wtorek, 24 marca 2015

Potrzebny jest nowy narkotyk, jeszcze silniejszy



Z pędzącego po torze lodowym bobsleja nie da się wyskoczyć. Pod tym względem polityka rosyjska obliczona na konfrontację z Zachodem, a zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi jest podobna. Z niej także tak łatwo nie można się wycofać. Retoryka Kremla stała się bardziej wojownicza, ekspansjonistyczna. Dla podtrzymania agresywnego ducha w społeczeństwie potrzebne są nowe, silniejsze bodźce. Znów Ameryka jest dla Rosji największym wrogiem. Popierając separatystów w Donbasie, Kreml walczy przede wszystkim z wewnętrzną opozycją, z programem zmian. Czy jednak rosyjska elita gotowa jest pogodzić się z pełną samoizolacją swojego kraju? Panujący w Rosji reżim, uważa Lilia Szewcowa, ceniona na świecie specjalistka w dziedzinie polityki rosyjskiej, znalazł się w stanie agonii i za wszelką cenę szuka sposobów przetrwania.
  

Rozmawiała: Jelena Polakowskaja



  

Logika gnijącego samodzierżawia



Politolog Lilia Szewcowa, o tym jak zmieniła się Rosja w ciągu roku, jaki upłynął od aneksji Krymu.





Lilia Szewcowa jest jednym z najbardziej cenionych na świecie ekspertów w dziedzinie polityki rosyjskiej.
Wielokrotnie odwiedzała Polskę, uczestnicząc w konferencjach i seminariach. 




Lilia Szewcowa:
Aneksja Krymu, dramatyczne wydarzenia związane z wtargnięciem na Ukrainę, to wszystko co stało się w roku ubiegłym, jeszcze kilka lat wcześniej wydawałoby się nie do wyobrażenia. Nie zakładaliśmy przecież, że może dojść do wojny Rosji z Ukrainą. Teraz jednak widać, potwierdzeniem jest sekwencja ostatnich wydarzeń, iż rosyjski reżim samo dzierżawny w obawie przed agonią, wszystkie swe działania podporządkował walce o przetrwanie. Do niedawna mogło się wydawać, że ruch skupiony wokół hasła "Krym jest nasz", także w swej początkowej fazie, był wyrazem nieśmiałego uznania dla obecności rosyjskich żołnierzy na tym terytorium. Dla uzasadnienia aneksji wybrano także metodę sztucznego referendum. Jednak dziś tamto stare hasło "Krym jest nasz" utraciło wiele ze swego dawnego konsolidującego wpływu. Potwierdzenie tej zmiany można było odnaleźć we porażającym filmie "Krym. Powrót do ojczyzny", w nim wykonawcą głównej roli był sam Putin. Zagrał w nim bohatera chętnego do wyjaśnienia przebiegu niedawnej historii.

Jelena Polakowska:
Opowiedziana przez niego historia poraża cynizmem. Film potwierdza przed całym światem, iż rok wcześniej posłużono się seria bezwstydnych kłamstw.


Nowe podejście Kremla


Szewcowa:
Ten film jest świadectwem nowego podejścia władz. Zaczęło się od skromnego, miękkiego,  niezręcznego "krymnaszyzmu". Jego pierwszym przejawem była aneksja. Zakładano, że Zachód przełknie ją i wybaczy. Teraz możliwe jest już otwarte wyznanie prawdy i nie tylko w kwestii aneksji Krymu. Zapewne i w przyszłości usłyszymy szczere relacje na temat wprowadzenia rosyjskich sil zbrojnych na terytorium ukraińskiego Donbasu. Będą one otwartym wyzwaniem pod adresem Zachodu, całego świata.  Zwróćcie uwagę na to, czego dokonałem. Patrzcie, jaki jestem dumny. Udało mi się zdemontować porządek świata ukształtowany po rozpadzie ZSRR, mam teraz prawo do nowej interpretacji obowiązujących świat reguł gry. Mam prawo zachowywać się tak, jak mi się podoba.

Z punktu widzenia zasad obowiązujących w dzisiejszym świecie, podobne wyzwanie jest nie do przyjęcia. Retoryka tego rodzaju da się wytłumaczyć tym, iż mechanizmy wypracowane w zeszłym roku przestały być efektywne. Agresja przeciw Ukrainie, zarażenie społeczeństwa rosyjskiego ukraińskim wirusem, wyeliminowanie polityki rosyjskiej, życia rosyjskiego z ekranów telewizji, jak się okazało, już nie wystarczają. Władza spostrzegła, iż zeszłoroczna mobilizacja zaczyna się rozmywać. 67% respondentów ankietowanych w zeszłym miesiącu, opowiedziało się za istnieniem Ukrainy jako państwa suwerennego, nawet jeśli nie będzie ono sojusznikiem Rosji. Zaledwie 22% Rosjan opowiedziało się za poglądem przeciwstawnym. Oznacza to, iż społeczeństwo nie jest przygotowane do dalszych aneksji, ekspansji, czy wojny. Potrzebny więc jest nowy narkotyk, silniejszy, o większej mocy halucynogennej. Przyjrzyjmy się aktualnej retoryce Siergieja Ławrowa, wypowiedziom innych oficjalnych przedstawicieli władz, pełnemu wojowniczych haseł pod adresem Zachodu wystąpieniu szefa Izby Niższej parlamentu Siergieja Naryszkina. Zwróćmy uwagę na wspomniany już film, Władimir Putin w głównej roli mógł rzeczywiście wywrzeć mocne wrażenie. Wszystkie te zdarzenia najlepiej świadczą o trwającym poszukiwaniu nowej idei mobilizacji społeczeństwa na czas wojny. Nie wystarczy że wciągnięto Rosję do konfliktu zbrojnego, dziś znów szuka się sztucznej metody do budowy jedności narodu. W pierwszą rocznicę aneksji "krymnaszyzm" zaczyna brzmieć w innej tonacji, bardziej wojowniczej, militarystycznej, ekspansjonistycznej.






Jeśli w Rosji podjęto już decyzję o wyborze kursu konfrontacyjnego w odniesieniu do Zachodu, to tak, jak nie da się wyskoczyć z rozpędzonego bobsleja, tak nie będzie możliwa kolejna raptowna zmiana w rosyjskiej polityce.

Polakowska:
Pierwsze sankcje przeciw Rosji Zachód wprowadził zaraz po aneksji Krymu. Władze rosyjskie nie mogły nie zdawać sobie sprawy z tego, iż udzielenie szerszego wsparcia donbaskim separatystom oznacza zwiększenie konfrontacji z Zachodem, a w konsekwencji rozszerzenie sankcji. Być może Rosja nie zapłaciła za Krym odpowiednio wysokiej ceny, później jeśli pozwoliła sobie na działania w Donbasie?


Logika samodzierżawia


Szewcowa:
Jaka będzie kropka nad "i", zależy od dalszych wydarzeń. Wiele nowego dowiemy się, gdy władze rosyjskie znów pozwolą sobie na szczere wyznania. Na razie, z jakiegoś powodu, pozwalają sobie na mówienie rzeczy, jakie przed trybunałem w Hadze uznano by za na przyznanie się do winy. Z pewnością dowiemy się więcej jeszcze o motywach i bodźcach, jakie doprowadziły do tej trwającej wciąż tragedii... Będziemy bliżsi odpowiedzi na pytanie o to, jaką rolę odegrały w niej określone cechy osobowości przywódcy... Ale wolę wrócić do tematu, jakim jest logika samodzierżawia, zwłaszcza znajdującego sie na etapie degradacji. Jeśli podjęto decyzję, iż Rosja wybiera konfrontację z Zachodem, to wycofać się z niej nie będzie łatwo. Tak dzieje się podczas ślizgów bobslejowych, nie da się wyskoczyć z rozpędzonego bolidu. Do pewnego stopnia można regulować jego szybkość na torze, opuszczenie go przed metą nie jest możliwe. Jeśli więc w 2013 roku Kreml przyjął doktrynę powstrzymywania wpływów Zachodu, tak wewnątrz, jak i poza granicami Rosji, to wszystkie jego dalsze kroki będą podejmowane w duchu konfrontacyjnym, zaś obowiązujące do tej pory zasady gry utracą znaczenie.

Mam wrażenie, ze podejmując decyzję o aneksji Krymu, prezydent Putin nie brał pod uwagę potencjalnej reakcji Zachodu. Zapewne nie odgadł też, jak zachowają się Niemcy, nie przewidział, iż okażą się zdolne do odegrania w przestrzeni europejskiej roli konsolidującej, przede wszystkim w kwestii sankcji. Wydaje mi się też, iż Putin nie docenił rozmiaru stagnacji gospodarczej, spadku cen ropy, czy wpływu sankcji na gospodarkę rosyjską. O wielu rzeczach nie pomyślano zawczasu, nie uwzględniono ich w bilansie strat i zysków. Ale nawet gdyby było inaczej, nie sądzę, by po zajęciu Krymu, Kreml mógł się zatrzymać. Ekspansjonizm z jakim mamy do czynienia, jest wyrazem osłabienia obecnych w rosyjskiej rzeczywistości podstaw do sprawowania władzy. Potencjał władz uległ zredukowaniu, zmniejszyły sie pod wieloma względami, gospodarczym, administracyjnym, finansowym, możliwości stosowania przemocy i represji.  Władze nie miały innego wyboru, były skazane na poszukiwanie możliwości działania za granicą, a także na działania sprzyjające odwróceniu uwagi społeczeństwa od własnych problemów.




Kremlowska retoryka znów przedstawia Stany Zjednoczone jako największego rywala i wroga
Rosji. Tylko największe mocarstwo świata zasługuje na tego rodzaju status. 



Polakowska:
W ciągu ostatniego roku propaganda rosyjska zrobiła wiele, by dokonała się pewnego rodzaju zamiana pojęć. By mówiono, iż Rosja nie prowadzi wojny z Ukrainą, a ze Stanami Zjednoczonymi. Z pokrytego kurzem schowka wyciągnięto starego wroga, teraz pokazuje się go obywatelom....


Ameryka jako wróg


Szewcowa:
Stany Zjednoczone wróciły do polityki rosyjskiej w charakterze głównego wroga także dlatego, iż w tej roli nie da się obsadzić ani Polski, ani Finlandii, ani Niemiec. Z pewnością nie nadaje się do niej Japonia, inne kraje. Wrogiem może być jedynie jakieś wielkie mocarstwo, najpotężniejszym tego rodzaju państwem na świecie są Stany Zjednoczone. I to w jakimś stopniu odpowiada ambicjom rosyjskiej warstwy rządzącej. Stany Zjednoczone w roli wroga wróciły do polityki rosyjskiej już w 2007 roku, obsadził je w niej w swoim wystąpieniu na konferencji do spraw bezpieczeństwa w Monachium, prezydent Putin. Wówczas jednak ów wróg, niczym zły wilk stale obecny w retoryce rosyjskiej, nie został w niej jeszcze "zabetonowany", tak jak wymaga tego obecna koncepcja polityki zagranicznej.  Absolutnym złem Stany Zjednoczone stały się pod koniec roku 2013.

Wróćmy do kwestii Ukrainy. Dla Rosji, przede wszystkim na skutek upadku Janukowicza, a także "Rewolucji Pomarańczowej", czy "Euromajdanu" stal się ona jednocześnie środkiem, instrumentem i celem. Dzięki Ukrainie możliwa była narracja ostrzegająca społeczeństwo rosyjskie przed zgubnymi następstwami każdej rewolucji. "Ukraina" stała się instrumentem do walki z opozycją, ułatwiła zniszczenie wszelkich, najmniejszych bodaj szans, na przeprowadzenie w Rosji własnego Majdanu. Stała się też celem działania, umożliwiła  sformułowanie praktycznych wytycznych, dostarczyła uzasadnienia dla własnych ambicji ekspansjonistycznych. Ukraina nie jest tylko strefą geogospodarczą, to teren rozgrywki o charakterze strategicznym. Na Ukrainie znajduje się Sewastopol i baza Floty Czarnomorskiej. Ukraina ma istotną cenę z gospodarczego i strategicznego punktu widzenia, jest ważna dla bezpieczeństwa rosyjskiej elity, może stanowić dla niej obronną strefę buforową. Jednocześnie na jej terytorium przeprowadzono pierwsze testy weryfikujące nową doktrynę Putina.  Tutaj stworzono sztuczną płaszczyznę dla konfrontacji Kremla z Zachodem, przede wszystkim z USA.

Z punktu widzenia strategów na Kremlu istotne są pełnione przez Ukrainę różnorodne i wielowymiarowe funkcje. Cały pakiet celów i punktów orientacyjnych,  jakimi na Ukrainie kieruje się Kreml, wpisuje się w jedną formułę: Rosja Putina, Kreml, klasa rządząca przekształcili ją w pole bitwy, by zapobiec przemianom liberalnym w samej Rosji, by powstrzymać zmiany o takim charakterze w całej przestrzeni poradzieckiej. Od tego, jak zakończy się ten prowadzony na terytorium Ukrainy pojedynek z cywilizacją liberalną, zależy bardzo wiele, losy Rosji, Białorusi i Mołdawii. Tutaj rozstrzygnie się, jakim kształcie dojdzie do konsolidacji nowego systemu bezpieczeństwa w całej przestrzeni euroazjatyckiej.

Polakowska:
Ostatnio dało się zaobserwować pewną zmianę w zachowaniu rosyjskiej elity. Czym pani to wytłumaczy? To dlatego, iż niektórzy jej przedstawiciele przestraszyli się, że przestana być przyjmowani w porządnym towarzystwie?


Rozterki rosyjskiej elity


Szewcowa:
Wiele osób w Rosji, społeczeństwo rosyjskie jako całość, a także elita rosyjska, wszystkie jej segmenty, czy oddzielne grupy, na skutek szeregu różnych okoliczności zaaprobowały ukraiński dramat, aneksję Krymu, wojnę z braterskim narodem, zniszczenie ładu pokojowego. Ta aprobata miała różne odcienie, często wynikała z konieczności. Poparcie ze strony elity było zapewne uwarunkowane przez potrzebę przełamania własnych kompleksów. Mam tu na myśli "krymnaszyzm". Stąd wzięło się uznanie dla bezkrwawej, udanej, błyskawicznej realizacji projektu "odbudowy jedności narodu".  Ta jedność jednak bardziej przypomina imitację, mimo iż "krymnaszyzm" spodobał się wszystkim. Jednak wojna wywołała już inną reakcję. Przeżyliśmy rok w tej atmosferze. Udawana jedność, życie w warunkach wojennych budzą coraz więcej odruchów niezadowolenia. Tylko jeden na pięciu ankietowanych chciałby, by jego synowie walczyli w Donbasie, tu jest z pewnością istotne świadectwo dezaprobaty Rosjan dla tej wojny.

Jeśli przyjrzymy sie elicie, na pierwszy rzut oka wydaje się zjednoczona, łączy ją lojalność wobec Putina, nie widać bowiem innej alternatywy. Jeszcze nie doszło do rozłamu, polaryzacji, sytuacja nie wygląda dramatycznie. Ale wystarczy by przyspieszeniu uległ proces pogłębiania się kryzysu gospodarczego, by podziały wewnątrz elity okazały sie nieuniknione. W tym środowisku juz teraz można dostrzec nerwowe reakcje, niekiedy zupełnie nieskrywane, nie wpuszczają ich za granicę, W Europie trzeba przepisywać rachunki i dobytek, wszystko co udało się ukraść, na inne nazwiska. Na razie jednak woda w tym czajniku jeszcze nie zakipiała. Dalsza samoizolacja Rosji wydaje sie nieunikniona, będziemy mieli w Rosji do czynienia z sytuacją określoną coraz mniej.

Rosja już dziś znalazła się w swego rodzaju czarnej strefie, brakuje w niej wektora rozwoju strategicznego. W różnych grupach elity pogłębiać się będzie poczucie lęku o własne życie, o interesy osobiste. Na tym tle być może, wyróżniają się pewne grupy funkcjonariuszy struktur siłowych, przygotowanych na to, iż Rosja okaże się w całkowitej izolacji. Ale jestem skłonna zaufać tym specjalistom, którzy obserwując życie rosyjskiej elity podkreślają, iż ludzie typu Bortnikowa, Patruszewa, Siergieja Iwanowa, Szojgu nie są podobni do swych poprzedników z czasów radzieckich. I że nie mają zamiaru walczyć do końca, lękają się przelewu krwi, nie chcą znaleźć się w pełnej izolacji. Prawdopodobnie tak jest w istocie. Wytłumaczyć to łatwo. Elita rosyjska, prosperuje kradnąc bogactwa wewnątrz kraju i sprzedając nasze surowce, ropę, gaz za granicą, na Zachodzie. Ta elita pasożytuje na Zachodzie. Nie chce mi się wierzyć, iż jest gotowa do popierania szalonych pomysłów swego przywódcy szykującego się do otwartej konfrontacji z Zachodem, i do posłużenie się w niej metodą szantażu atomowego.



Tłumaczenie: ZDZ


Oryginał ukazał sie na portalu svoboda.org:





*Lilia Szewcowa (ur. 1951), znana i ceniona na świecie rosyjska politolog, autorka wielu artykułów publicystycznych i publikacji naukowych. Przez wiele lat była związana z moskiewskim Centrum Carnegie. Obecnie piastuje stanowisko starszego analityka w Instytucie Brookings w Waszyngtonie. 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com







środa, 18 marca 2015

Pomidory, ogórki i jak najwięcej śmietany…



Po piętnastu latach rządów Władimira Putina ludzie rosyjskich mediów wspominają z nostalgią zainicjowaną przez Michaiła Gorbaczowa politykę „głasnosti”. Przez kilka lat media cieszyły się niebywałą popularnością, telewizję oglądało wielomilionowe audytorium, nakłady prasy drukowanej biły rekordy. Jednak dzisiejsza rzeczywistość w rosyjskich mediach może być wyłącznie przedmiotem troski. Ogólnokrajowe stacje telewizyjne poddane są surowej cenzurze, stały się też głównym instrumentem propagandy. Prasa drukowana znalazła się na marginesie. Media niezależne walczą o przetrwanie. W społeczeństwie zanikła potrzeba korzystania z mediów – alarmuje Leonid Parfionow, jeden z najbardziej szanowanych rosyjskich dziennikarzy. Media straciły swoje audytorium. Ludziom wystarczy kanapa, piwo, pilot do przełączania między stacjami. Dziennikarze i publicyści piszą dla siebie, sami też siebie czytają.



We wtorek, 17 marca, w Fundacji Gorbaczowa, odbyła się zorganizowana przy współpracy „Nowej Gaziety” dyskusja poświęcona 30ej rocznicy ogłoszenia w ZSRR polityki „głasnosti”. W kwietniu 1985 roku zaczęła się pieriestrojka, „głasnost’” była jednym z ważniejszych elementów zainicjowanego wówczas programu reform politycznych. Sam Michaił Gorbaczow uważał, iż „głasnosti” nie da się ograniczyć wyłącznie do pojęcia „wolności słowa”. Równie ważna, jego zdaniem, była także odpowiedzialność władzy przed społeczeństwem, a także gotowość urzędników do prowadzenia dialogu. W Fundacji Gorbaczowa potkali się z tej okazji dziennikarze, publicyści, naukowcy. Wspólnie szukali odpowiedzi na pytanie „dokąd dotarliśmy dzisiaj”. W dyskusji uczestniczyli Leonid Nikitinski, Tichon Dziadko, Siergiej Parchomienko, Nikołaj Swanidze, Maria Lipman i inni.


Jednak największe wrażenie na uczestnikach spotkania wywarło wystąpienie Leonida Parfionowa. Jego zdaniem, sytuacja w połowie lat osiemdziesiątych była zasadniczo odmienna. Dziennikarstwo, jak twierdzi Parfionow, jest dziedziną działalności całkowicie uzależnioną od audytorium. Dziś społeczeństwo w Rosji nie poszukuje odpowiedzi na „przeklęte pytania”.


Publikujemy wystąpienie Leonida Parfionowa bez skrótów.



Leonid Parfionow jest ceniony w środowisku dziennikarskim oraz uwielbiany przez widzów i czytelników. 




Głasnost’” zaczęła się tego dnia, gdy Michaił Gorbaczow po raz pierwszy nawiązał dialog z prostymi ludźmi. To godne pamięci wydarzenie miało miejsce podczas uroczystości z okazji 40ej rocznicy Dnia Zwycięstwa. Ludzie stali po prostu na chodniku, wcześniej żaden sekretarz generalny nie chodził po ulicach, by z nimi porozmawiać. Milczeli, kiedy opowiadał o nadchodzących zmianach, między innymi o pijaństwie i planowanej z nim walce. Słuchano go w milczeniu. I wtedy on, ze swym promiennym uśmiechem, zapytał na zakończenie: „Może na pożegnanie mielibyście dla mnie jakieś życzenia?” Jakaś kobiecina wydusiła z siebie dyżurne radzieckie słowa: „Starajcie się być bliżej ze społeczeństwem”. Rozpostarł ręce, zachichotał: „No tak, gdzie jeszcze można bliżej?” Wszystko się wtedy rozpadło. Nastąpiła jasność, ten gest zmienił wszystko.


Trudne czasy dla satyryka


Z biegiem czasu, niemal każdego dnia pojawiał się w jakimś nowym mieście, wypowiadał się ostrzej, niż zachodnie środki masowego przekazu. Żwaniecki (znany rosyjski satyryk – „mediawRosji”) skarżył się, iż pozostał bez pracy, to co pisał straciło sens, gdy najważniejszy człowiek w państwie wypowiadał się krytyczniej od dowolnego satyryka. Po co więc miałby wchodzić na scenę i występować? Bez względu na to, co chciałby powiedzieć i tak pozostawał w tyle. Jak mi się wydaje, ważne byśmy to rozumieli, skąd wzięła się ta wielka zmiana i dlaczego udało się natychmiast zdobyć dla niej wspartą od dołu potężną legitymację i poparcie.


Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:
Obserwuj nas na Twitterze:
Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, 


Czernienko, nawet w czasach radzieckich, był już przesadą. Przeczucie, iż doszliśmy do dna, że ten projekt jest nieuleczalnie chory i że trzeba coś z nim zrobić, nurtowało nas coraz bardziej. Wszyscy byliśmy niezadowoleni, kiedy w mieście Wołogda zamknięto sklep „Wołogodzkie masło” . Mijał piąty rok, a my dalej nie byliśmy w stanie dostać dla Maszki bucików w odpowiednim rozmiarze. Komuś innemu, wymieńmy na przykład Marka Zacharowa (znany rosyjski reżyser teatralny, dyrektor moskiewskiego teatru „Lenkom” – „mediawRosji”), dojadło, iż ze sceny zdjęto jego spektakl. Kogoś innego nie wypuszczono za granicę, nie spodobało się jego żydowskie pochodzenie. Takich rzeczy była masa, dotyczyły nas wszystkich.




Michaił Gorbaczow nie bał sie kontaktów z ludźmi. Zwłaszcza w pierwszym okresie
na Kremlu spotykając ich, chętnie opowiadał o swych planach reformatorskich.


Mieliśmy poczucie, iż trzeba coś z tym zrobić. To było zasadnicze wyzwanie. Był to też okres niełatwych odpowiedzi na gromadzące się od lat przeklęte pytania. Od lat ludzie nie rozmawiali ze sobą, nie zastanawiali się, nie mieli możliwości mówić o czymkolwiek. A równocześnie, obok tej nowej polityki „głasnosti”, wciąż obowiązywały kategoryczne zakazy poruszania pewnych tematów. Dobrze pamiętam, iż do 1988 roku nie wolno było mówić i pisać o kolejkach po wódkę. Walczyliśmy z alkoholizmem, więc skąd by się one miały wziąć – te kolejki po wódkę?


Wszystko zależy od audytorium


Była to sytuacja całkowicie odmienna od obecnej. Przez cały czas, nie potrafię uwolnić się od zdumienia. Dyskutujemy na tematy związane z naszym zawodem, rozmawiamy o różnych czysto profesjonalnych zagadnieniach. Osobiście, jestem przekonany, że dziennikarstwo, publicystyka, zależą nie od dziennikarzy, a od audytorium. Jeśli istnieje potrzeba zadawania „przeklętych pytań”, proszę mi wybaczyć tautologię, wtedy pojawia się dziennikarstwo. A jeśli takiej potrzeby nie ma, to skąd miałoby się ono wziąć? Już od dawna nasza publicystyka problemowa tworzy materiały dla samych dziennikarzy. Dopiero co, przed chwilą, jedna z koleżanek skarżyła się, niestety, rzecz jasna, Radia „Swoboda” nie słuchają już miliony. W tamtych czasach, co wieczór, audytorium rosyjskich redakcji BBC i Głosu Ameryki – każdej z nich oceniano na 30 milionów słuchaczy. Takie dane można znaleźć w odtajnionych dziś notatkach analitycznych KGB z tamtego okresu. W pewnych grupach pokoleniowych ludzi radzieckich, myślę przede wszystkim o mężczyznach, nie znajdziecie nikogo, kto nie znałby jego głosu, nie słyszał przez radio: „mówi Siewa Nowgorodcew z Londynu, BBC”. Dziś, tak gdzieś od 15-20 lat, nikt już nie wie kim jest Siewa Nowgorodcew (legendarny dziennikarz i prezenter rosyjskiej redakcji radia BBC – „mediawRosji”). Choć w tym właśnie czasie nadano mu w Anglii tytuł szlachecki. Siewa Nowgorodcew jest wirtuozem mikrofonu, ale młode pokolenia nic o nim nie słyszały. Może na tym polega nasz główny problem.


Od systemu jednopartyjnego, do systemu jednokiełbasianego


Do czasu, gdy społeczeństwo nie zacznie odczuwać potrzeby zmian, pieriestrojki, nie pojawi się również potrzeba „głasnosti”. Dzisiaj śpiewa się „Bawi się Rosja, płacze Europa, moja jest najładniejsza .opa” (fragment popularnego szlagieru grupy „Glukoza” – „mediawRosji”) – skąd się to wzięło? Nie wstając z otomany, można zmieniać pilotem jeden kanał federalny na drugi.  Popijając piwko, można rozmyślać o wielkości naszego kraju i postępującym na Zachodzie procesie gnilnym. Tak nasze rosyjskie społeczeństwo się przyzwyczaiło, tak udzielamy odpowiedzi na skomplikowane pytania. Kiedy jednak okaże się, że system jednopartyjny prowadzi do systemu jednokiełbasianego, wtedy najpewniej znów pojawi się potrzeba „glasnosti”. Myślę teraz o tych dziesiątkach milionów,  jakie w kraju ze stuczterdziestomilionową ludnością, powinny przekształcić się w audytorium.




Nakłady naszych gazet są niższe od polskich


Wiele razy powoływałem się na tę statystykę, nikt poza mną nie zwraca na nią uwagi. Papierowe nakłady naszych gazet są wielokrotnie niższe, niż w Wielkiej Brytanii. Weźmy taka gazetę, jak nasz „Kommersant”, nie będziemy teraz mówić, że i on nie jest taki jak trzeba (tak teraz wypada go oceniać)… W Wielkiej Brytanii są cztery podobne gazety burżuazyjne piszące o balecie imienia Kuzniecowej, polityce imienia Kolesnikowa (kremlowski korespondent „Kommersanta” relacjonujący działalnośc prezydenta – „mediawRosji”), które znajdują także miejsce dla statystyk giełdowych. Papierowy nakład jednego tylko dziennika „Daily Telegraph” wynosi blisko pół miliona egzemplarzy. A nasz „Kommersant” może pochwalić się co najwyżej nakładem stutysięcznym. „Vedomosti”, nasz „Financial Times” drukują 60-70 tys. O czym będziemy więc rozmawiać? Nasze nakłady są niższe nawet od polskich.

Najważniejsza gazeta Estonii, jej nazwa w przekładzie brzmi, jeśli się nie mylę, „Pocztylion” także może się pochwalić stutysięcznym nakładem. W tamtym społeczeństwie istnieje potrzeba, by własny puls kontrolować przy pomocą najważniejszej gazety w kraju. Chciałbym to wiedzieć, powinienem to przeczytać. Takie właśnie są mass media. Od razu dostrzegamy ich funkcję społeczną, dzięki nim człowiek nie odczuwa samotności. Mamy wtedy społeczeństwo i człowiek czuje się obywatelem, oddaje na kogoś swój głos, męczy się, zadaje pytania, decyduje w jakim kierunku idzie jego kraj, krytykuje władze, i tak dalej. Bez tego publicystyka i dziennikarstwo są niemożliwe. Więc skąd je wziąć, jeśli są niepotrzebne?

Mam też trochę doświadczenia w prowadzeniu restauracji (żona Parfionowa jest właścicielką modnej moskiewskiej restauracji – „mediawRosji”). Orientuję się, że nie ma po co serwować anchois, jeśli w sali restauracyjnej domagają się pomidorów, ogórków „i więcej śmietany przyjacielu, więcej śmietany’”. Nie mam pojęcia więc, o czym moglibyśmy tu rozmawiać, jakiejś jakości większej, lub mniejszej.


Skutek odwrotny od zamierzonego


Zainicjowana przez Michaiła Gorbaczowa kampania antyalko-
lowa okazała się społeczną i gospodarczą katastrofą. 
Radziecka propaganda miała bardziej „totalny” charakter, niż propaganda uprawiana przez nasze federalne stacje telewizyjne. Nadeszła jednak chwila, gdy pokazując Konstantina Ustinowicza Czernienkę, oddającego swój głos w lokalu wyborczym, zaczęła wywoływać skutek odwrotny od zamierzonego. Obecnie ilość programów propagandowych emitowanych przez nasze programy ogólnokrajowe przekracza wszelkie możliwe wyobrażenie, a jednak tego „odwrotnego skutku” zauważyć się nie da. To się stało już w drugiej połowie rządów Breżniewa, zauważono, iż im bardziej propaganda staje się totalna, im częściej ojcowie narodu pokazywani są w programie „Wremia”, tym dla nich gorzej. I to wszystko. Serwujmy i takie żarcie, jeśli będą wcinać. Przy pomocy takiej taniochy także można wpuszczać ludzi w maliny. Wypytywałem kolegów, ile upłynie czasu, byśmy zauważyli i zaczęli o tym mówić, iż mamy do czynienia z przejawem określonej kultury politycznej. Nadawane u nas „bezpośrednie linie” mają oczywiście w sobie nieco północnokoreańskiego stylu. Ktoś uważa, iż winno upłynąć 10 lat, ktoś inny 15… Nikt jednak nie myśli, że tak będzie wiecznie.

Dziesięć lat temu, wybuchł właśnie poprzedni kryzys polityczny związany z Janukowiczem, Putin przyleciał do Kijowa. Dziennikarze wszystkich trzech ukraińskich stacji ogólnokrajowych siedzieli przy stole i zadawali mu pytania, takie jak u nas podczas „linii bezpośredniej”. Wówczas Putin niedwuznacznie poparł koncepcję „przekazania władzy następcy”. Obecnie, nikomu by to już nie przyszło do głowy, w 2014 nikt by się na to nie dał nabrać, w najlepszym wypadku ludzie zareagowaliby śmiechem. Zapewne rozwój polityczny Ukrainy, przez tych dziesięć lat nie przebiegał idealnie, jednak poziom kultury politycznej uległ poprawie. Więc nie będę już mówił, iż tego rodzaju „linia bezpośrednia” możliwa jest jeszcze tylko na Białorusi. Spróbujcie to wetkać Polakom, lub Czechom.

Tam się nie zastanawiają, co na przestrzeni lat, jakie upłynęły od pieriestrojki i „głasnosti” stało się z publicystyką i dziennikarstwem,. Nikomu nie przychodzi to do głowy. Pozbyli się tego jak krosty, my wspominamy wielkie stronice historii. Biada Gorbaczowowi, który rozwalił wielkie mocarstwo, wówczas wszyscy się nas bali, wszyscy nas szanowali.

Oto, co myślę na ten temat. Daję słowo, nie rozumiem, jaki mają sens rozmowy o publicystyce i dziennikarstwie w tych warunkach, gdy nie są one nikomu potrzebne. Prywatnie, dla nas, to z pewnością problem, w końcu nie brak ludzi, którym chce się w życiu jeszcze czegoś dokonać. Tak długo jednak, jak długo samo społeczeństwo nie odczuje podobnej potrzeby, pozostanie nam bawić się we własnym kręgu. Sami napiszemy, sami przeczytamy. Taka domowa samoobsługa.  



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski



Tekst wystąpienia Leonida Parfionowa można znaleźć na licznych rosyjskich platformach internetowych. Skorzystaliśmy z wariantu wyłożonego na portalu meduza.io:








*Leonid Parfionow (ur. 1960), jeden z najbardziej lubianych  dziennikarzy rosyjskich. Przez lata związany ze stacją telewizyjną NTV, zwolniony z niej w 2004 r.  po zamknięciu jego autorskiego programu „Namiedni”. W latach 2004-2007 redaktor naczelny rosyjskiego wydania tygodnika „Newsweek”. Autor licznych filmów dokumentalnych i publikacji książkowych. Laureat najbardziej prestiżowych rosyjskich nagród dziennikarskich. Okazjonalnie współpracuje z niezależną stacją „TV DOŻD’”










Warto przeczytać:

Krótki tekst żony Leonida Parfionowa, Jeleny Czekalowej (wpis na Facebooku) o znanym działaczu opozycyjnym, Aleksieju Nawalnym.

http://goo.gl/60QrDo


Niemal natychmiast po powrocie do Moskwy uwolniony z więzienia Aleksiej Nawalny udzielił wywiadu Ksieni Sobczak w programie telewizji "Dożd"". Agresywna wobec Kremla retoryka Nawalnego wzbudziła wątpliwości także jego zwolenników. Na głosy jego krytyków w swoim wpisie na Facebooku odpowiedziała Jelena Czekałowa, żona wybitnego opozycyjnego dziennikarza Leonida Parfionowa. Jej wpis z pewnością zasługuje na uwagę. Do wyborów mera Moskwy pozostał miesiąc i tydzień. 






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, 
zapytać: mediawrosji@gmail.com





wtorek, 17 marca 2015

Zamiast państwa: konfederacja organizacji mafijnych



Po piętnastu latach rządów Wladimira Putina Rosja znalazła się na rozdrożu. Czy pozostanie w gronie państw cywilizowanych, czy też opuściwszy żelazną kurtynę, pogrąży się w samoizolacji? Prawdopodobieństwo, iż zrealizowany będzie ten drugi scenariusz jest ogromne – uważa Dmitrij Orieszkin, wybitny rosyjski politolog o demokratycznej orientacji. Sprzyja temu degradacja instytutów i mechanizmów państwowych. Zamach na Borysa Niemcowa pokazuje najlepiej, w jakim stopniu współczesne państwo rosyjskie przekształciło się w konfederację organizacji mafijnych. Każda stowarzyszona w nim mafia gra swoją grę, ma rację ten, komu pierwszemu uda się dotrzeć do ucha szefa.
 

Z Dmitrijem Orieszkinem rozmawiał Roman Popkow
  


Dmitrij Orieszkin: Państwo ulega przekształceniu w konfederację organizacji mafijnych. Ramzana Kadyrowa nie powstrzyma żadne prawo, nawet feudalne.

Politolog Dmitrij Orieszkin opowiedział naszemu portalowi, jak w dzisiejszej Rosji przebiega proces rozpadu mechanizmów oraz instytucji państwa.





Zamach na Borysa Niemcowa jeszcze bardziej unaocznił prawdę o współczesnym rosyjskim państwie.
W coraz większym stopniu przekształca się w konfederację organizacji o charakterze mafijnym. 



Roman Popkow:
Śledztwu w sprawie zamachu na Borysa Niemcowa towarzyszą coraz liczniejsze przecieki informacyjne do prasy. Ich źródła znajdują się w organach odpowiedzialnych za ochronę prawa i porządku. Dysponują podobno stosowną wiedzą o sytuacji. Wielu politologów i dziennikarzy, blogerzy podkreślają, iż między dwiema głównymi siłami wspierającymi władzę wybuchł konflikt. Jedną z nich są federalne instytucje siłowe, przeciwną obóz Kadyrowa. Coraz więcej zwolenników ma pogląd, iż porzucenie przez zespół śledczy wersji o zabójstwie na zlecenie, może oznaczać zwycięstwo obozu Kadyrowa nad federalnymi strukturami siłowymi. Może o tym świadczyć także przyznanie Ramzanowi Kadyrowowi kolejnej nagrody państwowej. Jak się panu wydaje, mamy rzeczywiście do czynienia z tego rodzaju wojną wewnątrz obozu władzy?

Pytanie o dym

Dmitrij Orieszkin:
Zapytał mnie pan o dym. Jego źródłem może być ogień, ale nie zawsze. Putin doprowadził kraj do punktu, w którym konieczne jest podjęcie decyzji fundamentalnej, czy pozostaniemy w gronie państw cywilizowanych, czy też opuszczamy żelazną kurtynę i pogrążamy się w samoizolacji. Czeka nas wybór jednego z dwóch modeli, albo europejskiego, albo sułtańskiego.

Nie potrafię odpowiedzieć na pana pytanie wprost. W rzeczywistości domaga się pan ode mnie komentarza na temat konfliktu między dwoma sułtanatami, kadyrowskim i łubiańskim. Brakuje mi bezpośredniej informacji, mogę wdawać się tylko w przypuszczenia. Jak mi się zdaje, w tej dziedzinie zawsze istnieje konkurencja, chodzi o prawo do zabijania, albo o prawo do życia bez ograniczeń narzucanych przez prawo. Przecież to oczywiste, zabójcy Niemcowa zakładali, iż nie grożą im żadne konsekwencje, że się wywiną, tak jak to w takich wypadkach bywało wcześniej.

Aresztowano zapewne ludzi w jakimś stopniu odpowiedzialnych za to przestępstwo. Bezpośredniego wykonawcę, a może kogoś, kto był w pobliżu, Bóg wie. Najważniejsze dla mnie jest to, że w naszym kraju zniknęło państwo, jako system mechanizmów i instytucji. Zostało ono sprywatyzowane przez jakieś grupy, one same uciekają się do przemocy, kiedy jest to dla nich korzystne. Nie jest to nawet wariant stalinowski, wówczas rozkazy wydawał Stalin, zabijano, by je wykonać. Wcale nie myślę, iż to Putin kazał zabić Annę Politkowską, albo Natalię Estemirową. Przecież nie brakuje innych ludzi gotowych z przyjemnością wydawać podobne rozkazy i z przyjemnością zabijać.

Stowarzyszenie mafijne

Mogę z łatwością wyobrazić sobie sytuację, kiedy samo państwo staje się organizacją terrorystyczną, zamienia się w mafię, w niej jeden człowiek decyduje, co jest zgodne z prawem, co nie. To wariant stalinowski. Ale bywa i tak, że państwo zamienia się w stowarzyszenie mafijne, każda stowarzyszona w nim mafia gra swoją grę, ma rację ten, komu pierwszemu uda się dotrzeć do ucha szefa. Wygląda na to, że mamy obecnie do czynienia właśnie z tym wariantem. Niewiadomo, kto zabija w każdym konkretnym przypadku, czy za cyngiel pociągnęli ludzie Kadyrowa, czy ludzie Łubianki, czy też ktoś inny zrobił to z własnej inicjatywy.

Jakby nie było, tak nie funkcjonuje normalne państwo, mamy do czynienia z nowym zjawiskiem. Badacze będą mieli co studiować.

Epoka zgody wewnątrz elity putinowskiej dobiegła kresu. Moim zdaniem, to obiektywny fakt, możliwy do potwierdzenia metodami naukowymi. Ten koniec wewnętrznej systemowej zgody, zaobserwować można na różnych płaszczyznach. Dokonuje się rozpad instytucji, degradacja systemu wartości. Boję się, że to są zjawiska nieodwracalne, przybliżające koniec rosyjskiej państwowości.

Popkow:
Czy jest uzasadnione porównanie współczesnej Rosji ze społeczeństwem feudalnym? Wówczas nie istniało państwo o charakterze narodowym, życie regulował skomplikowany system podporządkowania o charakterze wasalnym. Między różnymi grupami elity arystokratycznej stale wybuchały konflikty.

Przejaw postępu

Orieszkin:
W jakimś stopniu mamy system podobny do feudalizmu. W pewnym sensie można to uznać, za przejaw postępu w porównaniu z epoką stalinowską, wówczas państwo opierało się na niewolnictwie, ludziom nie zostawiano ani odrobiny wolności. W tamtym modelu państwo zapewniało kawałek chleba, lepszym, bardziej wydajnym niewolnikom przysługiwała lepsza racja, pensja w wysokości 250 rubli, a nie 200. Kiepskich niewolników wsadzano za nieróbstwo. Na zmianę przyszedł system w pewnym stopniu podobny do feudalizmu. Są w nim z pewnością obecne niektóre charakterystyczne dla niego cechy.

Ale choćby niewielkie państwo feudalne różni się  od wielkiej mafii tym, że zapisuje w kodeksach prawa i ograniczenia, a potem musi je respektować. Król angielski Jan Bez Ziemi przestrzegał Wielkiej Karty Wolności. Istniała specjalna instytucja pilnująca, by jej zapisy były przestrzegane. Ale my nie mamy teraz nawet tego.

W konfederacji różnych mafii żadne prawo, nawet feudalne, nie powstrzyma kogoś w rodzaju Kadyrowa. Kadyrow może zabić, kogo zechce. Może prowadzić swoją politykę zagraniczną, może zmuszać kobiety do noszenia hidżabu, albo i nie zmuszać, bez względu na to, co o tym myśli Sąd Najwyższy Rosji. Życia mafii nie organizuje prawo, jest ono regulowane przez pojęcia.

Potrzebna będzie odbudowa państwa 

Popkow:
Może więc celem rosyjskiego ruchu protestu jest w rzeczywistości odbudowa państwa w jego normalnym kształcie? Może chodzi o to, by pozbyć się państwa feudalnego, niewolniczego, mafijnego?

Orieszkin:
Najważniejszy jest postulat odbudowy normalnie funkcjonującego państwa, chodzi o to by prawo było przestrzegane, by odbywały się uczciwe wybory, byśmy mieli niezależne sądy, żeby ludzie nie byli zabijani na ulicach, by położyć tamę samowoli… Michaił Chodorkowski ma absolutną rację, kiedy mówi, ze najważniejsze jest odtworzenie fundamentów prawnych.

Kiedy mamy normalne państwo? Wtedy, kiedy ludzie dysponujący władzą, ludzie z pistoletami przestrzegają prawo. Jednak „oni” uważają dziś, że prawo jest dla idiotów, przepisy ruchu drogowego dla idiotów, zaś prawdziwi ludzie mają prawo jeździć pod prąd, na sygnale alarmowym. Nawiasem mówiąc, ta ostatnia osobliwość, z punktu kulturowego punktu widzenia nosi charakter feudalny. Kiedy suweren, albo pan feudalny ruszał w drogę prosty lud winien był zatrzymać swoje pojazdy, zejść z drogi, na poboczu czekać na kolanach. Mniej więcej z tym samym mamy do czynienia i obecnie. Glina z megafonem rozkazuje kierowcom, by swoje samochody przesunęli w kierunku pobocza, właśnie będzie przejeżdżała kolumna ważnego człowieka. Mało komu przyjdzie do głowy, że to fragment kultury feudalnej, nie polityki, nie gospodarki, a właśnie kultury.



Tłumaczenie: ZDZ



Oryginał został opublikowany na portalu openrussia.org:



*Dmitrij Orieshkin (ur.) 1953, ceniony rosyjski politolog o demokratycznej orientacji. Jest współzałożycielem analitycznej grupy „Mercator”. Aktywnie uczestniczył w akcjach opozycji demokratycznej. Publikuje w mediach niezależnych. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





piątek, 13 marca 2015

„Nowaja Gazieta”: nasza lojalność nie jest na sprzedaż



Jest bodaj najważniejszą w Rosji gazetą opozycyjną. „Nowaja Gazieta” powstała w 1993 roku. Od początku jej redaktorem naczelnym był Dmitrij Muratow. Od ponad 20 lat jest sumieniem Rosji. Demaskowała skandale polityczne, walczyła z korupcją. Jej dziennikarze Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłacili za pracę w „Nowej” życiem. Jej sytuacja finansowa zawsze była trudna. Od początku wspierał ją Michaił Gorbaczow i jego fundacja. Nieco później dołączył biznesmen Aleksander Lebiediew. Jednak te źródła wsparcia finansowego wyschły. Redaktor naczelny „Nowej Gaziety” ostrzega, iż już w maju może ona zniknąć z rynku.


 

 Rozmawiała: Marina Ozierowa, "Moskowskij Komsomolec".



 

Istnieje od ponad 20 lat. W świecie rosyjskich mediów "Nowaja Gazieta" jest wyjątkiem.
Nie kłamie, demaskuje skandale, walczy z korupcją. 



 Już w maju może przestać ukazywać się papierowe wydanie „Nowej Gaziety” – poinformował redaktor naczelny tego popularnego organu prasowego, Dmitrij Muratow. W wywiadzie udzielonym gazecie „Moskowskij Komsomolec” wytłumaczył, dlaczego niebezpieczeństwo, iż zniknie ona z rynku jest całkiem realne i poinformował, jaki los czeka, w takim wypadku, zespół redakcyjny.





Marina Ozierowa:
Czy to prawda, że „Nowaja Gazieta” zostanie zamknięta?

Dmitrij Muratow:
Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w maju wydanie papierowe przestanie się ukazywać.

Ozierowa:
Dlaczego?


Od państwa nie dostaliśmy kopiejki


Muratow:
Mam nadzieję, iż zdaje sobie pani z tego sprawę, że nie działamy w warunkach rynkowych. W Rosji istnieje ograniczona ilość wydań prasowych, które korzystają z pomocy finansowej państwa. W ten sposób zniszczono rynek. Media te, wszystkie swoje koszta pokrywają z dotacji. Dodatkowym źródłem dochodu jest dla nich reklama. W naszym wypadku, nigdy nie dostaliśmy ani jednej kopiejki z budżetu. Rynek reklamowy jest regulowany przez to samo państwo, gazeta ją dostanie, w zamian za lojalność wobec władz. A my swoją lojalnością nie handlujemy.

Wszystkie wskaźniki, jakimi mierzona jest działalność mediów, są w wypadku „Nowej GAziety” doskonałe. We wszelkiego rodzaju notowaniach zajmujemy jedno z pierwszych miejsc. Możemy pochwalić się świetnym audytorium z segmentu „premium”. Czytelnicy są nam wierni latami. W każdym innym kraju, w którym działają sprawnie mechanizmy rynkowe, „Nowaja Gazieta” byłaby przynoszącym dochód projektem. Ale obecnie nasz główny inwestor jest niemal bankrutem... Zniszczono go…


Rozliczymy się ze wszystkimi


Ozierowa:
Ma pan na myśli Aleksandra Lebiediewa?

Muratow:

Tak. Aleksander Lebiediew przez wiele lat ten ciężar brał na siebie. Dziś jest naszym publicystą. Nie może jednak już pełnić roli inwestora. Nie chcemy zbankrutować, rozliczymy się ze wszystkimi do ostatniej kopiejki, oświadczam to z pełną odpowiedzialnością. Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się do maja… Wymyśliliśmy wspaniały projekt… „Wspaniale Karty Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, to z naszej strony wyraz pamięci o niezmyślonej wojnie z niezmyślonym wrogiem. Mamy nadzieję, że zdołamy go zrealizować, bardzo byśmy chcieli.




Dmitrij Muratow jest redaktorem naczelnym "Nowej Gaziety" od 1993 roku, to jest od
początku jej istnienia. 



Ozierowa:
Jeśli druk gazety zostanie wstrzymany, być może „Nowaja Gazieta” pozostanie w Internecie?


"Nowaja" w internecie?


Muratow:
Na razie trudno powiedzieć. Nie jesteśmy wydaniem informacyjnym. Nasi dziennikarze pracują w terenie. Niekiedy zdobywają informacje w szczególnie trudnych warunkach. Nie zbierają jej w Internecie. Nie chcemy być swego rodzaju informacyjnym agregatorem internetowym.

Ozierowa:
Co stanie się z zespołem redakcyjnym?

Muratow:

W naszej redakcji pracują wspaniali, utalentowani ludzie. Jesteśmy świetnym zespołem, wolnym od intryg. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie zostawimy dziennikarzy samym sobie…


Tłum.: ZDZ


Oryginał wywiadu ukazał się na portalu gazety „Moskowskij Komsomolec”:
http://www.mk.ru/social/2015/03/12/novaya-gazeta-priostanovit-vypusk-v-mae-ee-investor-razoren.html






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






środa, 11 marca 2015

Po śmierci Borysa Niemcowa: prezydent w ślepym zaułku



Od samego początku, założyciele opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” wielkie znaczenie przywiązywali do dziennikarstwa śledczego. Od rozpadu ZSRR, poradziecka Rosja była krajem skandali,  zabójstw na zamówienie i informacyjnych przecieków do mediów. „Nowaja Gazieta” uważała rozsupływanie tajemnic, poszukiwanie prawdy za swą najważniejszą misję. Kilku jej dziennikarzy, Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłaciło za to cenę życia.
 

Teraz redakcja „Nowej” nie szczędzi wysiłków, by uczestniczyć w wyjaśnianiu zagadki śmierci Borysa Niemcowa. Sensacyjny artykuł, podpisany przez cały zespół dziennikarzy śledczych „Gaziety”, sugeruje wprost, iż wykonawców, inspiratorów i zleceniodawców zamachu, szukać należy w rządzonej przez Ramzana Kadyrowa, Czeczenii. Fakt ten zdaniem „Nowej Gaziety” stawia prezydenta Putina przed szczególnie trudnym wyzwaniem.


Autor: Redakcja Śledcza "Nowej Gaziety"
 


Patrioci Rosji i jej wrogowie


Zabójstwo Borysa Niemcowa stawia prezydenta przed koniecznością dokonania wyboru.



Czeczeński batalion "Północ" jest jednostką wojsk wewnętrznych Rosji. Jej najważniejsi przywódcy 
(na zdjęciu prezydent Miedwiediew) przez lata nie szczędzili jego żołnierzom wyrazów uznania. 





















O tym, kto i w jaki sposób dokonał zamachu na Borysa Niemcowa mówi się zbyt wiele. I w rezultacie na ten temat wiadomo niewiele. Piana bita przez komentatorów, przecieki informacyjne pochodzące ze źródeł w organach śledczych rodzą plotki, na ich podstawie powstają nowe, przybywa ich w postępie geometrycznym. Ale główna pogłoska pojawiła się w poniedziałek i nie ma ona przypadkowego charakteru. Właśnie wtedy, jednocześnie, do aresztu trafili organizatorzy, zleceniodawcy i wykonawcy tego najgłośniejszego zabójstwa politycznego w historii współczesnej Rosji. Motywem, jak podawano, okazała się osobista wrogość, sprowokowana poczuciem głębokiej urazy na tle religijnym, swego rodzaju odprysk sprawy „Charlie Hebdo”. Pojawienie się tej  zaproponowanej przez kogoś interpretacji wyglądało na podjętą przez Kreml i osobiście prezydenta Putina próbę znalezienia wyjścia z powstałej w wyniku zabójstwa Niemcowa szczególnie skomplikowanej sytuacji. Problem polega na tym, iż wersja ta nie zgadza się z rzeczywistością.

A co z nią się zgadza? Nie będziemy brać pod uwagę komentarzy fabrykowanych przez amatorów, grafomanów, pomińmy różne przecieki informacyjne ze śledztwa, wszystko, co przypomina medialny szum. Blefują ci, którzy powołują się na ustalenia śledztwa. Odpowiedzialni za nie funkcjonariusze niczego nie komentują, że tak właśnie jest, widać choćby na przykładzie szczególnie ostrożnych wypowiedzi rzecznika Komitetu Śledczego, apelującego do opinii publicznej, by nie wierzyła w nic, co zostało napisane.

Logika wydarzeń pozwala przypuszczać, iż na Kremlu zabójstwo Niemcowa wywołało szok. Tam też zażądano, by najpierw ustalono prawdę, co wydarzyło się naprawdę. Dlatego wybór padł na Krasnowa, oficera śledczego do spraw szczególnie ważnych. Kontakty z prasą nie są w jego stylu, Krasnow nie uprawia też polityki. Podobnego rodzaju zakaz wydano też członkom grupy śledczej – obowiązuje ich milczenie nawet po odnalezieniu winnych i wydaniu wyroku przez sąd. „Nowaja Gazieta” jest w tym przypadku dobrze zorientowana, to właśnie general Krasnow wykrył sprawców zabójstwa Stanisława Markiełowa i Anastazji Baburowej, i w konsekwencji sprawę „BORNu”.


Wykonawcy


Wiadomo, iż o wykonanie zamachu na Borysa Niemcowa podejrzewany jest Zaur Dadajew, były zastępca dowódcy batalionu "Północ", jednostki wojsk wewnętrznych MSW Federacji Rosyjskiej. Śledczy podejrzewają także byłego funkcjonariusza tego oddziału Biesłana Szabanowa. Dadajewowi postawiono zarzuty, został aresztowany razem ze swoim kuzynami, braćmi Szadidem i Anzorem Gubaszewami. Pod zarzutem współudziału w zbrodni (prawdopodobnie prowadzili obserwację polityka) aresztowano także Ramzata Bachajewa i Tamerlana Eskerchanowa (były funkcjonariusz na MSW Czeczenii). Związek obu podejrzanych z elitarną czeczeńską jednostką potwierdził w swoim Instagramie przywódca Czeczenii, Ramzan Kadyrow. Sam Zaur Dadajew, jako jedyny spośród aresztowanych złożył zeznania, w nich całą winę wziął na siebie. Drugiego podejrzanego, Szabanowa przesłuchać się nie udało, albo on sam popełnił samobójstwo, wysadzając się przy pomocy granatu, albo zginął od przypadkowego wybuchu podczas niedzielnego szturmu jego miejsca zamieszkania w Groznym.

Podejrzanych odnaleziono błyskawicznie. W historii rosyjskich śledztw prowadzonych w związku z zabójstwami na zlecenie, nigdy jeszcze żadnego nie przeprowadzono z podobną szybkością. Wytłumaczyć to można na kilka sposobów. Po pierwsze, skutecznie posłużono się agenturą FSB. Są też inne przyczyny.

Kamery zainstalowane na moście i na Kremlu rzecz jasna funkcjonowały. To właśnie brak nagrań z nich w Internecie najlepiej świadczy o powadze z jaką prowadzone jest śledztwo. Pod tym względem,  w innych sprawach kryminalnych dochodziło do częstych przecieków informacyjnych, przestępców praktycznie w reżimie online informowano, czy winni brać nogi za pas, czy nic im nie grozi (stacja telewizyjna TVC wyłożyła w sieci video ze swej kamery z własnej inicjatywy, zrobiono to zanim śledztwo zdążyło film włączyć do zespołu dowodów rzeczowych).

Z drugiej strony, trzeba powiedzieć, iż zapisy video nakręcone przez kamery należące do Federalnej Służby Ochrony niekoniecznie przekazano organom śledczym natychmiast. Tak działają nasze procedury: najpierw postronna organizacja zgłosić musi zapotrzebowanie, ten wniosek jest rozpatrywany i dopiero później podejmowana jest decyzja o zdjęciu klauzuli tajności z potrzebnych organom śledczym materiałów. Tylko po zaaprobowaniu własnego wniosku uzyskują one dostęp do zapisów video.

Spora ilość czasu potrzebna była także, by przejrzeć materiały video pochodzące z systemu „Potok”. Rejestruje on ruch uliczny na głównych arteriach stolicy. Czas był także potrzebny dla odtajnienia funkcjonariuszy prowadzących obserwację Borysa Niemcowa w przededniu akcji 1go marca. Jak się zdaje, byli to właśnie ci funkcjonariusze, którzy znaleźli się na miejscu zdarzenia i w rezultacie pomogli prowadzącym śledztwo. Stało się tak nie od razu, bez zgody kierownictwa nie mieli oni prawa do współpracy z organami śledczymi. Są to współpracownicy tajni, nie powinniśmy się więc dziwić, iż gdy zostaną wezwani do sądu, publiczność i media zostaną poproszone o opuszczenie sali rozpraw. Obowiązują ich odpowiednie instrukcje, naruszenie ich jest niedopuszczalne. Dla przykładu, nie wolno im interweniować w jakichkolwiek wydarzeniach, nawet jeśli dzieją się na ich oczach. Jakby nie wyglądało to dziwnie, pretensje należy zgłaszać nie do nich, a do autorów instrukcji resortowych.

Funkcjonariusze prowadzący obserwację poruszali się pieszo (pieszego nie śledzi się przy pomocy samochodu) nie mieli szans, by ruszyć w pościg. Założenia taktyczne normujące prowadzenie obserwacji przewidują, iż wspomagające samochody wspomagające winny być rozstawione w tych punktach, w których można spodziewać się „obiektu”. Oznacza to, iż samochody te nie byłyby w stanie przybyć błyskawicznie na miejsce zamachu.

Wykonawcy zamachu nie zatroszczyli się, by utrudnić ich zidentyfikowanie. W pamięci kamer pozostawili wizerunki własnych twarzy, w samochodzie zachowały się ich ślady, nie pofatygowali się nawet, by go spalić. Byli całkowicie pewni swojej bezkarności. Zabijając w odległości 100 metrów od Kremla, nie zamierzali nadać swemu czynowi charakteru „sakralnego”. Wybrali miejsce, bo było dogodne. Odpowiadały im schody, wielość dróg ucieczki. Mało prawdopodobne, iż wiedzieli o organizowanym marszu, to oznacza, że Borys Niemcow znajdował się pod ich obserwacją. Wszystko świadczy o tym, iż zabójcy nie byli zawodowcami, ich pomyłki - a popełnili wszystkie z możliwych – wynikały z przyzwyczajenia do stosowania metod siłowych innego rodzaju.


Batalion Północ


Samodzielny, specjalny, zmotoryzowany batalion „Północ” imienia bohatera Rosji Achmata „Hadż” Kadyrowa wchodzi w skład 46ej samodzielnej brygady operacyjnej wojsk wewnętrznych Rosji. Liczy ok. 600 żołnierzy, stacjonuje na stałe w Groznym. Jego dowódcą jest bohater Rosji, pułkownik Alibek Delimchanow, kuzyn deputowanego Dumy Państwowej (również nagrodzonego orderem bohatera Rosji). Jeśli się przyjrzeć wszystkim okolicznościom, trzeba stwierdzić, iż oddział ten ma charakter specjalny i wyjątkowy, nawet jeśli porównać go z innymi strukturami siłowymi Czeczenii.

Funkcjonariusze „Północy” wielokrotnie byli nagradzani odznaczeniami państwowymi. Otrzymali je Dadajew, Szabanow (na stronie internetowej rządu Czeczenii jest informacja o tym, iż order za męstwo wręczył mu osobiście ówczesny minister spraw wewnętrznych Rosji, Raszyd Nurgalijew).
Z resztą i cała 46ta brygada nie mogła skarżyć się na brak zainteresowania i uwagi, niejednokrotnie odwiedzali ją goście na stanowiskach, szefowie, członkowie „Bojowego Bractwa” organizacji weteranów miejscowych wojen i służb specjalnych na czele z Dmitrijem Sablinem, jednym z organizatorów „Antymajdanu” (na naszej stronie o Antymajdanie: Antymajdan: rosyjskie tituszki szykuja się do boju’ – „mediawRosji”).

Żołnierze batalionu „Północ” (być może dawni żołnierze, albo urlopowani – dokładnie nie jest to wiadome) walczą obecnie po stronie Donieckiej Republiki Ludowej. Ich liczebność – jedna kompania. Całkiem niedawno, pod Debalcewe zginął żołnierz o pseudonimie „Małysz” (znamy tylko jego imię – Rustam).

Jeśli poddać analizie przestępstwa kryminalne, w których odnaleziono ślad czeczeński, to nie sposób nie zauważyć pewnej osobliwości: żaden aresztowany, nawet gdy przedstawianu mu akt oskarżenia, nigdy nie składał zeznań. Ograniczano się do informacji: „urodziłem się, ożeniłem”. Jeśli w sprawę zamieszani byli funkcjonariusze struktur siłowych, to zakładali, iż wykonali odpowiedni rozkaz. Milczeli także dlatego, iż w sprawę zamieszani byli ich krewni (tak było w wypadku Anny Politkowskiej, tak jest w wypadku Borysa Niemcowa). Krewnych się nie wydaje. W dodatku zleceniodawcami byli także krewni, lub starsi i szanowani koledzy – ich także zdradzić byłoby nie w porządku. Przyznanie się do winy, po to by zmniejszyć rozmiar wyroku, także jest niedopuszczalne – można w ten sposób zagrozić pozostałym. Dlatego wszyscy milczeli.

Jednak Zaur Dadajew zaczął mówić od razu. Co więcej, demonstracyjnie zrezygnował z adwokata. Jedyną przyczyną może być postawione przed nim zadanie, jeśli już wpadłeś, twoja jedyna szansa (jeśli nie brać pod uwagę intryg o charakterze politycznym) polega na tym, byś odwrócił uwagę organów śledczych od prawdziwych organizatorów. Być może później nasz humanitarny system penitencjarny skieruje cię do zakładu karnego w „malej ojczyźnie”. Tam już może się wydarzyć wiele dziwnych rzeczy. Wszystko to jest tajemnicą poliszynela.


O czym poinformowano prezydenta?


Jeszcze w środku minionego tygodnia prezydenta Rosji poinformowano o wszystkim, o czym do tej chwili wiadome było organom śledczym.

O czym konkretnie? Że istnieje na prawdę lista osób przewidzianych do odstrzału. Na niej obok Borysa Niemcowa znajdowali się, Aleksiej Wieniediktow, Michail Chodorkowski i prawdopodobnie Ksenia Sobczak.  I że w odniesieniu do każdego z obecnych na liście działa nie jedna grupa zabójców, a jak to przyjęto w Czeczenii co najmniej dwie.

Wymieniono także niektórych wykonawców. Padły nazwiska organizatorów zamachu i nie brzmiało ono Dadajew.



Jako deputowany Dumy Obwodowej w Jaroslawlu Borys Niemcow szczególnie 
aktywnie walczył z miejscową korupcją. Po jego śmierci, w ramach śledztwa, przesłuchano
najważniejszych tamtejszych urzędnikow, razem z gubernaorem obwodu. 



Jak się wydaje, podejrzany o organizację zabójstwa ma na imię Rusłan. Nosi stopień majora. Prezydent zna jego nazwisko, w poniedziałek poddano go w Groznym przesłuchaniu, udało się także zapobiec przeciekom informacyjnym na ten temat. Pojawiła się jednak aluzja, iż bliski krewny Rusłana zajmuje w Czeczenii wysokie stanowisko. My także znamy to nazwisko, jednak pamiętając o domniemaniu niewinności, nie podamy go do wiadomości publicznej,. Ale nazwisko to jest znane już dziesiątkom, jeśli nie setkom funkcjonariuszy MSW, FSB i Komitetu Śledczego.

Rusłan również odbywał niegdyś służbę w batalionie „Północ”. Nagradzano go wielokrotnie. Później przeniósł się do Moskwy, tutaj pracowali dwaj jego wujowie. Jednego z nich, razem z grupą kolegów,  jesienią 2006 roku, zatrzymali funkcjonariusze Krasnosielskiego Oddziału Spraw Wewnętrznych. Znaleziono wówczas u niego swego rodzaju „pakiet zabójcy”. Z jednego z karabinów można było przebić samochód opancerzony. Z opresji całą grupę (na początku nie pomogły pokazane przez nich legitymacje MSW Czeczenii, gdyż brakowało skierowania na delegację) wybawił interweniujący specjalnie pułkownik FSB Bażanow. Dyżurny funkcjonariusz zademonstrował wówczas dziwny upór i o mało co nie zatrzymano i ratownika z FSB. Tak, czy inaczej, później wszystkich zwolniono.

Informacje o tym incydencie, trafiły do opinii publicznej dzięki byłemu merowi Groznego Besłanowi Gantamirowowi. Odwiedził nas w „Nowej Gazietie” i opowiedział, iż ludzi tych wysłano do Moskwy, po to, by go zabili. Warto przypomnieć, iż nieco wcześniej, przed odwiedzinami Gantemirowa zabito Annę Politkowską, zaś nieco później podpułkownika FSB Mowładi Bajsarowa.

Jeszcze później, tego samego wuja Rusłana poddano przesłuchaniu w sprawie o zniknięcie (w styczniu 2008 roku) autorytetu kryminalnego Rusłana Atłangerijewa. Należał on do kręgu znajomych byłego zastępcy dyrektora FSB. Atłangirejewa wywieziono z Moskwy do Czeczenii w bagażniku samochodowym (o ile informacje „Nowej Gaziety” odpowiadają rzeczywistości, zgodę wydał jeden z byłych generałów MSW, odpowiedzialny za kierunek „kaukaski”). Ów wuj trafił na przesłuchanie także w 2009 roku, w sprawie o zabójstwo deputowanego Rusłana Jamadajewa. Teraz człowiek ten zajmuje się polityką.

Polityką zajmuje się także drugi wuj Rusłana. W systemie „Syrena” (sprzedaż biletów lotniczych) udało się odnaleźć informacje o tym, iż Rusłan często towarzyszył swemu wysoko postawionemu wujowi w charakterze ochroniarza, a może asystenta. Nazwiska obu wujów są także znane prezydentowi. Wiadomo mu także, iż obydwaj znajdują się w gronie bliskich znajomych i współpracowników Ramzana Kadyrowa.

Rusłan ma też trzeciego wuja. Zajmuje on wysokie stanowisko w Rejonowym Oddziale Spraw Wewnętrznych w Szełkowo. Niegdyś odbywał tu służbę podejrzany o udział w zabójstwie Niemcowa Eskerchanow.


Wersje i motywy


Jeśli zignorować wszystkie bzdury, iż zamach zorganizowano na polecenie prezydenta, Chodorkowskiego, lub że była to operacja specjalna Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, możliwych wersji przestępstwa pozostawało wciąż wiele. Wszystkie należało zweryfikować, sprawdzić, czy nie było to zbrodnia na tle bytowym, osobistym, ekonomicznym, czy nie brała w niej udziału Anna Duricka. W tej sytuacji trzeba byłoby sprawdzić, czy za zabójstwo Niemcowa nie odpowiadają przypadkiem Marsjanie (jeśli tylko istniałoby naukowe potwierdzenie ich istnienia). Wszystkich śledczych uczy się, iż należy sprawdzić wszystkie możliwości i na podstawie bazy dowodowej wyeliminować wersje pozbawione uzasadnienia. Dlatego więc, swego rodzaju histeria związana z przesłuchiwaniem kobiet zaprzyjaźnionych w swoim czasie z Niemcowem, budzi irytację. Wszystkie należało przesłuchać obowiązkowo.

W polu widzenia grupy operacyjnej, znalazła się jeszcze jedna wersja, ją także sprawdzano w pierwszej kolejności. Chodzi o tak zwany ślad jarosławski. Jak wiadomo, Borys Niemcow zdobył mandat deputowanego do tamtejszej Dumy Obwodowej. Już w Jarosławlu udało mu się zdemaskować lokalne machinacje korupcyjne, w konsekwencji w kierownictwie obwodu doszło do głośnych dymisji. Rewizje w Jarosławlu przeprowadzono już w niedzielę 1 marca, a w poniedziałek przesłuchano grono miejscowych dygnitarzy, na czele z gubernatorem.

Na tym stadium, grupie operacyjnej pozostały do zweryfikowania dwie wersje. Pierwsza zakładała, iż morderstwa dokonali mieszkańcy Czeczenii, druga iż odpowiedzialność ponosili ludzie uczestniczący w konflikcie na Ukrainie.

Pierwsze aresztowania wyjaśniły sporo, jednak w gruncie rzeczy wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, czy w sprawie tej, nie byli ze sobą związani przedstawiciele różnych środowisk naszych „patriotów”.

Obecnie niektóre media, powołując się na organy wymiaru sprawiedliwości, informują o innym jeszcze możliwym motywie zbrodni. Zastanówmy się, czy wersja ta jest wiarygodna. Mamy tu na myśli, kwestię urazy za wypowiedzi ofiary na temat rozprawy w redakcji magazynu „Charlie-Hebdo”. Dlaczegóżby nie? W zrealizowanym przez stację telewizyjną NTV programie „Anatomia protestu -3” (na razie nie dopuszczono go na antenę) dla Borysa Niemcowa wyznaczono rolę głównego bohatera. Określono go, jako najbliższego sojusznika Michaiła Chodorkowskiego, który jak wiadomo wypowiedział się wyjątkowo ostro na temat masakry we francuskiej redakcji. Rozdrażniony tym komentarzem, przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, określił później Chodorkowskiego jako głównego wroga i szydercę islamu.

Tego motywu nie można wykluczyć. Jednak uwzględnić go można, tylko jako część skomplikowanej gry wymierzonej w Borysa Niemcowa. Niewykluczone, iż dla samych wykonawców miał on znaczenie, trudno jednak uznać go za najważniejszą przyczynę krwawej rozprawy.

Wszystko pozostałe stanowi oczywisty sygnał wysłany pod adresem Kremla. „Patrioci Rosji” mają dość czekania. Wrogów należy likwidować. Pora, by zdjąć nogę z hamulca. Jeśli nie zrobicie tego wy, znajdziemy innych. Ale w tej sytuacji staniecie się od nas zależni, będziecie musieli rachować się tylko z nami. To my reprezentujemy siłę zdolną przełamać waszą słabość. To, co robimy dla obrony ojczyzny przed wrogami, w sytuacji gdy nasze służby specjalne nie dają sobie rady, zasługuje na uznanie i nagrody.


Polityczny ślepy zaułek i wojna na oświadczenia


Istnieje także inna siła. Do tej pory wielokrotnie dostawała po nosie. Tłumaczono, że to w celu zachowania stabilności politycznej na Kaukazie. Mamy tu na myśli instytucje powołane do strzeżenia prawa i służby specjalne. Nie jeden raz, w okazywali się w sytuacji ludzi wysłanych po wodę z durszlakiem. Udaje mi się wykryć zabójców, a ktoś wypuszcza ich na wolność. Wykrywają tajemnicę zabójstwa, a ktoś uniemożliwia im przesłuchanie podejrzanych, ci zaś się z nich śmieją. Być może w latach 2006-2009, kiedy należało rozwiązywać problem stabilności politycznej Czeczenii, kiedy w lasach znajdowała się jeszcze spora ilość „wiernych synów islamu” planujących oddzielenie się od Rosji i powołanie do życia kalifatu, być może wówczas należało patrzeć przez palce na w ten sposób legitymizowaną przemoc. Ale w późniejszym okresie, służby specjalne zaczęły działać z wyprzedzeniem. Pierwszym sygnałem było zapobieżenie zamachu na Isę Jamadajewa (polityk czeczeński, jeden z pięciorga braci,  przez lata skłócony z Ramzanem Kadyrowem – „mediawRosji”). Ostatnim, podobna operacja w odniesieniu do mera Chasawjurtu Sajgidpaszy Umachanowa. W tym ostatnim wypadku, choć organy śledcze znały nazwiska zleceniodawców, uniemożliwiono im pociągnięcie ich do odpowiedzialności.

Tym razem jednak żadna z instytucji, takich jak MSW, FSB, czy Komitet Śledczy nie chce powtórki starego schematu. Nie chcą by zatknięto im usta i wykorzystano. Wystarczy przypomnieć niedawny skandal z aresztowaniem i późniejszym uwolnieniem funkcjonariuszy MSW Czeczenii,  wydelegowanych do Moskwy, w celu zapewnienia ochrony dla najważniejszych w republice dygnitarzy. Porwany przez nich i torturowany człowiek, cudem zachował życie. Odpowiedzialnych nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności, mimo iż śledztwo w tej sprawie otoczyli osobistą opieką szef Komitetu Śledczego Bastrykin i kierownictwo FSB. Przypomnijmy, zaraz po tym incydencie, kilku wyższych stopniem oficerów FSB z aparatu centralnego tej organizacji, odmówiło pełnienia służby i zastanawiało się nad złożeniem raportów z prośbą o zwolnienie.

Powstała nowa sytuacja. Zderzyły się ze sobą dwie siły wspierające Kreml, teraz obie przesuwają się w przeciwnych kierunkach.  Zmuszają w ten sposób władze Rosji do określenia, kto jest prawdziwym patriotą, a kto nie. Domagają się, by władza dokonała wyboru najważniejszego sojusznika. Wszystko to, odbywa się w niełatwych warunkach politycznych. Rosja de facto uwikłana jest w wojnę, boryka się z kryzysem gospodarczym, nie potrafi uwolnić się od wymyślanego przez specjalistów od PR strachu przed „pomarańczową zarazą”.

W tym kontekście mniej istotne są liczne komentarze. Naszym zdaniem warto przede wszystkim zwrócić uwagę na kilka faktów i cztery oświadczenia.

Najpierw fakty: przebieg przestępstwa jest w zasadzie znany, szef państwa został szczegółowo poinformowany przez dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa Bortnikowa. Na terytorium Czeczenii prowadzone są aktywnie działania operacyjno-śledcze, o jakich wcześniej trudno było nawet myśleć. Mediom podrzucono wersję o braku zleceniodawcy, bo to najlepszy sposób, by dokonać pomiaru średniej temperatury w całym szpitalu.



Czy sojusz Władimira Putina z Ramzanem Kadyrowem przetrwa kryzys wywołany przez
zamach na Borysa Niemcowa


A teraz wspomniane przez nas oświadczenia:

1. Wydał je Władimir Putin na kolegium Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Najwięcej uwagi należy udzielić głośnym przestępstwom, w tym także popełnionym w oparciu o motywy polityczne. Trzeba wreszcie uwolnić Rosję od wstydu i tragedii podobnych do tej, jaką nie dawno przeżyliśmy i widzieliśmy wspólnie. Mam tu na myśli wyzywające zabójstwo Borysa Niemcowa, jakiego dopuszczono się w samym centrum stolicy.” Ta wypowiedź miała miejsce 4go marca, kiedy prezydent mógł już znać całą prawdę.

2. To oświadczenie wydal Ramzan Kadyrow, natychmiast po zamachu, jeszcze przed falą aresztowań. „Tylko siły zainteresowane we wzroście napięcia mogły zdecydować się na tak brutalny zamach. Organizatorzy zabójstwa mieli nadzieję, iż świat o zabójstwo Niemcowa oskarży nasze władze państwowe <…>. Nie ma żadnych wątpliwości, iż zabójstwo Niemcowa zorganizowały służby specjalne Zachodu <…>. Borys Niemcow był przede wszystkim obywatelem Rosji, zaś zamach na życie każdego obywatela Rosji zasługuje na surową karę <…>”.

3. Złożył je Ramzan Kadyrow już po zatrzymaniu podejrzanych. „Znałem Zaura (Dadajewa – red.) jako prawdziwego rosyjskiego patriotę.  <…> Jestem przekonany, iż jest on całkowicie oddany Rosji, że był gotów za ojczyznę oddać swoje życie. <…> Wszyscy, którzy znali Zaura twierdzą, iż jest on człowiekiem głęboko wierzącym. Jak wszyscy muzułmanie on także poczuł się głęboko wstrząśnięty postępowaniem „Charlie” i komentarzami wspierającymi publikację karykatur. <…> Tak, czy inaczej, jeśli sąd udowodni winę Zaura, to trzeba będzie stwierdzić, iż dopuścił się ciężkiego przestępstwa. Ale chcę podkreślić raz jeszcze, Zaur nie mógł zrobić niczego na szkodę Rosji. Dla niej przez wiele lat ryzykował życiem.” W oświadczeniu, Kadyrow, także Biesłana Szabanowa (stracił życie podczas próby aresztowania), nazywa „dzielnym bojownikiem”.

4. Słowa Władimira Jakunina, jednego z ludzi z najbliższego otoczenia Władimira Putina. Jest on szefem Rosyjskich Kolei. Jakunin wypowiedział się po opublikowaniu drugiego z kolei oświadczenia Ramzana Kadyrowa. „To zabójstwo było demonstracją. Nie przypadkowo zamachu dokonano w centrum stolicy, tak by zobaczyli je wszyscy. Była to starannie zaplanowana akcja. Jej celem było uderzenie w autorytet władz Rosji”.

Władimir Jakunin, tak jak i inne osoby z bliskiego otoczenia prezydenta, jest także byłem funkcjonariuszem służb specjalnych. Jest człowiekiem poważnym, nigdy nie mówi niczego bez uzasadnienia, nie robi lekkomyślnych aluzji.

Niestety, mamy do czynienia z sytuacją, w której o losie śledztwa w sprawie zamachu na Borysa Niemcowa decydować będą nie Komitet Śledczy, czy FSB, a osobiście prezydent. Od jego decyzji, zależeć będzie nie tylko kto znajdzie się na ławie oskarżonych, ale także przyszła konfiguracja polityczna Rosji. Kraj znalazł się dziś na krawędzi wojny między dwiema silami stanowiącymi podpory reżymu. Trzeba będzie określić, kto jest patriotą, a kto nie. Prezydenta ze szczególnym cynizmem i przemocą wpędzono w ślepy zaułek. Teraz dowiemy się, jak z niego zamierza wyjść. Zapewne już w niedalekiej przyszłości.



Tłumaczenie: K.W.



Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej „Nowej Gaziety”: http://www.novayagazeta.ru/inquests/67575.html




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com