad 20%) i dwucyfrowy wzrost cen żywności. W gospodarce zapanował całkowity zastój, nie ma mowy o innowacjach i inwestycjach.

8. Chciał zdobyć uznanie i poparcie ze strony zwolenników imperium i nacjonalistów (w rodzaju Girkina i „Sputnika i Pogromu” – nacjonalistyczny portal internetowy – „Media-w-Rosji”). Sprowokował ich rozdrażnienie, teraz nazywają go zdrajcą.

9. Chciał w dalszym ciągu cieszyć się uznaniem na arenie międzynarodowej. Został wyrzutkiem. Rosję wyrzucono z grupy 8 najbardziej rozwiniętych państw. Przestano go zapraszać dokądkolwiek. Jego kumpli obłożono sankcjami. Nie chce się z nim kontaktować nikt, oprócz Łukaszenki i Nazarbajewa. Ale i oni popierają jedność Ukrainy i domagają się pieniędzy. Szczególne sukcesy odnotował na swoim koncie Aleksander Grigoriewicz Łukaszenka, najpierw z budżetu Rosji przekazano mu 3,5 mld dolarów, potem oświadczył, iż Rosję należałoby podzielić między Kazachstan i Mongolię.

10. Jedyne pragnienie Putina, jakie udało się zrealizować, to wysoki wzrost wskaźnika jego popularności. Pomogła imperialistyczna histeria i cyniczne kłamstwa aparatu propagandowego. Ale społeczeństwo zorientuje się szybko, iż ceny wzrosły, a dochody nie. Nie da się dłużej zwalać wszystkiego na Obamę.


Tak udało mu się wszystkich ograć. W pierwszej kolejności samą Rosję.







*Borys Niemcow (ur. 1959), opozycyjny polityk rosyjski, współprzewodniczący Republikańskiej Partii Rosji-Partii Narodowej Wolności. W latach dziewięćdziesiątych, gubernator obwodu niżnowogrodzkiego, wicepremier rządu Rosji.









Oryginał tekstu ukazała się najpierw na Facebooku Borysa Niemcowa, potem na jego blogu publikowanym także na portalu radia „Echo Moskwy”: http://echo.msk.ru/blog/nemtsov_boris/1417026-echo/





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com







wtorek, 7 października 2014

Miesięcznik „Znak”: powrót rosyjskiego imperium?


Obserwując od przeszło dwudziestu lat pełną rozmaitych sprzeczności poradziecką Rosję, najpierw Borysa Jelcyna, potem Wladimira Putina, zdołaliśmy się z nią nieco oswoić. Z irytacją czytaliśmy o korupcji, zdemoralizowanych oligarchach, kremlowskich intrygach, z drugiej cieszyliśmy się, iż prostym ludziom żyje się trochę lepiej, z przyjemnością sięgaliśmy po ciekawą rosyjską książkę, oglądaliśmy nowy film. Jednak kryzys ukraiński pokazał nam znów Rosję z trudnym do zaakceptowania, imperialnym grymasem. Na ile jest groźny, na łamach krakowskiego miesięcznika „Znak”, odpowiadają wybitni rosyjscy eksperci.




















Do tej pory przestrzegaliśmy tej zasady rygorystycznie, przedstawialiśmy tylko rosyjskie media niezależne, publikowaliśmy polskie tłumaczenia ukazujących się w Rosji tekstów. Ale każda ortodoksja ma swoje minusy, od czasu do czasu także polskie media udostępniają swoje łamy rosyjskim intelektualistom, by mogli opowiedzieć o tym, co dzieje się w ich kraju. Pod tym względem ostatni, wrześniowy numer miesięcznika „Znak” zasługuje na szczególną uwagę. Na pytanie, czy Rosjanie rzeczywiście pragną odbudowy imperium. w serii wyjątkowo interesujących wywiadów i artykułów wypowiadają się m.in. Nikołaj Pietrow, Natalia Zubarewicz, czy Iwan Preobrażenski 

Od czasu do czasu rosyjskich ekspertów tej klasy zaprasza na spotkania Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Pojednania, Fundacja Batorego, albo „Gazeta Wyborcza”. Wtedy widzimy ich na żywo, niekiedy możemy odtworzyć w Internecie zapis video spotkania z ich udziałem. Jednak teksty drukowane, wywiady, eseje mają niemniejsze znaczenie. Staranna lektura pozwala prześledzić tok myśli autorów, skupić się na ich wnioskach, poszukać własnych odpowiedzi na stawiane przez nich pytania.

Kilkakrotnie spotykałem Nikołaja Pietrowa i Natalię Zubarewicz w położonym w pobliżu Placu im. Puszkina moskiewskim Centrum Carnegie. Warto o tym opowiedzieć, w salce konferencyjnej, na szóstym piętrze zamienionej w biurowiec moskiewskiej kamienicy, przez lata spotykali się najwybitniejsi rosyjscy intelektualiści. W różnych gremiach dyskutowali o wydarzeniach w Rosji i w dawnych republikach radzieckich. Zawsze miałem wrażenie, iż znalezienie bardziej kompetentnych specjalistów nie jest możliwe.

Może dlatego opublikowane przez „Znak” wywiady ze znanymi mi z seminariów i spotkań w Centrum Carnegie Nikołajem Pietrowem i Natalią Zubarewicz zainteresowały mnie tak bardzo. Podobnie artykuł Iwana Preobrażenskiego o tym, jak w dzisiejszej Rosji odbierane są sąsiednie republiki Białoruś i Ukraina oraz odpowiedzi autorów z tych państw.

Autor rozmów z Natalią Zubarewicz i Nikolajem Pietrowem, Tomasz Horbowski chciał się przede wszystkim dowiedzieć, do jakiego stopnia Rosjanie gotowi są wesprzeć projekt odbudowy imperium. Swoje wywiady przeprowadził w lipcu, gdy szczególnemu zaostrzeniu uległa sytuacja wokół Krymu. Może dlatego aż tak bardzo odczuwa się w tych rozmowach przerażenie Pietrowa i Zubarewicz szaleństwem swoich władz i rządzonych przez nie rodaków. Tak, jak w swej większości moskiewska liberalna inteligencja, oboje na imperialne projekty Kremla reagują alergicznie. Zwłaszcza zazwyczaj chłodna i dokładna w swoich analizach Zubarewicz udziela emocjonalnych odpowiedzi:


Natalia Zubarewicz, ekonomistka,
geograf, obserwuje od lat przemiany
w rosyjskich regionach. 
„Muszę przyznać, że jest to dla nas – ekspertów, intelektualistów – kolosalny szok, gdy widzimy, z jaką
łatwością Rosjanie mobilizują się pod wpływem propagandy. Chyba nikt nie podejrzewał, że to może być
aż tak łatwe”.

„Ze smutkiem przyznaję, że Rosjanie są imperialistami.”

Zubarewicz pamięta dobrze wczesne lata dziewięćdziesiąte, kraj pogrążony był w kryzysie, gospodarka w ruinach, jednak społeczeństwo nie było skłonne do buntu.

Historia uczy – konstatuje - iż Rosjanie mogą znieść bardzo dużo”

Nikołaj Pietrow odpowiada chłodniej, mniej poddaje się emocjom, ale i on nie ukrywa trwogi…

„Mamy także wyidealizowaną wizję czasów sowieckich, kiedy nas szanowano i kiedy losy świata rozstrzygały się w Moskwie, choć może samo życie było trudniejsze i mniej wygodne niż na Zachodzie.
Taki obraz rzeczywistości – w który szczerze wierzono – wraz z rozpadem ZSRR rozsypał się.”

„Większość zwykle jest konserwatywna i woli trwać w tym, co zna. Dzisiaj więc Putin prowadzi
kraj ku archaizacji. Nie jest liderem, który wytycza cele i dąży do ich osiągnięcia. Jego działania to wynik
bilansu oczekiwań i możliwości elit oraz nastrojów społecznych.”


Nikołaj Pietrow, politolog, przez lata
związany z moskiewskim Centrum Carnegie
„Mam wrażenie – Pietrow dodaje na końcu wywiadu -  że następują poważne wewnętrzne ruchy tektoniczne, za sprawą których dzieje się to wszystko, i nie wiemy, dokąd nas te wydarzenia zaprowadzą.”

Oboje Zubarewicz i Pietrow zwracają uwagę, że uniesienie mas nie będzie trwać wiecznie. Pietrow zauważa, iż Krym dostał się Putinowi i Rosji za darmo, gdyby jednak odbudowa imperium związana była z rzeczywistymi kosztami, trudno wyobrazić sobie, by społeczeństwo gotowe było je ponieść. Zubarewicz podkreśla, iż już jesienią i zimą mieszkańcy wielkich miast oraz tak zwanych „monogorodów”, miast zależnych całkowicie od zbudowanych w nich wielkich zakładów przemysłowych poczują na własnej skórze konsekwencje narastającej recesji gospodarczej. Być może lęk przed gniewną reakcją społeczeństwa przyhamuje imperialne fantazje Kremla.

 Opublikowane w „Znaku” teksty dobrze ilustrują nastroje charakterystyczne dla rosyjskich środowisk od lat krytycznych wobec Władimira Putina i zainicjowanego przez niego zwrotu ku dawnym radzieckim i rosyjskim tradycjom mocarstwowym. Może dlatego w zaproponowanym przez pismo wyborze trochę brak mi tekstu napisanego z „pro imperialnych pozycji”. Warto byłoby z pierwszej ręki, od kogoś w rodzaju redaktora portalu „Sputnik&Pogrom” Jegora Proswirnina albo pisarza Aleksandra Prochanowa dowiedzieć się więcej o propagowanych przez zwolenników odbudowy imperium ideach. Albo inaczej, usłyszeć ich język, zorientować się jakich używają sformułowań dla opisania swych zamierzeń i pragnień, po to choćby,  by i czytelnik polski mógł samodzielnie ocenić do jakiego stopnia w obecnych warunkach w Rosji i na świecie możliwe jest ich urzeczywistnienie. Mogłoby się wtedy okazać, iż imperialny wirus jaki na powrót zaraził rosyjskie umysły i doprowadził do rozlewu krwi na Ukrainie nie jest aż tak groźny i że są dostępne zwalczające go skutecznie szczepionki.

ZDZ 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






poniedziałek, 29 września 2014

Nowy kurs Putina: „Rosja nie jest Europą”



Rosja Putina obrała nowy niebezpieczny dla siebie kurs. Obowiązująca dziś doktryna kwestionuje europejską tożsamość Rosji. Oznacza ona zakwestionowanie podstawowych europejskich wartości, takich jak konieczność przestrzegania prawa, czy zakaz tortur. Przywódca opozycyjnej partii „Jabłoko” Grigorij Jawliński w wywiadzie udzielonym Radiu „Swoboda” ostrzega, iż taki kurs prowadzi ku katastrofie. 

Rosjanie powinni dziś odpowiedzialnie i z determinacją wyrażać sprzeciw wobec takiej polityki.




Z Grigorijem Jawlińskim rozmawia Andriej Szaryj





Grigorij Jawliński od lat pozostaje wpływowym rosyjskim politykiem opozycyjnym. Uczestniczył
jako kandydat w wyborach prezydenckich. Obecnie pełni funkcję deputowanego Rady Miejskiej St. Petersburga. 





Grigorij Jawliński:
Najpierw przyjrzyjmy się sytuacji bieżącej. Przelew krwi na wschodzie Ukrainy udało się ograniczyć, działania bojowe toczone są w mniejszej skali – to dobrze. Wymiana jeńców ma także pozytywne znaczenie. Widać, iż obu stronom rzeczywiście zależy na zaprzestaniu prowadzonych na szeroką skalę działań zbrojnych, można się z tego tylko cieszyć.

Czego chce Kreml?


Ale jeśli spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy, to jest dla mnie oczywiste czego naprawdę chcą władze Rosji. Idzie o narzucenie Ukrainie kontroli, po to by uniemożliwić jej przekształcenia o charakterze europejskim. Rosja nie chce, by Ukraina stała się członkiem wspólnoty europejskiej, tak formalnie, jak i nieformalnie. Na początek Kreml pragnie, by Ukraina stała się państwem buforowym, później można się zastanowić na dalej idącą aneksją, lub integracją w ramach przestrzeni rosyjskiej, termin nie jest tu najważniejszy. Jest to straszliwy błąd o charakterze politycznym. Mamy do czynienia z sytuacją dramatyczną, tragiczną, związaną z przelewem krwi. Brniemy w ślepy zaułek, bez żadnej perspektywy wyjścia.

Andriej Szaryj:
- Czy pana zdaniem, także władze w Kijowie ponoszą choćby w niewielkim stopniu odpowiedzialność za tę sytuację?

Jawliński:
Jestem politykiem rosyjskim, więc nie bardzo zastanawiam się, jaka część odpowiedzialności spada na władze w Kijowie. Na pewno wiele z tego co tam zrobiono, ja zrobiłbym inaczej. Ale to jest inna historia, tam na Ukrainie podejmują własne decyzje. Mogę się z nimi zgadzać, lub nie, ale odpowiedzialność ponoszę za to, co robi mój kraj. A on podejmuje działania niczym nie sprowokowane, niepotrzebne, niebezpieczne. Pieniędzmi, dostawami broni, propagandą mój kraj wspiera przelew krwi na wschodzie Ukrainy.

Szaryj:
Jest pan zaskoczony wysokim poziomem poparcia dla polityki Władimira Putina ze strony obywateli?

Jawliński:
Nie. Nie ma w tym nic dziwnego, zwłaszcza jeśli zwrócić uwagę na skalę podejmowanych obecnie działań propagandowych. Co więcej, mam wrażenie, że propaganda i pranie mózgów w takich rozmiarach w każdym kraju przyniosłoby podobny rezultat.

Szaryj:
Czy pana zdaniem kryzys ukraiński okaże wpływ na rozwój sytuacji politycznej w Rosji?

Jawliński:
Już okazuje. Kryzys ukraiński na taką skalę, oddziałuje na Rosję w poważnym stopniu, pod jego wpływem mamy do czynienia z „chłodną wojną domową”. Zdarza się, iż w jednej rodzinie pojawiają się różnice w ocenie sytuacji na Ukrainie. To dla Rosji sytuacja tragiczna.

Szaryj:
Jakie zmiany w polityce rosyjskiej może wywołać kryzys ukraiński? Powiększą się wpływy środowisk nacjonalistycznych? Umocni dominacja partii władzy (choć trudno sobie wyobrazić w jaki jeszcze sposób), czeka nas jeszcze coś innego?

Nieokreślone państwo euroazjatyckie


Jawliński:
Władze rosyjskie wybrały nowy kurs, jego celem jest budowa „nieokreślonego” państwa euroazjatyckiego. Niszczy on państwo istniejące obecnie, prowadzi do degradacji, jest niebezpieczny. W prowadzonej do tej pory dyskusji na temat przyszłości Rosji mówiono coś zupełnie innego. Zadawaliśmy sobie inne pytania. Czy wybraliśmy prawidłową drogę dla budowy gospodarki rynkowej? Czy instytuty demokratyczne funkcjonują prawidłowo? Obecny kurs je unieważnia, wyznacza dla Rosji całkowicie nową trajektorię.

Może najtrafniej dałoby się opisać ją w następujący sposób. Oto w kulturze europejskiej, w europejskim życiu politycznym tortury są niedopuszczalne, za to my się na nie zgadzamy. Jeśli w cywilizacji europejskiej należy obowiązkowo podporządkować się prawu, to dla nas ważniejsze będą rozstrzygnięcia pozaprawne. Jeśli w Europie, polityka nie może się obejść bez przestrzegania praw człowieka, to w Rosji ważniejszy jest abstrakcyjny interes państwa określany przez niewielką grupę ludzi. Teraz wszystko w Rosji opiera się na odrzucaniu, zgodnie ze znaną formułą , iż „Rosja nie jest Europą”. Ten nowy kurs „Rosja- nie Europa” prowadzi nas w historyczny ślepy zaułek, wykoślawia kierunek rozwoju politycznego państwa.

Między Rosją i Ukrainą dokonuje się obecnie rozpad przestrzeni poradzieckiej. Kiedy porzucano system radziecki, przyjęto jednomyślnie decyzję, iż zmierzać będziemy w kierunku europejskim. Dopuszczano wówczas, iż nie wszyscy podążą w  nim z tą samą szybkością, w podobny sposób, ale w sprawie ogólnego wektora panowała jednomyślność. Dziś widać wyraźnie, iż Rosja wstąpiła na drogę wiodą w przeciwną stronę i że konfrontacja z Ukraina jest tego konsekwencją. Rosja podjęła próbę powstrzymania Ukrainy, choć kierunek europejski rozwoju ma w jej wypadku uzasadnienie historyczne, stąd konfrontacja między obu państwami i towarzyszący jej rozlew krwi.


Szaryj:
Czy pana zdaniem Putin ruszył nowym kursem zmuszony przez okoliczności?

Jawliński:
Te jest decyzja świadoma podjęta bez przymusu z czyjejkolwiek strony. Jej źródłem jest takie, a nie inne pojmowanie życia, takie, a nie inne pojmowanie dobra i zła. Wszystko to zaowocuje potężnym kryzysem, towarzyszyć mu będzie przewartościowanie wszystkiego, co zdarzyło się w Rosji po upadku władzy radzieckiej. Kiedy konkretnie wybuchnie kryzys nie wiadomo, możemy czekać na niego długo, może dojść do niego w najbliższej przyszłości.

Szaryj:
Czy jako ekonomista dostrzega pan istotne zagrożenia dla gospodarki rosyjskiej? Spada kurs rubla, coraz częściej słychać głosy ostrzegające, iż Rosja nie radzi sobie z problemami systemowymi. Wszystko to, w ten, lub inny sposób wynika z rosnącej izolacji Rosji i kryzysu w stosunkach z Ukrainą. Na ile tendencje te są niebezpieczne?

Poważne problemy gospodarki


Jawliński:                                                                  
Gospodarka rosyjska stanęła wobec poważnych problemów instytucjonalnych. Mają one charakter fundamentalny, pojawiły się już w końcu roku ubiegłego, kiedy tempo wzrostu dochodu narodowego praktycznie uległo zamrożeniu. Teraz trzeba uwzględnić szereg nowych czynników, takich jak brak stabilizacji politycznej, czy wprowadzone za karę sankcje. Jedno i drugie kładzie się poważnym ciężarem na gospodarkę rosyjską. Jak mi się zdaje, najbardziej optymistyczna tegoroczna prognoza zakłada wzrost na poziomie 1go procenta. W roku 2016 zetkniemy się już z objawami poważnej recesji.

Szaryj:
Łączą pana z Ukrainą więzy osobiste. O ile dobrze pamiętam  urodził się pan we Lwowie, często pan bywał w tym mieście. Co panu podpowiada intuicja, zależy mi przede wszystkim na refleksji osobistej, nie na analizie politycznej, jaki będzie wpływ, tego co się wydarzyło na stosunki rosyjsko-ukraińskie. Myślę to bardziej o wzajemnych relacjach między ludźmi,  nie o stosunkach czysto politycznych. Z jednej strony wiąże nas szereg wspólnych, choć niekiedy sprzecznych między sobą doświadczeń. W końcu przez wieki mieszkaliśmy w jednym państwie. Łączy nas widoczna na pierwszy rzut oka bliskość języków, kultur i tradycji. Przetrwały liczne rodzinne oraz osobiste kontakty i więzi. Z drugiej obserwujemy pogłębiająca się przepaść polityczną. „Nigdy więcej z Rosjanami’ – na ile hasło to jest poważne?

Jawliński:
Ukraińcy poczuli się dotknięci do żywego. Ich emocje są istotne i uzasadnione. Ale jeśli wcześniej, lub później (raczej później, niż wcześniej) Rosja dokona wyboru kursu strategicznego, niesprzecznego z interesami Ukrainy, to z czasem ostrość kryzysu ulegnie załagodzeniu, nasze więzi zostaną odbudowane. Jednak poczucie krzywdy pozostanie na długo. Tak to się ułoży, pod warunkiem, że nie dojdzie do wojny na pełną skalę i że nie pochłonie ona setek tysięcy ofiar.

Szaryj:                                          
Jak winni zachowywać się obecnie ci Rosjanie, którym nie podoba się nowy kurs Putina? Myślę przede wszystkich o ludziach dysponujących pewnym autorytetem w polityce, życiu społecznym, innych dziedzinach. Winni prosić Ukraińców o przebaczenie, tak postępują niektórzy, organizować akcje protestacyjne?

Jawliński:
Trzeba otwarcie i głośno mówić o swojej dezaprobacie. Ważne by wypowiadać się zrozumiale i z odpowiedzialnością. Jeśli pojawia się możliwość, trzeba uczestniczyć w akcjach protestacyjnych, demonstrować własne poglądy. Chodzi o to, by upowszechniło się zrozumienie, iż bardzo duża ilość ludzi w Rosji nie zgadza się z aktualnym kursem politycznym. Tak przecież jest w rzeczywistości.

Szaryj:
Obserwujemy powrót do rosyjskiego życia politycznego Michaiła Chodorkowskiego. Jak pan na pewno wie, był on inicjatorem serii wydarzeń w Berlinie, związanych z prezentacją jego „nowego-starego” projektu „Otwarta Rosja”. Mam wrażenie, że panowie spotkają się wkrótce na organizowanej w Pradze konferencji „Forum 2000”. Jak pan ocenia ostatnie oświadczenia Chodorkowskiego? Na ile możliwa jest wasza współpraca?

Jawliński:
Życzę mu wszystkiego najlepszego. Cieszę się, że jest na wolności. Na razie to chyba wszystko, co mogę powiedzieć na ten temat.

Szaryj:
Planuje pan w Pradze oddzielne spotkanie z Chodorkowskim?

Jawliński:
Jestem gotów do spotkań ze wszystkimi.

Nie lubię pustych gestów


Szaryj:
Zamierza pan aktywnie uczestniczyć w próbach rozwiązania kryzysu ukraińskiego? Wybiera się pan do Kijowa, lub Doniecka? Planuje pan spotkania z politykami ukraińskimi, czy też wydaje się panu, że dla działacza pańskiego formatu nie ma dla nich obecnie warunków.

Jawliński:
Ważny jest sens tego, co robimy, realna treść. Jeśli moje działania będą miały sens, jestem gotów do wszelkich wysiłków mających na celu osiągnięcie pokoju w stosunkach Rosji z Ukrainą. Jednak nie mam ochoty na gesty upozowane i demagogię. Tego rodzaju konstruktywne działania zależą od rzeczywistych możliwości polityka, ważne są skuteczne działania praktyczne. To co najważniejsze można dziś opisać w następujący sposób: w porządku, że mamy zawieszenie broni, bardzo dobrze, że ludzie przestali się zabijać, ale trzeba rozumieć, iż konflikt między Rosją i Ukrainą uda się zlikwidować tylko wówczas, gdy oba kraje będą kierować się wspólną strategią rozwoju. Do tej pory, gdy są one różne, konflikt pozostaje nierozwiązywalny.

Szaryj:
Czy rozumiem dobrze, iż nie należy oczekiwać od pana gestów czysto symbolicznych, podobnych do wystąpienia Chodorkowskiego w Kijowie, czy koncertu Andrieja Makarewicza w obwodzie donieckim.

Jawliński:
Każdy robi, co może. Andriej Makarewicz jest muzykiem. A pan przecież nie rozmawiał ze mną o muzyce.

Tłum.: ZDZ




Grigorij Jawliński (ur. 1952 we Lwowie), rosyjski polityk i ekonomista o liberalnej orientacji. W 1990 roku był współautorem głośnego i niezrealizowanego planu reform gospodarczych „500 dni”. W 1991 roku pełnił krótko funkcję wicepremiera ZSRR. Założyciel i długoletni przywódca rosyjskiej opozycyjnej partii „Jabłoko”. Obecnie pełni funkcję deputowanego Rady Miejskiej St. Petersburga.














Wywiad ukazał się na portalu Radia Svoboda:



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com