poniedziałek, 29 września 2014

Nowy kurs Putina: „Rosja nie jest Europą”



Rosja Putina obrała nowy niebezpieczny dla siebie kurs. Obowiązująca dziś doktryna kwestionuje europejską tożsamość Rosji. Oznacza ona zakwestionowanie podstawowych europejskich wartości, takich jak konieczność przestrzegania prawa, czy zakaz tortur. Przywódca opozycyjnej partii „Jabłoko” Grigorij Jawliński w wywiadzie udzielonym Radiu „Swoboda” ostrzega, iż taki kurs prowadzi ku katastrofie. 

Rosjanie powinni dziś odpowiedzialnie i z determinacją wyrażać sprzeciw wobec takiej polityki.




Z Grigorijem Jawlińskim rozmawia Andriej Szaryj





Grigorij Jawliński od lat pozostaje wpływowym rosyjskim politykiem opozycyjnym. Uczestniczył
jako kandydat w wyborach prezydenckich. Obecnie pełni funkcję deputowanego Rady Miejskiej St. Petersburga. 





Grigorij Jawliński:
Najpierw przyjrzyjmy się sytuacji bieżącej. Przelew krwi na wschodzie Ukrainy udało się ograniczyć, działania bojowe toczone są w mniejszej skali – to dobrze. Wymiana jeńców ma także pozytywne znaczenie. Widać, iż obu stronom rzeczywiście zależy na zaprzestaniu prowadzonych na szeroką skalę działań zbrojnych, można się z tego tylko cieszyć.

Czego chce Kreml?


Ale jeśli spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy, to jest dla mnie oczywiste czego naprawdę chcą władze Rosji. Idzie o narzucenie Ukrainie kontroli, po to by uniemożliwić jej przekształcenia o charakterze europejskim. Rosja nie chce, by Ukraina stała się członkiem wspólnoty europejskiej, tak formalnie, jak i nieformalnie. Na początek Kreml pragnie, by Ukraina stała się państwem buforowym, później można się zastanowić na dalej idącą aneksją, lub integracją w ramach przestrzeni rosyjskiej, termin nie jest tu najważniejszy. Jest to straszliwy błąd o charakterze politycznym. Mamy do czynienia z sytuacją dramatyczną, tragiczną, związaną z przelewem krwi. Brniemy w ślepy zaułek, bez żadnej perspektywy wyjścia.

Andriej Szaryj:
- Czy pana zdaniem, także władze w Kijowie ponoszą choćby w niewielkim stopniu odpowiedzialność za tę sytuację?

Jawliński:
Jestem politykiem rosyjskim, więc nie bardzo zastanawiam się, jaka część odpowiedzialności spada na władze w Kijowie. Na pewno wiele z tego co tam zrobiono, ja zrobiłbym inaczej. Ale to jest inna historia, tam na Ukrainie podejmują własne decyzje. Mogę się z nimi zgadzać, lub nie, ale odpowiedzialność ponoszę za to, co robi mój kraj. A on podejmuje działania niczym nie sprowokowane, niepotrzebne, niebezpieczne. Pieniędzmi, dostawami broni, propagandą mój kraj wspiera przelew krwi na wschodzie Ukrainy.

Szaryj:
Jest pan zaskoczony wysokim poziomem poparcia dla polityki Władimira Putina ze strony obywateli?

Jawliński:
Nie. Nie ma w tym nic dziwnego, zwłaszcza jeśli zwrócić uwagę na skalę podejmowanych obecnie działań propagandowych. Co więcej, mam wrażenie, że propaganda i pranie mózgów w takich rozmiarach w każdym kraju przyniosłoby podobny rezultat.

Szaryj:
Czy pana zdaniem kryzys ukraiński okaże wpływ na rozwój sytuacji politycznej w Rosji?

Jawliński:
Już okazuje. Kryzys ukraiński na taką skalę, oddziałuje na Rosję w poważnym stopniu, pod jego wpływem mamy do czynienia z „chłodną wojną domową”. Zdarza się, iż w jednej rodzinie pojawiają się różnice w ocenie sytuacji na Ukrainie. To dla Rosji sytuacja tragiczna.

Szaryj:
Jakie zmiany w polityce rosyjskiej może wywołać kryzys ukraiński? Powiększą się wpływy środowisk nacjonalistycznych? Umocni dominacja partii władzy (choć trudno sobie wyobrazić w jaki jeszcze sposób), czeka nas jeszcze coś innego?

Nieokreślone państwo euroazjatyckie


Jawliński:
Władze rosyjskie wybrały nowy kurs, jego celem jest budowa „nieokreślonego” państwa euroazjatyckiego. Niszczy on państwo istniejące obecnie, prowadzi do degradacji, jest niebezpieczny. W prowadzonej do tej pory dyskusji na temat przyszłości Rosji mówiono coś zupełnie innego. Zadawaliśmy sobie inne pytania. Czy wybraliśmy prawidłową drogę dla budowy gospodarki rynkowej? Czy instytuty demokratyczne funkcjonują prawidłowo? Obecny kurs je unieważnia, wyznacza dla Rosji całkowicie nową trajektorię.

Może najtrafniej dałoby się opisać ją w następujący sposób. Oto w kulturze europejskiej, w europejskim życiu politycznym tortury są niedopuszczalne, za to my się na nie zgadzamy. Jeśli w cywilizacji europejskiej należy obowiązkowo podporządkować się prawu, to dla nas ważniejsze będą rozstrzygnięcia pozaprawne. Jeśli w Europie, polityka nie może się obejść bez przestrzegania praw człowieka, to w Rosji ważniejszy jest abstrakcyjny interes państwa określany przez niewielką grupę ludzi. Teraz wszystko w Rosji opiera się na odrzucaniu, zgodnie ze znaną formułą , iż „Rosja nie jest Europą”. Ten nowy kurs „Rosja- nie Europa” prowadzi nas w historyczny ślepy zaułek, wykoślawia kierunek rozwoju politycznego państwa.

Między Rosją i Ukrainą dokonuje się obecnie rozpad przestrzeni poradzieckiej. Kiedy porzucano system radziecki, przyjęto jednomyślnie decyzję, iż zmierzać będziemy w kierunku europejskim. Dopuszczano wówczas, iż nie wszyscy podążą w  nim z tą samą szybkością, w podobny sposób, ale w sprawie ogólnego wektora panowała jednomyślność. Dziś widać wyraźnie, iż Rosja wstąpiła na drogę wiodą w przeciwną stronę i że konfrontacja z Ukraina jest tego konsekwencją. Rosja podjęła próbę powstrzymania Ukrainy, choć kierunek europejski rozwoju ma w jej wypadku uzasadnienie historyczne, stąd konfrontacja między obu państwami i towarzyszący jej rozlew krwi.


Szaryj:
Czy pana zdaniem Putin ruszył nowym kursem zmuszony przez okoliczności?

Jawliński:
Te jest decyzja świadoma podjęta bez przymusu z czyjejkolwiek strony. Jej źródłem jest takie, a nie inne pojmowanie życia, takie, a nie inne pojmowanie dobra i zła. Wszystko to zaowocuje potężnym kryzysem, towarzyszyć mu będzie przewartościowanie wszystkiego, co zdarzyło się w Rosji po upadku władzy radzieckiej. Kiedy konkretnie wybuchnie kryzys nie wiadomo, możemy czekać na niego długo, może dojść do niego w najbliższej przyszłości.

Szaryj:
Czy jako ekonomista dostrzega pan istotne zagrożenia dla gospodarki rosyjskiej? Spada kurs rubla, coraz częściej słychać głosy ostrzegające, iż Rosja nie radzi sobie z problemami systemowymi. Wszystko to, w ten, lub inny sposób wynika z rosnącej izolacji Rosji i kryzysu w stosunkach z Ukrainą. Na ile tendencje te są niebezpieczne?

Poważne problemy gospodarki


Jawliński:                                                                  
Gospodarka rosyjska stanęła wobec poważnych problemów instytucjonalnych. Mają one charakter fundamentalny, pojawiły się już w końcu roku ubiegłego, kiedy tempo wzrostu dochodu narodowego praktycznie uległo zamrożeniu. Teraz trzeba uwzględnić szereg nowych czynników, takich jak brak stabilizacji politycznej, czy wprowadzone za karę sankcje. Jedno i drugie kładzie się poważnym ciężarem na gospodarkę rosyjską. Jak mi się zdaje, najbardziej optymistyczna tegoroczna prognoza zakłada wzrost na poziomie 1go procenta. W roku 2016 zetkniemy się już z objawami poważnej recesji.

Szaryj:
Łączą pana z Ukrainą więzy osobiste. O ile dobrze pamiętam  urodził się pan we Lwowie, często pan bywał w tym mieście. Co panu podpowiada intuicja, zależy mi przede wszystkim na refleksji osobistej, nie na analizie politycznej, jaki będzie wpływ, tego co się wydarzyło na stosunki rosyjsko-ukraińskie. Myślę to bardziej o wzajemnych relacjach między ludźmi,  nie o stosunkach czysto politycznych. Z jednej strony wiąże nas szereg wspólnych, choć niekiedy sprzecznych między sobą doświadczeń. W końcu przez wieki mieszkaliśmy w jednym państwie. Łączy nas widoczna na pierwszy rzut oka bliskość języków, kultur i tradycji. Przetrwały liczne rodzinne oraz osobiste kontakty i więzi. Z drugiej obserwujemy pogłębiająca się przepaść polityczną. „Nigdy więcej z Rosjanami’ – na ile hasło to jest poważne?

Jawliński:
Ukraińcy poczuli się dotknięci do żywego. Ich emocje są istotne i uzasadnione. Ale jeśli wcześniej, lub później (raczej później, niż wcześniej) Rosja dokona wyboru kursu strategicznego, niesprzecznego z interesami Ukrainy, to z czasem ostrość kryzysu ulegnie załagodzeniu, nasze więzi zostaną odbudowane. Jednak poczucie krzywdy pozostanie na długo. Tak to się ułoży, pod warunkiem, że nie dojdzie do wojny na pełną skalę i że nie pochłonie ona setek tysięcy ofiar.

Szaryj:                                          
Jak winni zachowywać się obecnie ci Rosjanie, którym nie podoba się nowy kurs Putina? Myślę przede wszystkich o ludziach dysponujących pewnym autorytetem w polityce, życiu społecznym, innych dziedzinach. Winni prosić Ukraińców o przebaczenie, tak postępują niektórzy, organizować akcje protestacyjne?

Jawliński:
Trzeba otwarcie i głośno mówić o swojej dezaprobacie. Ważne by wypowiadać się zrozumiale i z odpowiedzialnością. Jeśli pojawia się możliwość, trzeba uczestniczyć w akcjach protestacyjnych, demonstrować własne poglądy. Chodzi o to, by upowszechniło się zrozumienie, iż bardzo duża ilość ludzi w Rosji nie zgadza się z aktualnym kursem politycznym. Tak przecież jest w rzeczywistości.

Szaryj:
Obserwujemy powrót do rosyjskiego życia politycznego Michaiła Chodorkowskiego. Jak pan na pewno wie, był on inicjatorem serii wydarzeń w Berlinie, związanych z prezentacją jego „nowego-starego” projektu „Otwarta Rosja”. Mam wrażenie, że panowie spotkają się wkrótce na organizowanej w Pradze konferencji „Forum 2000”. Jak pan ocenia ostatnie oświadczenia Chodorkowskiego? Na ile możliwa jest wasza współpraca?

Jawliński:
Życzę mu wszystkiego najlepszego. Cieszę się, że jest na wolności. Na razie to chyba wszystko, co mogę powiedzieć na ten temat.

Szaryj:
Planuje pan w Pradze oddzielne spotkanie z Chodorkowskim?

Jawliński:
Jestem gotów do spotkań ze wszystkimi.

Nie lubię pustych gestów


Szaryj:
Zamierza pan aktywnie uczestniczyć w próbach rozwiązania kryzysu ukraińskiego? Wybiera się pan do Kijowa, lub Doniecka? Planuje pan spotkania z politykami ukraińskimi, czy też wydaje się panu, że dla działacza pańskiego formatu nie ma dla nich obecnie warunków.

Jawliński:
Ważny jest sens tego, co robimy, realna treść. Jeśli moje działania będą miały sens, jestem gotów do wszelkich wysiłków mających na celu osiągnięcie pokoju w stosunkach Rosji z Ukrainą. Jednak nie mam ochoty na gesty upozowane i demagogię. Tego rodzaju konstruktywne działania zależą od rzeczywistych możliwości polityka, ważne są skuteczne działania praktyczne. To co najważniejsze można dziś opisać w następujący sposób: w porządku, że mamy zawieszenie broni, bardzo dobrze, że ludzie przestali się zabijać, ale trzeba rozumieć, iż konflikt między Rosją i Ukrainą uda się zlikwidować tylko wówczas, gdy oba kraje będą kierować się wspólną strategią rozwoju. Do tej pory, gdy są one różne, konflikt pozostaje nierozwiązywalny.

Szaryj:
Czy rozumiem dobrze, iż nie należy oczekiwać od pana gestów czysto symbolicznych, podobnych do wystąpienia Chodorkowskiego w Kijowie, czy koncertu Andrieja Makarewicza w obwodzie donieckim.

Jawliński:
Każdy robi, co może. Andriej Makarewicz jest muzykiem. A pan przecież nie rozmawiał ze mną o muzyce.

Tłum.: ZDZ




Grigorij Jawliński (ur. 1952 we Lwowie), rosyjski polityk i ekonomista o liberalnej orientacji. W 1990 roku był współautorem głośnego i niezrealizowanego planu reform gospodarczych „500 dni”. W 1991 roku pełnił krótko funkcję wicepremiera ZSRR. Założyciel i długoletni przywódca rosyjskiej opozycyjnej partii „Jabłoko”. Obecnie pełni funkcję deputowanego Rady Miejskiej St. Petersburga.














Wywiad ukazał się na portalu Radia Svoboda:



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com








wtorek, 23 września 2014

Milczenie sieci



Dla niezależnych rosyjskich mediów Internet wciąż jeszcze pozostaje azylem nie do końca kontrolowanym przez Kreml. Jednak władze coraz mniej chętnie tolerują obecny w Runecie margines wolności. Seria przyjętych niedawno przepisów pozwala blokować w sieci niepożądane treści. Przejęto kontrolę nas szeregiem niezależnych spółek internetowych. Od jakiegoś czasu społeczność internetowa zastanawia się, na ile możliwy jest najczarniejszy scenariusz, odłączenie rosyjskiej segmentu sieci od Internetu światowego.


 Portal colta.ru przeprowadził na ten temat ankietę wśród znanych rosyjskich intelektualistów, znanych z obecności w sieci.
 





W zeszłym tygodniu media internetowe przestraszyły swoich czytelników, ostrzegając iż na zbliżającym się posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa prezydent Władimir Putin  omówi z jego uczestnikami możliwości odłączenia, w sytuacjach nadzwyczajnych, od sieci globalnej rosyjskiego segmentu Internetu. W poniedziałek rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow oświadczył, iż jak na razie prezydent nie poruszał tego tematu w dyskusjach ze stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa. Jednak kwestia, która przed dwoma dniami tak bardzo zaniepokoiła Runet pozostaje aktualna. Na szereg pytań wciąż nie znamy odpowiedzi.


Colta.ru zadała je kilku szanowanym i cenionym przez nas osobom.


1. Kiedy twoim zdaniem mogą nas odłączyć od globalnego Internetu?

2. Co zrobisz sam, jeśli to się wydarzy?





Aleksander Baunow, filozof, dziennikarz:

Mogą, kiedy zechcą. Oczywiście gazety burżuazyjne nas skrytykują, a inwestorzy zareagują nerwowo. Jednak trzeba to zrozumieć, iż w oczach Zachodu należymy już do grupy państw z reżimem autorytarnym. Od reżimów totalitarnych wymaga się z grubsza biorąc dwóch rzeczy: by nie lazły poza granice własnego kraju (właśnie naruszyliśmy te zasadę, dlatego podniósł się taki szum) i nie likwidowały kapitalizmu. Chodzi o to, by nie zrywać światowych więzi w gospodarce, by dalej sprzedawać i kupować. I to, czy w tych krajach jest Twitter i Facebook, w sytuacji wolnej od okoliczności nadzwyczajnych, nie budzi zaniepokojenia świata zewnętrznego. W Chinach nie ma, w Wietnamie nie ma, za to inwestycje płyną wartkim strumieniem, nie można opędzić się od turystów. I tylko wówczas, gdy zaczynają się jakieś niepokoje, świat sobie przypomina: tam przecież nie ma normalnego Internetu.

Inna sprawa, iż we współczesnym świecie bez Internetu nie ma także i kapitalizmu. Dlatego nie wyłączają go i w krajach rządzonych przez reżimy autorytarne.

Zupełnie bez Internetu obchodzi się Korea Północna, jest on tam dostępnych w pomieszczeniach specjalnych, niczym kopiarki Xerox w ZSRR. Internet bywa także w Korei dostępny nielegalnie, dostarczany przez chińskich operatorów komórkowych, tam dokąd dociera ich sygnał.

Wszędzie indziej Internet jest. Blokowane są oddzielne strony internetowe. Uniemożliwia się całkowicie, lub modyfikuje działanie niektórych wyszukiwarek. Internet w Chinach wiąże ze światowym cienka nitka. Jednak wiąże. Jeśli bowiem Internet jest potrzebny współczesnemu kapitalizmowi, nawet autorytarnemu kapitalizmowi, to nie będzie się go odłączać. Będzie się z niego korzystać, choć po zastosowaniu pewnych korekt, wystarczy przenieść serwery, albo zaprogramować w wyszukiwarkach takie zmiany, by dostarczane przez nie odpowiedzi były odpowiednie. W dniach wzrostu napięcia i niepokoju będą wyłączane szczególnie niebezpieczne witryny, szybkość sieci będzie redukowana. Widziałem w Iranie, jak się to robi w dniu wyborów.

W Syrii i w Chinach Internet światowy ładuje się szczególnie powoli, jeśli jego zawartość jest podejrzana. Z drugiej strony, nawet w takich miejscach jak Syria i Iran, widziałem, jak przy pomocy nieskomplikowanych programów maskujących ludzie korzystali z Facebooka. To samo w Chinach i Wietnamie. Więc myślę, że i u nas będzie podobnie, jeśli tylko Internet zostanie odłączony na chińską modłę. Jeśli odłączą w stylu północnokoreańskim – wybiorę się dokądś w dłuższą delegację twórczą. Tak, czy inaczej taki kraj zbyt długo nie przetrwa.



Leonid Berszydski, dziennikarz, politolog:

Nie mam żadnych wątpliwości, iż w naszym kraju można zrobić dowolne świństwo w dowolnej chwili i bez uprzedzenia. I już na wszelki wypadek podjąłem odpowiednie kroki, przeniosłem się do Berlina. Moim zdaniem, praktykowanie zawodu dziennikarza nie jest dziś w Rosji możliwe. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest szereg nowo przyjętych przepisów i stale obecna w naszym życiu groźba wyłączenia, lub filtrowania Internetu. Jeśli się chcę dalej uprawiać ten zawód, to jedyną możliwość stwarza wyjazd do innego kraju.



Anton Dolin, krytyk filmowy:

1. Internet można wyłączyć w dowolnej chwili, gdy tak zadecyduje „naczalstwo”.
2. Czytać więcej książek.



Pawieł Własow-Moduliasz, przedsiębiorca internetowy:

1. Do wyłączenia Internetu może dojść tylko na wypadek wojny. W inne scenariusze nie wierzę. No i może do tego dojść, jeśli do władzy dojdzie ktoś jeszcze bardziej radykalny od Putina i upodobni Rosję do Korei Północnej.

2. Jeśli dojdzie do urzeczywistnienia któregokolwiek z wyżej wymienionych wariantów, to strata dostępu do światowego Internetu, okaże się daleko nie najważniejszym z problemów z jakimi się zetkniemy. Wówczas trzeba będzie przede wszystkim zająć się bezpieczeństwem własnej rodziny.

Tak zwana wspólnota międzynarodowa nie wybaczy Rosji nie uzgodnionego przyłączenia Krymu, możemy więc spodziewać wszystkiego, nawet wojny pomiędzy mocarstwami jądrowymi. Odłączenie od globalnego Internetu też jest możliwe, choć moim zdaniem nie bardzo prawdopodobne. Ale umacnianie roli państwa i jego zwolenników w Internecie będzie miało z pewnością swoją kontynuację.




Iwan Zasurski, wydawca publikacji internetowych, szef katedry nowych mediów i teorii komunikacji na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Moskiewskiego:

1. Najpewniej nie odłączą nigdy, ale mogą próbować.

2. Będę kończył swoją habilitację.



Askold Iwanczik, historyk, członek korespondent Akademii Nauk:

1. Mam nadzieję, że nigdy. Taka decyzja nosiłaby charakter samobójczy. Oznaczałaby ona cofnięcie się do poziomu rozwoju sprzed lat dwudziestu, likwidację nadziei na rozwój gospodarki i nauki, we współczesnym świecie mają one charakter globalny. Nie ma co mówić o stratach społecznych. Mielibyśmy do czynienia z sytuacją podobną, gdyby wyłączono prąd. Do tej pory, nie wyglądało na to, by nasze władze miały skłonności samobójcze, choć niektóre ich decyzje sprawiają wrażenie nie całkiem przemyślanych. Jeśli jednak rzecz pójdzie, nie o całkowitym odłączeniu, a o częściowych ograniczeniach, podobnych do istniejących w Chinach, Iranie, Turcji, niektórych innych krajach, to jak wiadomo, łatwo dać sobie z nimi radę. W takim wypadku, trudno będzie mówić, byśmy stali się ofiarami jakiejś radykalnej zmiany sytuacji.

2. Mam nadzieję, że tego rodzaju decyzję jednak nie zostaną podjęte. Tak, czy inaczej moja działalność zawodowa bez dostępu do Internetu nie będzie możliwa.



German Klimienko, szef spółki LIveInternet:

1. Nigdy do tego nie dojdzie, czeka nas nie odłączenie, a filtracja, w wydaniu podobnym do chińskiego.
2. Będę się cieszyć i szykować do wzrostu kapitalizacji spółki. No i nawiążę z synem pełnowartościowe kontakty za pośrednictwem „WKontaktie”.



Siergiej Newski, kompozytor:

1. Nie wydaje mi się, iż jest to możliwe z technicznego punktu widzenia. Do tego Runet jest zbytnio zdecentralizowany i jednocześnie zintegrowany z siecią światową. Tak samo podczas próby przewrotu w 1991 roku, nie udało się wyłączyć radiostacji „Swoboda” i „Echo Moskwy”, czy zablokować połączeń telefonicznych i faksowych w różnych czasopismach opozycyjnych. Nadzwyczajne wyłączenie Internetu na polecenie wydane przez telefon zdarzyło się jedynie w dwóch krajach: w Egipcie pod rządami Mubaraka i w Libii za Kadafiego, podczas „arabskiej wiosny”. Mam nadzieję, iż członkowie Rady Bezpieczeństwa pamiętają, czym to się to skończyło dla obu tych przywódców.

2. To będzie dla mnie oznaczało koniec reżimu. Trzeba będzie się zatroszczyć o bezpieczeństwo rodziny. Można będzie z zainteresowaniem obserwować rozwój wydarzeń.



Anton Nosik, bloger, dziennikarz:

1. Jakiekolwiek prognozy dotyczące terminów to zadanie w najwyższym stopniu niewdzięczne, zwłaszcza wówczas, gdy mamy do czynienia z decyzjami podejmowanymi przez jednego, w znacznym stopniu nieprzewidywalnego człowieka. Może się to zdarzyć dziś, za miesiąc, za rok, lub nigdy.

2. Jeśli idzie o mnie osobiście, to jeśli do tego dojdzie, zajmę się poszukiwaniem alternatywnych sposobów dostępu do sieci.



Jurij Saprykin, dziennikarz:

1. To się może wydarzyć w dowolnym momencie, jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu z Zachodem. Zwłaszcza w sytuacji, gdy po nałożeniu kolejnych sankcji, zostaną wprowadzone kontrsankcje i trzeba będzie zrobić coś jeszcze, a sposobów, by zakazać coś bezboleśnie już nie będzie.
2. Będę chodził wcześniej spać.



Jelena Fanajłowa, poetka:

1. To jest niemożliwe. Mamy do czynienia ze straszeniem obywateli. Cały biznes opiera się związkach w sieci. Nie znam się na tym, czy można oddzielnie powyłączać sektory prywatne Internetu. Prawdopodobnie tak, Facebook i temu podobne.

2. Przypomnę sobie, jak korzystać z telefonu, telegrafu, poczty, dworców i mostów.




Przygotowała Julia Ryżenko





Materiał ukazał się na lamach portalu colta.ru:

http://www.colta.ru/articles/specials/4732




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com









środa, 17 września 2014

Opluwam i donoszę – praca, jak każda inna



Jest dziennikarzem znanym ze swych wyrazistych opozycyjnych poglądów i soczystych, ostrych wypowiedzi. Arkadij Babczenko pozostaje autorem niezależnym, od lat niezwiązanym z żadną redakcją, wspierają go czytelnicy, przekazując honoraria na numery kont zamieszczone na stronach Babczenki w Facebooku i platformie blogowej „Livejournal”.



Nieoczekiwanie, do Babczenki zgłosili się starzy koledzy, poprosili o wywiad i komentarz. W latach dziewięćdziesiątych pracowali wspólnie w prawdziwie wówczas niezależnej telewizji NTV. Dziś stacja jest tubą propagandową Kremla, a starzy koledzy znów znaleźli w niej zatrudnienie. Zaufał im. 
Oszukali go. Wywiad wykorzystali w propagandowym filmie dyskredytującym rosyjskich przeciwników wojny z Ukrainą. Nawet nie umiecie porządnie rozprawić się z przeciwnikami, chałturzycie, wstyd wam pracować pod własnym nazwiskiem – Babczenko grzmi i wyśmiewa metody kremlowskiej propagandy.

 





Arkadij Babczenko pracował w przeszłości w telewizji "NTV" i w opozycyjnej
"Nowej Gazietie". Dziś jest dziennikarzem całkowicie niezależnym.
Finansowo wspierają go czytelnicy opłacając jego honoraria i podróże. 




Arkadij Babczenko zadaje kilka niemiłych pytań swoim dawnym znajomym



Jakieś dziesięć lat temu pracowaliśmy razem ze Swietłaną w telewizji NTV. Wtedy był to zupełnie inny program. A potem zaczęły się rządy Putina i nas zwolniono. Zostałem prywatnym, nigdzie niezarejestrowanym taksiarzem i w taki półlegalny sposób przez trzy lata zarabiałem na życie. A Swieta przeszła do RTVI - ostatniej stacji telewizyjnej, której jeszcze nie odebrano Gusinskiemu. Wprost mówili o wolności słowa, prawach człowieka, rotacji na szczytach władzy, protestowali przeciw wojnie w Czeczenii. Mimo, że RTVI był dostępny jedynie w sieciach kablowych, cieszył się w Rosji sporą popularnością i wypełniał niszę, dziś zajętą przez telewizję „DOŻD’’’. W tamtych czasach RTVI był w zasadzie ostatnim niezależnym i opozycyjnym programem telewizyjnym.

Andriej i Swieta


Potem nasze drogi się rozeszły. Swieta odeszła z RTVI i doszły mnie słuchy, że pracuje, zdaje się, w REN TV. Wydało mi się to prawdopodobne, bo gdzie jeszcze niby w naszych czasach mógłby pracować niezależny dziennikarz? Tylko u Maksimowskiej (rosyjska dziennikarka telewizyjna ceniona za niezależność poglądów, do niedawna szefowa programów informacyjnych stacji TV „REN TV”- „mediawRosji”), innej możliwości nie ma.

Pewnego razu dzwoni telefon.

- Cześć, Arkasza. Słuchaj, w wiadomościach powiedzieli, że wezwałeś wszystkich dziennikarzy, żeby padli przed Ukraińcami na kolana…

Eeeeee… że jak? Mam zwyczaj wypowiadać się wyłącznie we własnym imieniu. I od dawna już nikogo do niczego wzywam.

– Nie, - odpowiadam. – To jakaś pomyłka.

– Dobra, nieważne. Słuchaj, może udzielisz nam wywiadu, powiesz coś o Ukrainie, o wojnie i przedstawisz swoją ocenę sytuacji?

Nie ma sprawy. Przyjeżdżajcie.

Następnego dnia przyjeżdża ekipa zdjęciowa i jeszcze jeden nasz wspólny znajomy, Andriucha. Kiedyś pracowaliśmy we trójkę.

I w tym momencie przetarłem oczy ze zdumienia. Albo mi słuch szwankuje, albo zbyt wiele czasu upłynęło od naszej ostatniej rozmowy, ale… Okazuje się, że Swieta i Andriej pracują nie w REN TV, a w telewizji NTV.

Nazwy nawet trochę podobne, ale różnica ogromna.

Cóż… Kamera zamówiona, ekipa zdjęciowa opłacona, do tego samochód, kierowca – to wszystko kosztuje. Nie mogę im teraz wyciąć numeru i odmówić wywiadu. Sam się zgodziłem, a do tego to przecież starzy znajomi…

Bierzemy się do roboty


Bierzemy się do roboty. Sadzają mnie na podwórkowej drabince, w malowniczej scenerii, przypinają mikrofon, ustawiają oświetlenie i ruszamy. I w tym momencie dowiaduję się, że tematem rozmowy wcale nie będą moje poglądy na temat wydarzeń na Ukrainie.

Andriej pokazuje mi zdjęcie jakiegoś człowieka, podobno politologa, który w jakiejś swojej wypowiedzi nazwał korespondentów wojennych draniami za to, że wypaczają relacje z Ukrainy. Mój kolega zaproponował, żebym zmieszał pana politologa z błotem i w ogóle zrównał go z ziemią.

Eee… Yyyy… O co biega?

No, przepraszam.

Pierwszy raz widzę człowieka na oczy, pojęcia nie mam, co on za jeden. Jego nazwisko kompletnie nic mi nie mówi. Skąd wyście wytrzasnęli tego nikomu nieznanego gościa i jego wypowiedź? I niby czemu mam teraz stanąć przed kamerą i zacząć go mieszać z błotem?
Kiepsko pracujecie, moi drodzy. Nawet nagonki nie potraficie urządzić jak trzeba.

Nie, nie, słuchajcie, ja się tak nie bawię.

No dobrze. A jaka jest twoja opinia na temat Krymu?

Powiedziałem, co myślę o Krymie. Szczerze, bez owijania w bawełnę. A co wam będę żałować. Jak mnie ktoś pyta, to odpowiadam. Tyle, że wy i tak mojej wypowiedzi nie wyemitujecie.

Tak, masz rację. Nie pokażemy. Sam rozumiesz, stary. Mamy cenzurę.

Rozumiem, wiem, współczuję.

- Dobra, a co sądzisz o Chodorkowskim i zjeździe, który zorganizował w Kijowie?
Tak… W sumie to sam nie wiem. Nie mam zdania, no. W tym czasie to ja byłem w Słowiańsku, pełzałem gdzieś między barykadami. Możliwe, że ktoś sobie wtedy jakiś zjazd zorganizował. A co mi do tego?

Ok., niech ci będzie. A o Makarewiczu co powiesz? I o jego koncertach na Ukrainie?

O raju. Słuchajcie, nic nie myślę. Każdy człowiek może robić i mówić to, co sam uważa za słuszne. Może to robić tam, gdzie chce i kiedy chce. Oczywiście do momentu, gdy jego działania i wypowiedzi nie podpadają pod kodeks karny. Jestem za wolnością słowa, wolnością twórczą, i w ogóle za wolnością, no. Demokrata ze mnie. Ale wy przecież tego nie wyemitujecie.

- A przecież ty sam niedawno nawoływałeś, żebyśmy uklękli…

Kurczę! Skąd żeście to wytrzasnęli? Niczego takiego nie mówiłem! Jak bym powiedział, to bym to teraz potwierdził. Andriucha, no co ty bredzisz?

Krótko mówiąc, zrozumieliśmy, że z wywiadu nici. Postaliśmy jeszcze chwilę, dopaliliśmy papierosy i pożegnaliśmy się.

A potem wyszedł film „13 przyjaciół junty” (obrzydliwy, propagandowy film telewizji NTV usiłujący zdyskredytować rosyjskich przeciwników wojny z Ukrainą – „mediawRosji”). Z tego nieszczęsnego politologa „mokrą plamę” zrobił jakiś inny komentator. A ja zrozumiałem, po co odwiedzili mnie dawni koledzy po fachu. Odetchnąłem z ulgą, że jakoś udało mi się uniknąć udziału w tym filmie. Niesmak pozostał, ale mam nauczkę na przyszłość.

Acha, akurat! Tydzień później wyemitowali drugi odcinek pt. „Kolejnych 17 przyjaciół junty”. I w tym dziele byłem już jednym z głównych bohaterów. Ale ze mnie ważna szyszka! W filmie pokazano też Siergieja Aleksaszenkę (ekonomista, były wiceprezes Banku Centralnego Rosji, krytyk Kremla – „MediawRosji”), Olega Kaszyna (niezależny publicysta – „mediawRosji”), Tamarę Ejdelman (historyk, nauczycielka szkolna – „mediawRosji”) i – nie wiadomo czemu – [modelkę i aktorkę filmów dla dorosłych] Sashę Gray.

Chyba nie ma sensu streszczać tu całego filmu. Typowa propagandowa papka dla mas.  To już nawet nie jest niskobudżetowy chłam. Tu nawet trudno dobrać jakiś epitet.

Nudni do wyrzygania


Kiepska robota, koledzy.

Brakuje wam zaangażowania, wasza machina propagandowa pracuje na pół gwizdka. Macie taki potencjał, taką forsę, jesteście w zadzie monopolistami, konkurencję już dawno wykosiliście, społeczeństwo otępiane od 15 lat jest dziś gotowe do przełknięcia każdej bzdury – a wy nawet porządnej nagonki nie umiecie urządzić? Jakoś nie widzę, żeby pod wpływem waszej propagandy ludzie masowo zaczęli rozprawiać się ze „zdrajcami narodu”. Kiepsko się staracie. Jesteście nudni do wyrzygania. Gdzie wam tam do hiszpańskiej inkwizycji, skorumpowane cieniasy!

Przecież w waszym filmie rzekomy zdrajca narodowy Babczenko wygląda raczej na rosyjskiego patriotę: „Co ciekawe, samego Babczenkę pobili w Kijowie bojówkarze Gwardii Narodowej. Dobrze wiedzieli, że mają do czynienia z rosyjskim reporterem, a potraktowali go tak, jak traktują wszystkich”. No ludzie! Nie tak się kleci donosy! Za taki wyczyn jak mój to w Rosji ordery rozdają. 

Chyba nie chcecie, żeby mnie Kreml udekorował orderem? Przecież cel waszego filmu był inny, nie? Kiepska robota, naprawdę kiepska.

Mało tego, wyście przecież wcześniej nie wiedzieli, że zostałem pobity. W waszej telewizji siedzi sztab ludzi, cała zgraja redaktorów produkuje te wasze filmiki, a okazuje się, że samodzielnie nawet nie umiecie gromadzić informacji o zdrajcach narodowych. Jakbym ci, Andriucha, nie powiedział o tym pobiciu, to w ogóle nie miałbyś co wetknąć do swojego filmu. Przed naszą rozmową nawet nie miałeś pojęcia o tym zdarzeniu.

A przecież stara zasada głosi: do wywiadu z gwiazdą trzeba się wcześniej przygotować.

Nie wiem, kto tu schrzanił sprawę, ale w napisach końcowych nie umieszczono waszych nazwisk.

Pewnie dlatego musieliście wyssać z palca ten komentarz: „to właśnie Babczenko napisał w jednym ze swoich tekstów, że Rosjanie są narodem niepełnowartościowym pod względem genetycznym”. Szef wam kazał? Kto tam dziś u was rządzi – Dobrodiejew (szef państwowej telewizji „Rossija” – „mediawRosji”), czy Kulistikow (szef stacji NTV, w przeszłości dziennikarz Radio Swoboda – „mediawRosji’)?

To zdanie wam się udało. Ale trzeba było jeszcze coś dorzucić o krwi niemowląt.

Nie ma co się rozwodzić nad poziomem waszego dzieła. Jest jednak w filmie jedna sprawa, która mnie szczególnie ciekawi.

Mam do was pytanie


Swieta, Andriucha – mam do was pytanie.

Swieta, kiedy do mnie dzwoniłaś, żartowałaś i odpowiadałaś ze śmiechem – powiedz, już wtedy wiedziałaś, że zbierasz materiały na donos na mnie, prawda? Dobrze wiedziałaś, czemu ma służyć fraza „wezwał do pokajania się”, nie? Wiedziałaś, że produkujesz donosik z podtekstem „bij żydoliberałów, ratuj Rosję od tej zarazy”? Wiedziałaś, nie?

Andriucha, kiedy wyszliśmy na papierosa i proponowałeś wyskoczyć gdzieś na piwo – przecież wiedziałeś, że zaraz potem wrócisz do Ostankino, wejdziesz do budynku ASK-1, wjedziesz na czwarte (czy na którym tam pracujesz) piętro, pójdziesz do montażowni i zaczniesz kleić oszczerstwa pod moim adresem? Zgadza się? Kiedy częstowałeś mnie papierosami, już wtedy wiedziałeś, że wstawisz tam te słowa: „przecież to właśnie Babczenko powiedział, że Rosjanie to naród niepełnowartościowy”? Wiedziałeś?

Już wtedy to wiedzieliście, prawda?

Przecież kiedy dzwoniliście, a potem uśmiechaliście się do mnie – waszego dawnego kolegi po fachu, - mieliście świadomość, że jak tylko odłożycie słuchawkę, wsadzicie donosik do koperty, zakleicie i zaniesiecie do NKWD?

Tak po prostu.

Powiedzcie, o czym myśleliście w tamtej chwili?

Niezbyt mnie ciekawi wasza osobowość i wasze płytkie duszyczki. Życie owadów to nie jest moje hobby. Ale interesujecie mnie jako pewne charakterystyczne typy.

Chciałbym zrozumieć, jak wygląda sam proces?


Starzy znajomi z pracy Arkadija Babczenki, dziś pracownicy kremlowskiej maszyny
propagandowej: Swietłana Gubanowa, producent telewizji NTV (z lewej) i Andriej
Ałfierow, reporter (z prawej). 



Kiedy donosicie na człowieka, to szczerze go nienawidzicie? Uważacie go za wroga? Czy musicie na siłę sobie wmawiać, że donosząc na danego kolegę i nawołując do zlinczowania go, działacie w słusznej sprawie? Przecież jesteście dorosłymi ludźmi, żadni z was imbecyle. Przecież zdajecie sobie sprawę z tego, co robicie? Czy chociaż po cichu, w głębi duszy (bo chyba jakieś poczucie przyzwoitości się jeszcze w was tli) macie poczucie, że zachowujecie się obrzydliwie?

A może jest wam wszystko jedno?

Może działa tu mechanizm: „to nic osobistego, taka praca, jakoś trzeba zarabiać na chleb”?

Andriucha, Swieta – chyba już wspominałem, ktoś tu nachałturzył i film pokazał bez waszych nazwisk.

Domyślam się, że jest wam bardzo przykro. Przecież dla mistrza nie ma niczego ważniejszego, niż jego nazwisko widoczne w spisie autorów arcydzieła.

Sam w takim razie poprawię tę niedoróbkę.

A zatem: film „Kolejnych 17 przyjaciół junty”: producent - Telewizja „NTV”, redaktor – Swietłana Gubanowa, reporter – Andriej Ałfierow.

Artysta powinien być dumny ze swojego dzieła!

Życzę wam kolejnych odważnych i demaskatorskich utworów.

A telewizji NTV szczerze dziękuję.

Zawsze marzyłem o wystąpieniu w filmie z Sashą Gray.



Tłumaczenie: K.K.



Tekst powstał w ramach projektu Arkadija Babczenki „Dziennikarstwo bez pośredników”.

Artykuł ukazał się na blogu Arkadija Babczenko i na portalu internetowym colta.ru:


* Arkadij Babczenko (ur.1977), rosyjski dziennikarz i prozaik. Autor tłumaczonej na wiele języków, wydanej także w Polsce książki „Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii”. Laureat licznych nagród rosyjskich i międzynarodowych.












Inne teksty Arkadija Babczenki na blogu „Media-w-Rosji”:


Jego ojciec budował rakiety kosmiczne. Cioteczny brat zginął w Afganistanie. Dziadek był czołgistą, mama pracowała w wytwórni jodoformu. Sam Arkadij Babczenko, nim został dziennikarzem, wstąpił na ochotnika do wojska, ...

Warto zaglądać na blog niezależnego dziennikarza Arkadija Babczenko. Pisze wprost, prawdę, nawet gdy bywa szczególnie bolesna. Po katastrofie malezyjskiego Boeinga, Babczenko przestrzega przed iluzjami i ...

Wydaliście wojnę Ukraińcom, nie dziwcie się, że was zabijają – pisze na swoim blogu znany autor antywojennych publikacji w rosyjskiej prasie, Arkadij Babczenko.




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com