sobota, 22 listopada 2014

Trzy scenariusze: klasztor, wojna, bomba atomowa



Prognozowanie przyszłości udaje się rzadko. Historia i polityka same piszą własne scenariusze. A jednak czasem warto popuścić wodze fantazji. Aleksander Szmieliow, publicysta i dyrektor Programów Sieciowych w moskiewskiej Szkole Wychowania Obywatelskiego nie boi się fantazjowania. I może dlatego potrafi ostrzec rodaków i świat, iż  przyszłość Rosji pełna być może niewiarygodnych niespodzianek.
  



Autor: Aleksandr Szmielow


 


Nasz pociąg toczy się ze skarpy pod dowództwem szalonego maszynisty, z głośnika niosą się dziarskie marsze, większość pasażerów z ochotą sobie przy nich podśpiewuje. Nie można wpłynąć na to, co się dzieje, wszystkie przejścia do głównego wagonu są szczelnie zablokowane, dobrze przygotowani konduktorzy ostro ucinają jakiekolwiek przejawy niezadowolenia już na początkowym etapie podróży. Co w takiej sytuacji może zrobić ta niewielka grupa, świadoma rozmiarów problemu? Tylko wróżyć – z jaką siłą nastąpi uderzenie, kto je przeżyje i jak będą urządzać się potem ci, którzy ocaleją. (…)





Co Władimira Putina i Rosję czeka w przyszłości? Jego ucieczka do klasztoru,
wieloletnia wojna między regionami, wybuch atomowy?




„Efekt motyla”


W dzieciństwie wielkie wrażenie wywarło na mnie opowiadanie „I uderzył grom” amerykańskiego twórcy fantastyki Bradburego.  Jego centralna myśl posłużyła później za osnowę filmu pod tytułem „Efekt motyla”: opowiadał on,  jak  rozgnieciony w czasach prehistorycznych owad może zmienić wyniki wyborów prezydenckich w USA i zasady ortograficzne. Od tej pory przyszłość istnieje w mojej świadomości w postaci nieskończenie rozgałęziającego się drzewa: rozleje Annuszka olej w tym, a nie innym punkcie – i los Związku Pisarzy ZSRR ułoży się w taki, a nie inny sposób sposób, rozleje zaś pół metra bardziej na prawo – i wszystko pójdzie zupełnie inaczej.

Odpowiednio, bardziej lub mniej gruntownie jestem gotów przewidzieć jedynie ogólne  wektory – w jakim kierunku według moich przeczuć wszystko podąża. Konkretny zaś rozwój wydarzeń zawsze zależy od ogromnej ilości czynników, które nie podlegają jakiejkolwiek prognozie. Dlatego też w ramach naszej gry na początku ustalę trzy względnie bezsporne według mnie tendencje, a następnie zaproponuję trzy możliwe scenariusze rozwoju tych tendencji: optymistyczny, neutralny i pesymistyczny. Nieco upraszczając, aby pokazać najbardziej wrażliwe punkty, i rozumiejąc, że realna przyszłość będzie najprawdopodobniej leżeć gdzieś pomiędzy nimi.


Trzy pewniki w punkcie wyjścia


Dysponujemy więc takimi oto pewnikami:

1. Pod koniec 2014 trudno moim zdaniem wyobrazić sobie, iż Władimira Putina opuści swą posadę w związku z upływem kadencji bądź, tym bardziej, z powodu przegrania z kimkolwiek wyborów. Toteż pozostają nam tylko trzy warianty przyszłej zmiany władzy: śmierć najważniejszej osoby, rewolucja bądź „przewrót pałacowy”.

2. W czasie wydarzeń na Ukrainie Putin przekroczył „czerwoną linię” w swoich stosunkach z Zachodem i nie uda się już tego odwrócić. Przy tym zapełniające ekrany naszych telewizorów  „pięciominutówki nienawiści” są bardzo silnym narkotykiem, odwyknąć od niego z własnej woli praktycznie się nie da. Toteż podstawową ideologią obecnego reżimu nieuchronnie pozostanie walka z „wrogiem” – wewnętrznym i zewnętrznym. Każdego dnia coraz bardziej histeryczna.

3. „Roszada” roku 2011 faktycznie pogrzebała wewnątrzpolityczny ustrój tworu państwowego pod nazwą „Federacja Rosyjska” w tej formie, w jakiej funkcjonował on od 1993 roku. Krym 2014 poddał pod wątpliwość integralność terytorialną tego tworu (jeśli 84% obywateli tego, czy innego kraju oświadcza, iż nie zgadza się z jego granicą państwową i żąda jej siłowej zmiany, to zmiana ta może pójść wszakże nie tylko w stronę powiększenia terytorium, ale i w stronę jego pomniejszenia). Wreszcie „rosyjska wiosna” i kampania antyukraińska razem wzięte zmuszają do zastanowienia się, czy Rosjanie w ogóle przetrwają jako jednolity naród, czy nie czeka nas los Rzymian? Wszakże jakikolwiek sukces Ukrainy będzie od tej pory postrzegany jako sygnał dla potencjalnych „Syberyjczyków”, „Kozaków” czy „Pomorców”: w czym niby my jesteśmy gorsi? W związku z pojawieniem się przepisów o odpowiedzialności karnej za wezwania do separatyzmu zagadnienie to można ostatnio rozpatrywać tylko ze sporym lękiem, dlatego też na wszelki wypadek napiszę wprost: nie tylko nie wzywam do jakiegokolwiek rozpadu Rosji, ale i gotów jestem dołożyć wszelkich starań, aby taki rozpad nie nastąpił. W końcu sam też mieszkam w Moskwie, a potencjalna „Moskowia” nieuchronnie będzie miejscem dosyć mrocznym, ubogim i depresyjnym: bez zasobów naturalnych, bez poważnego przemysłu, z jednym przeludnionym megalopolis i całą kupą wymierających wsi, z dzikimi kompleksami dawnej metropolii oraz nieatrakcyjną historyczną genezą w postaci moskiewskich książąt od Iwana Kality do Iwana Groźnego. Kto niby zechce żyć w takim miejscu! Jednak niestety nie wszystko leży w zasięgu moich możliwości, istnieje ogólna logika procesu historycznego, nad którą nie panuje nikt.

A teraz o tym, jakie scenariusze możliwe są przy uwzględnieniu tych trzech czynników.


Scenariusz optymistyczny: Putin ucieka do monasteru



Z każdym dniem pogłębia się kryzys ekonomiczny związany ze spadkiem cen na ropę naftową, sankcjami oraz nadmiernymi wydatkami budżetu. Euforia z powodu „powrotu Krymu” stopniowo wygasa. Wśród najróżniejszych grup społecznych – lekarzy, nauczycieli, emerytów, przedsiębiorców, pracowników biurowych i tak dalej – narastają nastroje protestu. Począwszy od zimy 2014-2015 zaczynają oni coraz częściej wychodzić na ulice, kreując nowych liderów opozycji.

Aby zminimalizować napięcie społeczne Kreml podejmuje decyzję o przeprowadzeniu  w 2016 względnie konkurencyjnych wyborów do Dumy Państwowej, wyniki których stają się z kolei przyczyną nowej fali protestów. Władza brutalnie rozprawia się z protestującymi (największe wrażenie na ówczesnych ludziach wywiera rozstrzelanie wielotysięcznego marszu Moskwian, próbujących przekazać prezydentowi swą petycję, w „krwawą” niedzielę 22 stycznia 2017). Jednak 2 marca 2017 zdarza się cud. Gdy Putin wybiera się na otwarcie pełnego patosu okrągłego stołu poświęconego stuleciu abdykacji Mikołaja II – objawia mu się cała rodzina carskich męczenników. Dzięki nim widzi przyszłość, jej obrazy są takie, iż ujrzawszy je gwałtownie zmienia swoją linię, wraca na Kreml, podpisuje dekret o swojej dymisji i wyjeżdża do Monasteru Pskowsko-Pieczerskiego, gdzie przyjmuje święcenia mnisze.
Pełniącym obowiązki prezydenta zostaje zgodnie z Konstytucją Dmitrij Miedwiediew. Od razu ogłasza przeliczenie głosów na wyborach do Dumy, a następnie, aby podzielić się z nowowybranymi parlamentarzystami odpowiedzialnością za losy kraju, proponuje im wyłonienie spośród swego składu Rządu Tymczasowego. Razem będą rządzić państwem w okresie przejściowym, do wyborów prezydenckich w 2018 roku.

Oczywiście wszyscy z przerażeniem czekają na październik, zwłaszcza że wśród regularnych wojsk rosyjskich i ochotników rozlokowanych na Krymie i w Donbasie prowadzona jest aktywnie propaganda pod hasłem „Ukraińcy nie są naszymi wrogami, nasi wrogowie to ojczyści oligarchowie i jedinorossy”. Jednak właśnie dlatego, że wszyscy tak na to czekają, w październiku nic się nie dzieje, w listopadzie zresztą też.

W rezultacie, mimo względnego chaosu i okresowych prób buntu, w Rosji udaje się przeprowadzić wybory prezydenckie, po czym nowo wybrany prezydent bierze się za reformy gospodarcze i poprawę stosunków z otaczającym światem. Proces trwa długo i jest trudny, jednak na pomoc przychodzi aktywnie rozprzestrzeniający się na całym globie terroryzm islamski, jego mięsem armatnim stają się coraz częściej przechodzący na islam biali Europejczycy, Amerykanie i Rosjanie. W celu walki z tym złem zostaje utworzona Koalicja Antyterrorystyczna, przystępują do niej UE, USA, RF oraz Izrael. Stopniowo przekształca się ona w ponadpaństwowy sojusz  na wzór Unii Europejskiej, utworzonej wcześniej na podstawie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali.


Scenariusz neutralny: wezwanie do „Ruskiego Risorgimento”



Wszelkie oznaki niezadowolenia tłumione są coraz ostrzej, Duma Państwowa pozostaje maszynką do przyklepywania wprowadzających coraz to nowe zakazy ustaw, na skutek konfrontacji z Zachodem ogłoszony zostaje zakaz wyjazdów za granicę, Rosja traci łączność ze światowym Internetem i popada w całkowitą izolację. Na wyborach w 2016 przekonująco wygrywa „Jedna Rosja”, na wyborach w 2018 – Putin, w 2021 i 2024 – to samo. Opozycyjna działalność polityczna uznana zostaje za przestępstwo karne („zdrada Ojczyzny”), w kraju przywrócona zostaje kara śmierci.

Wreszcie jakieś wydarzenie staje się impulsem do niekontrolowanego wybuchu gniewu społecznego: może nim być uchwalenie ustawy wprowadzającej karę ukamieniowania za seks pozamałżeński, albo prawa pierwszej nocy dla sekretarzy lokalnych komórek partii „Jedna Rosja”. Podobna reakcję wzbudzić może akt samospalenia pozbawionego licencji handlarza warzywami, albo atak apopleksji głównej osoby w państwie. Ludzie wychodzą na ulice i cały terytorium całego kraju ogarniają niekontrolowane pogromy. W rezultacie Rosja rozpada się na wiele części. Niektóre terytoria zabiera sobie Ukraina (korzystając z pomocy tajemniczych „uprzejmych ludzi” w kamuflażu, bez znaków rozpoznawczych), niektóre – Chiny, a pozostałe stają się niepodległymi państwami, próbującymi zbudować swoją tożsamość narodową jako „Wołżanie”, „Riazańcy”, „Ussuryjczycy” i inni.

Tak oto mija 10-15 lat. Potem w jednym z nowopowstałych państw – niech będzie to Republika Niżegorodzka – do władzy przychodzi partia, która naczelną zasadą swej ideologii ustanawia „zbieranie ziem ruskich”. Ogłoszona zostaje  mobilizacja i wezwanie  do „Ruskiego Risorgimento”. Ze wszystkich stron do Niżnego Nowogrodu ściągają podstarzali bohaterowie „rosyjskiej wiosny” na czele ze Striełkowem, tutaj zaczynają rozpowszechniać komunikaty i manifesty wzywające, by nie oszczędzać „Sybirów”, „Uralów”, „Twerów”, „Kubanów”, „Riazanów”, po czym oddziały ochotnicze zaczynają swój pochód. Na początku odnoszą sukcesy: Federacja Samarsko-Saratowska, Księstwo Iwanowskie i Związek Jarosławski poddają się bez walki, Chanat Symbirski próbuje się nieco sprzeciwiać, ale siły są mimo wszystko zbyt nierówne. Jednak na granicach ze Zjednoczonym Królestwem Wiatki i Wołogdy – gdzie zabronione jest samo słowo „rosyjski”, a obywatele uznają się za „Wiatyczów”, wyraźnie wymawiających „o” w nieakcentowanej pozycji – lokalne potyczki przekształcają się w masową krwawą wojnę wszystkich przeciw wszystkim.

W konsekwencji do 2050 terytorium dawnej Rosji pozostaje jednym bezgranicznym polem walki. Niektóre miasta i regiony kontrolują „ochotnicy”, niektóre – nowoutworzone struktury quasi-państwowe, niektóre – po prostu zwykłe bandy. ONZ stale omawia na swych posiedzeniach problem katastrofy humanitarnej w „północnej części Eurazji”, jednak nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za jego rozwiązanie, dlatego też żadne debaty nie przynoszą rezultatów.


Scenariusz pesymistyczny: Putin naciska czerwony guzik



Po okresie krótkiego zawieszenia broni walki na wschodzie Ukrainy zostają wznowione. Rosja uznaje DNR, LNR oraz Naddniestrze jako niepodległe państwa. Od razu po śmierci Nazarbajewa rozpoczyna się „rosyjska wiosna” na północy Kazachstanu. Następnie – w Łotwie i Estonii. USA i Unia Europejska raz za razem ogłaszają kolejne pakiety sankcji przeciwko Rosji, jednak podsycają one tylko gniew naszych rodaków. W telewizji obowiązuje propaganda w jednym stylu: zgodnie z nim „trwa wojna Rosji i Zachodu, a kto ma jakiekolwiek wątpliwości, jest zdrajcą i wrogiem narodu”.

Wreszcie (najprawdopodobniej w krajach bałtyckich) dochodzi do otwartej konfrontacji żołnierzy rosyjskich z wojskami NATO. Na posiedzeniu w Brukseli Sojusz Północnoatlantycki ogłasza, iż zmuszony jest przyjąć wyzwanie. Pomimo utrzymanych w zwycięskim tonie relacji rosyjskiej propagandy państwowej, dosłownie po kilku dniach walki staje się jasne: gorącą wojnę przeciwko NATO Rosja przegrywa. I jeśli nie zastosuje broni jądrowej, to amerykańscy żołnierze wkrótce znajdą się na Kremlu.

„Wiesti niedieli” w przystępnej formie donoszą tę myśl do widzów, niekończące się talk-show Władimira Sołowjowa i Arkadija Mamontowa tylko ją wzmacniają. Widzów ogarnia wzniosły patos, podchwytują propagandową myśl, iż „lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach”. Codziennie do Władimira Putina trafiają apele, by nie lękał się i wcisnął czerwony guzik. Wzywają go do podjęcia tej decyzji parlamentarzyści Dumy Państwowej, eksperci, robotnicy rolni, pracownicy „Urałwagonzawodu” i osobiście Ramzan Kadyrow. Sondaże Ośrodka WCIOM oraz „Centrum Lewady” potwierdzają,  iż takie rozwiązanie popiera 84% ludności, a „kapitulanci” i „zdrajcy narodu” są w oczywistej mniejszości.

W konsekwencji, w pewnym momencie wszystkie stacje telewizyjne nadają orędzie prezydenta do narodu:  oczywiście nikt nie chce umierać, jednak nie możemy dopuścić do triumfu naszych wrogów, nigdy nie żałowaliśmy ofiar dla zwycięstwa i teraz również nie pożałujemy. 

Rozbrzmiewają gromkie oklaski i prezydent wciska guzik. Za chwilę znika w bunkrze…


…I to już wszystko. Dalej nie ma już niczego.






Oryginał ukazał się na portalu snob.ru: http://snob.ru/profile/27323/blog/83004
Tłum.: T.C.







*Aleksander Szmieliow (ur. 1978), Dyrektor Programów Sieciowych w Moskiewskiej Szkole Wychowania Obywatelskiego. Publicysta, działacz polityczny, w przeszłości redaktor naczelny  internetowego magazynu „Wzgljad”. 


















Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com

środa, 19 listopada 2014

Buldożer w redakcji „Echa Moskwy”


Anulujcie sprzeczne z prawem zarządzenie ! Pozwólcie wrócić do pracy Aleksandrowi Pluszczewowi ! Przestrzegajcie statutu radia ! Dziennikarze radiostacji „Echo Moskwy” na spotkaniu z szefem holdingu Gazprom-Media Michaiłem Lesinem zademonstrowali solidarność i jednomyślność. Jednak wymijające odpowiedzi Lesina wciąż mogą być źródłem obaw, czy wolna od cenzury radiostacja „Echo Moskwy” przetrwa w starym kształcie obecny kryzys.

 


Niniejsza relacja ze spotkania została opublikowana przez zastępcę redaktora naczelnego „Echa Moskwy” Władimira Warfołomiejewa na jego stronie w Facebooku.





W spotkaniu szefa holdingu Gazprom-Media Michaił\a Lesina z redakcją radiostacji
"Echo Moskwy" wzięło udział ok. 80 osób. Obserwujący je dziennikarze innych
mediów musieli pozostać na zewnątrz, w holu Domu Dziennikarza. 



Jak to się wszystko zaczęło? ("Media-w-Rosji")

Obecna odsłona konfliktu wokół radiostacji „Echo Moskwy” w rzeczywistości wybuchła kilka tygodni temu, gdy na antenie została wyemitowana dyskusja o obrońcach lotniska w Doniecku. Wówczas zareagowała państwowa agencja kontrolna „Roskomnadzor”, udzielając radiostacji ostrzeżenia za propagowanie na antenie zbrodni wojennych. Redaktor naczelny "Echa", Aleksiej Wieniediktow zapowiedział, iż odwoła się w tej sprawie do sądu. Nie zdążył złożyć pozwu, gdy wydarzył się kolejny epizod. Aleksander Pluszczew, dziennikarz radiostacji na Twitterze opublikował kontrowersyjny wpis odnoszący się do tragicznej śmierci Aleksandra Iwanowa, syna szefa kremlowskiej administracji, jednego z najbardziej wpływowych w Rosji polityków, Siergieja Iwanowa.

W 2006 roku Aleksander Iwanow uczestniczył w wypadku drogowym zakończonym śmiercią uderzonej przez jego samochód staruszki. W Internecie pojawiło się wiele relacji potwierdzających jego winę, jednak śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Opinia publiczna w Rosji była przekonana, iż na polecenie z góry ukręcono mu łeb. Pluszczew zapytał w swoim tweetcie, czy śmierć młodszego Iwanowa nie jest dowodem na istnienie „wyższej sprawiedliwości”.

Tweet Pluszczewa doprowadził do natychmiastowej eskalacji konfliktu wokół „Echa Moskwy”. Na polecenie Jekatieriny Pawłowej, lojalnej wobec władz, dyrektor generalnej radiostacji Pluszczew został zwolniony z pracy, zakazano mu wstępu do studia i do redakcji. Decyzji tej nie uznał redaktor naczelny radia Aleksiej Wieniediktow, jego zdaniem przyjmowanie do pracy dziennikarzy i ich zwalnianie, zgodnie ze statutem radia należało do jego kompetencji. Za aprobatą Wieniediktowa Pluszczew wrócił na antenę, prowadząc audycje za pośrednictwem komunikatora „Skype”. Wieniediktow utrzymywał, iż nie ma podstaw do ukarania dziennikarza, gdyż swój tweet opublikował jako osoba prywatna, w czasie wolnym od pracy.

Gazprom-Media, kontrolowany przez gazowego giganta, holding medialny będący większościowym akcjonariuszem radiostacji „Echo Moskwy” odpowiedział zwołaniem na 21 listopada posiedzenia Rady Dyrektorów. W porządku obrad przewidziano glosowanie nad obsadą stanowiska redaktora naczelnego. Opinia publiczna uznała, że dni Wieniediktowa na tym stanowisku są policzone. Sprawuje on swoją funkcję od 1998 roku.

Radiostacja „Echo Moskwy” w Rosji Władimira Putina jest szczególną instytucją medialną. Radio udostępnia antenę i portal internetowy tak krytykom reżimu Wladimira Putina, jak i jego zwolennikom. W odróżnieniu od innych stacji radiowo-telewizyjnych „Echo Moskwy” jest oazą wolności, umożliwia prezentację różnych punktów widzenia, w tym krytycznych wobec polityki Kremla. Podczas spotkania z redaktorem naczelnym Aleksiejem Wieniediktowem w 2008r. Władimir Putin skarżył się, iż jest na antenie jego radia obiektem stałej krytyki. Radio od lat jest obiektem krytyki ze strony zwolenników reżimu, incydenty wymierzone w „Echo Moskwy” nasiliły się od momentu wybuchu kryzysu ukraińskiego.

We wtorek, 18.11 doszło do spotkania szefa Gazprom Media Michaila Lesina z zespołem redakcyjnym radia.




 
Dwaj główni bohaterowie dramatu: Michaił Lesin (z lewej) i Aleksiej Wieniediktow (z prawej)



Sala bankietowa Domu Dziennikarza. Na stołach przekąski, napoje bezalkoholowe. Redakcja nie wybierała miejsca spotkania i jego aranżacji. Głośniki, trybuna, kilka mikrofonów. Dziennikarze z innych mediów przybyli na zebranie musieli pozostać w holu.

Na zebraniu zjawiło się ok. 80 dziennikarzy „Echa”.
Wysportowany i opalony Lesin wkroczył na salę ok. 20.10. Wszedł oddzielnym wejściem położonym w jednym z końców sali. Usiadł (z przyzwyczajenia, nie lubi stać) na tej samej kanapie, na której siedział już Wieniediktow. Tak już potem siedzieli przez cały czas. Uczestnicy zebrania też siedzieli, nikt nie wstawał, by zadać pytanie.

Zebranie prowadził Siergiej Buntman. Na początku przedstawił redaktora naczelnego Aleksieja Wieniediktowa i szefa Rady Dyrektorów Gazprom-Media Michaiła Lesina. Lesin od razu dosyć surowym tonem poprosił zebranych, by wyłączyli telefony i instagramy, „jeśli zależy wam na poważnej rozmowie”.

OK, bez dyktafonu. Dalej posługuję się zapiskami ze starego notesu, tak więc nie ma tu dosłownej i pełnej transkrypcji trwającej dwie godziny rozmowy (w nawiasach moje wyjaśnienia). Bywa, że pytania nie pasują do odpowiedzi i jest to skutkiem nie tylko moich fragmentarycznych zapisków, ale także szczególnego charakteru tego spotkania.


Wypowiedzenie sprzeczne z prawem


Wieniediktow:
Konflikt nie ma charakteru osobistego, a merytoryczny. Chodzi, o to, jak ma wyglądać zarządzanie radiem. Redaktor naczelny, zostało to odpowiednio zapisane, kieruje polityką redakcyjną. I kiedy bez mojej aprobaty zwalnia się dziennikarza… To nie ma znaczenia, co konkretnie zrobił ten dziennikarz. (zwracając się do dziennikarzy), teraz każdy z was może zostać zwolniony bez uzgodnienia z redaktorem naczelnym.

Lesin:
Dlaczego poprosiłem dyrektor generalną radia wydać tego rodzaju polecenie? Dlatego, że długo prowadziłem dialog z Wieniediktowem, jednak bez żadnego skutku. Albo ty (Wieniediktow) bierzesz na siebie odpowiedzialność za moralne oblicze swoich dziennikarzy, albo ja podejmuję decyzje.
Niepokoi mnie „Echo Moskwy”, stanowisko redaktora naczelnego, jest w tym za dużo dziecinady, jakieś przedszkole. Dlaczego pozwalacie sobie na chamstwo na antenie? Postępujecie, jak ci, których krytykujecie. Jesteście przedstawicielami poważnej radiostacji, reprezentujecie myślącą inaczej część społeczeństwa, ale nie większość. Wasza działalność powinna być poważniejsza. Moja praca polega na tym, by także ludziom niezadowolonym z władzy stworzyć możliwość słuchania czegoś…
Jeśli redakcja nie potwierdzi, iż rozumie powagę sytuacji wokół Pluszczewa, będę zmuszony do podjęcia jakichś działań. Chciałbym usłyszeć, co wy myślicie na ten temat.

(replika z Sali) : jesteśmy najlepsi….

Lesin:
Wracając do Pluszczewa, co zmieni jego obecny urlop? Co wydarzy się przez ten czas?

Byczkowa:
O co chodzi w punkcie drugim porządku obrad Rady Dyrektorów – „na temat redakcji”?

Lesin:
W dowolnej chwili możemy zmienić sposób przeprowadzenia Rady Dyrektorów i zaproponowane punkty porządku obrad.

Przyszedłem do was porozmawiać, a nie wysłuchiwać waszych odpowiedzi (Olgi?). Chciałbym poznać stanowisko redakcji.

W dokumencie określającym porządek obrad Rady dyrektorów w tym punkcie stoi kropka, a nie znak zapytania. To dla was ważny sygnał.

Cwiej:
Co należałoby zrobić, żeby już dziś powiedział pan, że wszystko jest w porządku?

Lesin:
Ludzie pracują na żywo, na antenie, czego możemy się po nich spodziewać, jeśli takie rzeczy wypisują w blogach?

Ruwinskij:
Niech pan lepiej unieważni, jak sam pan przyznał, niezgodne z przepisami zarządzenie, potem będziemy rozmawiać o moralności.

Wierszynina:
Do Wieniediktowa… Meduza poinformowała, iż podobno Pluszczewa zmuszono do tego, by przeprosił Iwanowa, i żeby wziął urlop…


Władimir Warfołomiejew, zastępca redaktora naczelnego
"Echo Moskwy", autor relacji ze spotkania. 


Wieniediktow:
Tak piszą ci, którzy nie znają Pluszczewa. Malo prawdopodobne, by jego samego udało się zmusić do czegoś takiego. Koledzy z Meduzy popisali się brakiem profesjonalizmu.  A jeśli idzie o to, że samego Pluszczewa tu nie ma, to była to prośba Lesina.

Lesin chce, bym teraz ja złożył wniosek o zwolnienie Pluszczewa, wcześniej on sam anuluje swoje zarządzenie. To się nie zdarzy.

Ja nie będę analizować niczyjego oblicza moralnego. Czasy zebrań komsomolskich odeszły do przeszłości.

Lesin:
Jeśli przez cały czas będziemy się motać w kwestii „ legalne-nielegalne”, nie zrobimy do przodu ani kroku. No tak, nielegalne. Potwierdzam.

Sołomin:
Co Panu uniemożliwia anulowanie nielegalnego zarządzenia i przerzucenie piłki na pole Wieniediktowa?


Buldożer


Lesin:
W porządku, ja wystąpię o unieważnienie zarządzenia, i co dalej? Redaktor naczelny podejmie decyzje niezrozumiała dla akcjonariuszy. Wtedy ja będę zmuszony, niczym buldożer, tak jak on działa, rozwiązać tę sytuację.

Jeśli Pluszczew jest normalnym człowiekiem, niech sam złoży wypowiedzenie.

Jeśli za to co zrobił, spotka go tymczasowy zakaz występowania na antenie i tę decyzję podejmie redaktor naczelny, a nie urlop (to nie jest kara) to będziemy mieli do czynienia z inną sytuacją.

Sołomin:
Czy taki zakaz pojawiania się na antenie wychowa Pluszczewa?

Lesin:
Nie wiem.
(Do Wieniediktowa): ty sam chcesz, żeby cie zwolnili, czy nie?

Wieniediktow:
Jeśli bym tego chciał, sam bym podał się do dymisji. Rzecz jasna, ze nie chcę, by mnie zwolnili.

Lesin (ogólnie o radiostacji):
Ta sytuacja jest niebezpieczna dla radiostacji tego rodzaju. Takiej radiostacji, z takim podejściem nie mogę traktować poważnie.

Czyż:
Kiedy zostanie unieważnione nielegalne wypowiedzenie?

Lesin:
(w tym  momencie, na prawach kontrastu zajął formalistyczne stanowisko, w którymś momencie na początku zebrania uprzedził, że jeśli przebieg zebrania będzie niezadowalający, to nie będzie miał wyjścia).

Nie wiem, to pytanie proszę zadać dyrektor naczelnej, to pytanie zadajcie jej.

Felgengauer:
Nie mam teraz poczucia bezpieczeństwa. W obecnej sytuacji ani statut, ani redaktor naczelny nie mogą mi zapewnić ochrony.

Lesin:
Z filozoficznego punktu widzenia, zawsze nam coś grozi. Jesteście dziennikarzami, pracownikami, to wszystko jedno, kto ma prawo was zwolnić. Ustawa o środkach masowego przekazu nikomu nie zapewnia szczególnej ochrony.

Jeśli znajdziemy jakieś rozwiązanie, to ze swej strony nie będę wysuwał pod adresem Echa żadnych gróźb. Ale jeżeli redakcja nie usłyszy akcjonariusza, to trzeba będzie się nad tym zastanowić.


Głowa Pluszczewa


Dymarski:
Czy zwolnienie Pluszczewa stanowi warunek, pod jakim wyznaczony byłby nowy redaktor naczelny? A jeśli on odmówi, to i jego zwolnicie?

Pozniakow:
Chcecie na talerzu głowy Pluszczewa? Ale jak Pan widzi, na razie nikt nie ma zamiaru jej przynosić. Co się  musi wydarzyć, żebyście dali Pluszczewowi spokój?

Wieniediktow:
Kwestia Pluszczewa musi znów znaleźć się w mojej kompetencji, należy unieważnić wypowiedzenie.

Lesin:
Ja sam od Pluszczewa nie chcę niczego.
Przyszedłem tutaj, by wypracować jakieś rozwiązanie. Jednak tym razem się nie da. Dobrze wiem, że mnie nie znosicie.

Kobaładze:
Niech pan wystąpi w obronie Pluszczewa na Radzie Dyrektorów. I jeszcze, nie moglibyście nam podwyższyć wynagrodzeń?
(oklaski)

Samsonowa:
Wszyscy jesteśmy Pluszczewami, wszystkim nam grozi niebezpieczeństwo.

Lesin:
W tej historii nie denerwuje mnie Pluszczew, a brak porozumienia z redaktorem naczelnym w odniesieniu do kilku kwestii. Ta sytuacja została wywołana wyczynem Pluszczewa. Moje zadanie nie polega na tym, by złamać Pluszczewa i zetrzeć go na proszek. Nie prowadzę z nikim wojny osobistej.

Bojko:
Więc dlaczego Pan chce, żebyśmy Wam oddali Pluszczewa i Wieniediktowa. Niech pan powie, czego od nas chcecie?

Lesin:
Myślałem, że to dla was ważne, byście dowiedzieli się, co ja o tym, czy owym… (przypomina się stara przypowieść). „No nie podobasz mi się staruszku”.

Wieniediktow:
Polityka redakcyjna przestała odpowiadać głównemu akcjonariuszowi. Za oknem zmieniła się pogoda.

Lesin:
Ty odpowiadasz za tych ludzi. Ty ich rozpuściłeś, przez to, że zapewniałeś im parasol ochronny.

Wieniediktow:
Nie.

Lesin:
Redaktor naczelny prawidłowo wyczuwa koniunkturę. Wasze audytorium, to określone pokolenie, starzeje się razem z wami. To stanowi problem dla rynku reklamowego. Nie chcę wypowiadać się na temat mitu o komercyjnych sukcesach radia.

Asadowa:
Jednak wzywam wszystkich, byśmy żyli opierając się na prawie, a nie jakieś niepisanych zasadach…

Lesin:
A co pani o nich wie?

Zemler:
Jesteśmy dla was problemem. Niczym pryszcz. Więc sprzedajcie nam swoje akcje.

Lesin:
Na razie nie złożyliście żadnej propozycji w formie pisemnej. Jeśli cena będzie odpowiednia, możemy się nad tym zastanowić.

Wieniediktow:
Zobowiązuję się, że do końca 2014 przygotujemy propozycję o wykupie akcji radiostacji przez akcjonariusza mniejszościowego.

Lesin:
Na antenie dochodzi do różnych rzeczy, na granicy przyzwoitości. Człowiek, który mówi, że ta władza jest gówniana, nie może mówić i zachowywać się tak jak cala ta krytykowana przez niego grupa ludzi. Jeden do jednego. Tak samo żartować, jeżyć się, znęcać się, robić to samo. Jaki to ma sens? Czym się różnicie? Jesteście tacy sami. Po co mówić, że jesteście inni? Po prostu wy wierzycie w jedno, a oni w co innego. Jaka w tym różnica? To także analizowaliśmy z Loszą.


Jewgienija Albac, redaktor naczelna opozycyjnego tygodnika "The New Times" jest
też autorka autorskich audycji na antenie "Echa Moskwy". 



Nie ma „Echa” bez Wieniediktowa


Albac (red. nacz. opozycyjnego tygodnika “The New Times”, w radiu prowadzi swoje autorskie audycje – „mediawRosji”):
Michale Jurijewiczu, Pan tu nam opowiada bajki. Jest prosta rzecz, naruszone przez pana przepisy. Niech pan wróci w pole prawne. Echo jest radiem opiniotwórczym. I nie potrzebujemy tutaj rozmów o moralności, wystarczy przypomnieć sobie pudełko od kseroksu (aluzja do skandalu z 1996 roku, gdy w okazało się, że kampania wyborcza prezydenta Jelcyna opłacana jest gotówką z nielegalnych źródeł, Michail Lesin był jego uczestnikiem – „mediawRosji’) (rozgardiasz).

Kiedy pan sam stanie przed sądem w oparciu o niejawne zasady, przypomni pan sobie o prawie. I będzie pan żądał, by i dziennikarze przestrzegali prawo. Nie ma „Echa” bez Wieniediktowa. Pan to rozumie, my to rozumiemy, rozumieją wszyscy. Więc jeśli trzeba zamknąć radiostację, pan będzie musiał wziąć ten grzech na siebie, a my zrobimy tak, bo dowiedział się o tym cały świat.

Oklaski.

Wieniediktow:
Albac, jestem już dużym chłopcem. Dam sobie radę. Nie jesteśmy jakimś „wyjątkowym zespołem dziennikarskim”. Nigdy nim nie będziemy. Jeśli ja odejdę, wszyscy wy (dziennikarze) powinniście zostać. Nie ma sensu byście sypnęli wypowiedzeniami z pracy, ważne, byście pozostali wierni starej polityce redakcyjnej.

Riabcewa:
Czy pana zdaniem należy zmienić statut redakcji? Czy powinniśmy przyjąć jakieś ogólne zasady odnoszące się do zachowania w sieciach społecznościowych?

Lesin:
Na zachodzie też zwalniają dziennikarzy za tweety.

Wieniediktow:
Chcecie ustalić jakieś zasady, proszę bardzo, tylko nie wyłącznie dla „Echa”, a dla całego holdingu, tak by musieli ich przestrzegać także pracownicy telewizji „NTV”(agresywnie pro kremlowska telewizja „NTV” także w chodzi w skład koncernu Gazprom-Media – „mediawRosji”).


Temat zakazany


Lesin:
Nie przyszedłem do was dogadywać się. Przyszedłem porozmawiać. Nie oczekuję od was, że wystąpicie przeciw swemu redaktorowi naczelnemu.

Geworkian:
Z tego co pan mówi wynika, iż chciałby pan, by Echo stało się poważniejsze. Jakie chciałby nam pan przekazać przesłanie, poprzez sprawę Wieniediktowa? Na przykład, że życie osobiste przywódców państwa stanowi temat zakazany?

Lesin:
Nie rozumiecie mnie tak jak trzeba.
Prowadzący stacji na antenie, gdy wasz gość idzie za daleko, często zaczyna chichotać, albo aktywnie zagrywa z gościem, w podobnym duchu. Na czym wiec polega wasz profesjonalizm?


Siergiej Parchomienko (w srodku) jest autorem prowadzonych na antenie "Echa Moskwy"
autorskich dyskusji. Były redaktor naczelny togdnika "Itogi" należal do organizatorów serii
opozycyjnych wystapień masowych w latach 2011-2012  



Parchomienko:
Jakie sformułowania znajdą się w porządku obrad Rady Dyrektorów, przede wszystkim w kwestii „formatu” redakcji?

Lesin:
Rada Dyrektorów może głosować korespondencyjnie, może spotkać się na zebraniu. Mogę także wystąpić z inicjatywą, by zmienić jego termin. Taka jest zazwyczaj praktyka – szykujemy kilka wariantów odpowiednich sformułowań.


Zakładnik


Cwiej:
Czy może wydać pan polecenie dyrektorowi generalnemu Pawłowej, by cofnęła zarządzenie o zwolnieniu Pluszczewa?

Lesin:
Teoretycznie tak, mogę jutro poprosić Pawłową, by cofnęła wypowiedzenie.

Cwiej:
Zgłaszamy prośbę, proszę się nad tym zastanowić.

Lesin:
Teoretycznie, zastanowię się nad tym.

Wieniediktow:
Wydarzył się przypadek naruszenia kompetencji redaktora naczelnego. Należy uznać je z powrotem. Nawet jeśli Pluszczew sam przyniesie wypowiedzenie, ja go nie podpiszę. Dlatego, ze stał się teraz zakładnikiem. On jest tam, żeby was uratować (dziennikarzy), format, radiostację.

Warfołomiejew (z-ca red. naczelnego – „mediawRosji”):
Jakie są szanse na to, że redaktor naczelny zachowa swoje stanowisko?

Lesin:
Wszyscy uczestnicy zebrania Rady Dyrektorów będą glosować, tak jak zechcą.

Z sali:
A Pan?

Lesin:
I ja.

Warfołomiejew:
Powiedział pan, a ja to zapisałem, zaraz po spotkaniu wszystko to opublikuję na Facebooku. Podobno przyszedł pan, by poznać stanowisko redakcji. Więc jakie wnioski wyciąga pan, z tego, co pan tu usłyszał?

Lesin:
Redakcja jest w porządku.

Worobiowa:
Zapoznał się pan z naszym stanowiskiem?

Lesin:
Usłyszałem wasze stanowisko.
Nie przyszedłem tutaj, by was zmieniać. Takie zadanie nie istnieje. A poza, ja i tak nie dałbym rady. Przyszedłem posłuchać, wyciągnąć wnioski, żeby zrozumieć nastrój, w jakim pracuje obecnie redaktor naczelny. Chciałem się wam przyjrzeć, popatrzeć na wasze reakcje. To było interesujące. Jutro ponownie spotkamy się z Wieniediktowem.

Kobaladze:
Proszę zachować nam Wieniediktowa.


Kurtyna.

Uczestnicy spotkania dojadają ciasteczka, wypijają lemoniadę Mors. Wychodzą, w holu Domu Dziennikarza, odpowiadają na pytania oczekujących tam kolegów dziennikarzy.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski





Fotografie ze spotkania, blog Aleksieja Juszenkowa: 
http://echo.msk.ru/blog/yustas/1440022-echo/






Bohaterowie dramatu:


*Michaił Lesin (ur. 1958), polityk, biznesmen z branży medialnej. Założyciel reklamowej korporacji „Video International”, jeden z inicjatorów powołania do życia telewizja „Russia Today”. W 2009 roku przez kilka miesięcy zajmował stanowisko doradcy prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Jest właścicielem wartej wiele milionów dolarów nieruchomości w Kalifornii. Lesin znany jest z bezwzględnego egzekwowania w mediach interesów rządzącego reżimu. Jego powołanie w 2012 roku na stanowiska szefa Gazprom-Media odebrano jako sygnał szykowanej przez władze rozprawy z radiostacją „Echo Moskwy”.




*Aleksiej Wieniediktow (ur. 1955), rosyjski publicysta, dziennikarz radiowy i telewizyjny. Jest z wykształcenia historykiem, w czasach radzieckich pracował w oświacie. W „Echu Moskwy” od 1990 roku. W 1998 roku wybrano go na stanowisko redaktora naczelnego. Jest właścicielem pakietu 18% akcji radiostacji. Jest laureatem wielu nagród dziennikarskich.






*Jekatierina Pawłowa, dyrektor generalny radiostacji „Echo Moskwy”. Producent telewizyjny i radiowy, pracowała wcześniej w państwowej korporacji medialnej WGTRK i w radiu „Glos Rosji”. Powierzenie jej w roku 2013 stanowiska dyrektora generalnego „Echa Moskwy” odebrano jako sygnal nadchodzącej rozprawy z niezależna redakcją. Pawłowa podpisała złożone dziennikarzowi Aleksandrowi Pluszczwowi wypowiedzenie z pracy.





*Władimir Warfolomiejew (ur. 1966), jeden z weteranów radiostacji „Echo Moskwy”, pracuje w niej od 1991 roku. Pełni funkcje zastępcy redaktora naczelnego. Prowadzi autorskie audycje. W 2010 roku był jednym z sygnatariuszy manifestu „Putin powinien odejść”












Inne teksty na temat radiostacji "Echo Moskwy" na blogu "Media-w-Rosji":






W końcu zeszłego tygodnia popularna moskiewska radiostacja „Echo Moskwy” otrzymała oficjalne ostrzeżenie ze strony Federalnej Agencji Kontroli nad środkami Masowego Przekazu. Wg. Agencji, w jednej z audycji zawarta była informacja „usprawiedliwiająca popełnianie przestępstw wojennych”.

Kolejna, wolna od cenzury rosyjska organizacja medialna stała się obiektem ataku ze strony władz. Na swoim blogu sytuację skomentował redaktor naczelny „Echa Moskwy”, Aleksiej Wieniediktow
.



Putin nigdy nie ucieka od odpowiedzialności. Wysłuchuje opinii z różnych stron, ale decyzje podejmuje samodzielnie. Nie ma wątpliwości, iż będzie się ubiegał o prezydenturę po raz kolejny w 2018 roku. Zachodnie sankcje są bolesne dla gospodarki rosyjskiej, kryzys na Ukrainie może przekształcić się w ropiejącą ranę.

Aleksiej Wieniediktow, redaktor naczelny radiostacji „Echo Moskwy” oprowadza czytelników po kulisach kremlowskiej polityki. Wywiad ukazał się na lamach publikowanego w Jekaterynburgu sieciowego magazynu Znak.com



Radiostacja „Echo Moskwy” od lat zajmuje szczególne miejsce w archipelagu rosyjskich mediów. Pozostaje źródłem wolnej od cenzury informacji i komentarzy przedstawiających różne punkty widzenia. Formalnie większościowym udziałowcem radia jest koncern Gazprom Media. O wyborach redaktora naczelnego w radiostacji "Echo Moskwy" pisze Natalia Rostowa. Materiał portalu slon.ru .



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com









poniedziałek, 17 listopada 2014

Czy Pani syn jest faszystą?



Marc Bennetts z Moskwy, specjalnie dla „Media-w-Rosji”.



Choć media rysują promienny obraz powszechnego poparcia dla prezydenta Putina, władzy nie udało się zamknąć ust jego krytykom. Oficjalna propaganda obrzuca ich błotem,  trafiają do więzienia, lub aresztu domowego, niektórzy wyjeżdżają,   uchwalane jest  coraz bardziej represyjne prawo wymierzone w opozycję. Jednak jak pisze angielski dziennikarz Marc Bennetts, w rosyjskim społeczeństwie widoczne są podziały, niezadowolona jest przede wszystkim znacząca część wykształconej klasy średniej. A w szeregach krytyków Kremla, nie brak gotowych do dalszej walki.








Marc Bennetts napisał ten artykuł specjalnie dla bloga „Media-w-Rosji”. Już wkrótce w księgarniach ukaże się jego książka „Dokopać Kremlowi”. Niniejszy tekst jest do niej swego rodzaju posłowiem. 


W książce autor opisuje działania antykremlowskiej opozycji. Tutaj w szkicowej formie przedstawia jej aktualne losy i problemy. I opowiada jak wpłynął na nie konflikt wokół Ukrainy.








Szeregowy opozycjonista

Ustawił się w pobliżu Placu Czerwonego. W rękach trzymał plakat potępiający Kreml za wsparcie okazywane wschodnio ukraińskim separatystom. Denis Bachołdin ma 33 lata, na stałe mieszka w Moskwie. Swoją akcję rozpoczął w godzinie szczytu. Wystarczyło kilka minut, by przechodnie zwrócili na niego uwagę.

- „Ty świnio !” – krzyknął w jego kierunku mężczyzna w średnim wieku. Przeczytał treść plakatu, zwrócił uwagę na to, iż pomalowany był w barwy rosyjskiej i ukraińskiej flagi. Na jego twarzy odmalowała się wściekłość. „Nie potrzeba nam tu Majdanu”, warknął, „zamieszek takich jak w Kijowie”. Po chwili Bachołdina i kilku wspierających go manifestantów otoczyła grupa prokremlowskiej młodzieży. „Zdrajcy”, obrzucili ich wyzwiskami. Za chwilę funkcjonariusze policji wkroczyli do akcji, by rozpędzić nielegalne zgromadzenie.



Fotografia z akcji, w ktorej uczestniczył Denis Bachołdin. Wszystkich uczestniczących 
w niej aktywistówzatrzymano i odwieziono do komisariatu policji. 


Bachołdin jest szeregowym opozycjonistą. Sam powtarza, że nie jest zainteresowany karierą polityczną. Ale i tak zapłacił słoną cenę za śmiałość z jaką zademonstrował swój sprzeciw wobec przedłużającej się prezydentury Wladimira Putina. Na początku roku zwolniono go ze stanowiska doradcy finansowego w jednym z moskiewskich banków. Bank miał prywatnego właściciela, Bachołdin zarabiał tam dwa razy więcej, niż wynosi w Rosji średnie roczne wynagrodzenie (ok. 8500 dolarów). Na jakiej podstawie? Bachołdin odmówił, gdy poproszono go do zobowiązania się, że przestanie by regularnym uczestnikiem zgromadzeń protestacyjnych. Jak się okazało, wiceprezes banku był członkiem rządzącej partii „Jedna Rosja”. To on wydal polecenie, by wybito mu z głowy demonstrowanie, lub wyrzucono go na bruk.

- „Powiedziałem im od razu, że Putin mi się nie podoba. Dodałem, iż to co robię w wolnym czasie jest moją sprawą prywatną.” – usłyszałem od Bachołdina. Jego upór oznacza prawdopodobnie, iż będzie mu trudno znaleźć dobrą pracę w przewidywalnej przyszłości. Kierownictwo banku odnotowało w jego książeczce pracy – dokument ten wszyscy poszukujący pracy Rosjanie muszą zgodnie z prawem przedstawić pracodawcy – iż „zwolniono go w związku z wielokrotnym naruszeniem dyscypliny pracy”.

- „Nie mam wyboru. Wszędzie, gdzie ubiegam się o pracę, muszę powiedzieć, dlaczego zwolniono mnie z poprzedniej”. – poskarżył się Bachołdin. Niektórzy mi współczują, obiecują, że oddzwonią. Nikt jednak tego nie robi.” – utrzymuje się teraz kurczących się każdego dnia oszczędności.

Zajęcie więc w dzisiejszej Rosji postawy opozycyjnej, nawet dla aktywistów niskiego szczebla wiąże się ze sporym ryzykiem. Sytuację komplikuje fala społecznej nienawiści pod adresem oponentów Kremla, sprowokowana przez media kontrolowane przez państwo.


Propaganda w radzieckim stylu


- „Kreml znów posługuje się propagandą w radzieckim stylu” –  Ludmiła Aleksiejewa, legendarna działaczka ruchu dysydenckiego w czasach komunistycznych, dobrze ją pamięta. Za Breżniewa zmuszono ją do wyjazdu ze Związku Radzieckiego, wróciła jednak po jego rozpadzie, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, do nowej niezależnej Rosji.

- „Cel jest ten sam. Należy zjednoczyć społeczeństwo, zapewnić przywódcom jego poparcie. A na końcu przeciwstawić Rosję całemu światu.  Ale wygląda na to, że obecnym władzom udało się  obudzić w społeczeństwie jeszcze większe oburzenie w stosunku do opozycji, niż w czasach Breżniewa. W tamtych czasach ludzie byli znużeni, nie odczuwali tych negatywnych emocji co teraz?”

Czego, czego jak czego, ale w Rosji Władimira Putina nie brakuje negatywnych  emocji.

W interpretacji władz radzieckich przeciwnicy linii partii byli „wrogami ludu”. W dzisiejszej Rosji, Putin i jego propagandyści nowe pokolenie dysydentów określają mianem „zdrajców narodu”. Stosowana terminologia jest różna, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo. W Rosji nie ma miejsca dla „inakomysljaszczich” („myślących inaczej”), tacy ludzie zasługują wyłącznie na pogardę i brak zaufania. A czasem na więzienie.

Władze potraktowały działacza radykalnej lewicy Siergieja Udalcowa ze szczególną
surowością, wlepiono mu 4,5 roku więzienia. 


Prowadzenie polityki w tym stylu ułatwiła władzom fala patriotyzmu, jaka ogarnęła Rosję po przyłączeniu do niej półwyspu krymskiego. Rosjanie zapamiętali, iż Krym w 1953 roku podarował Ukrainie Nikita Chruszczow. Na jego powrót zareagowali z entuzjazmem. Krytyków przeprowadzonej arbitralnie aneksji, opozycjonistów,  spotkały represje. Na znanego z walki z korupcją polityka Aleksieja Nawalnego, nie ukrywającego swych prezydenckich ambicji, nałożono areszt domowy. Reprezentujący radykalnie lewicowe stanowisko Siergiej Udalcow, który od dawna i uparcie nawoływał do organizacji rosyjskiego Majdanu, latem tego roku trafił do więzienia na 4,5 roku. Skazano go za planowanie „masowych zamieszek”, choć zarzuty te były nieprawdziwe. Rząd doprowadził też do uchwalenia szeregu ustaw ograniczających wolność mediów i Internetu. Jedna z ustaw, obowiązująca od lipca, przewiduje karę więzienia do 3 lat dla każdego, kogo aresztowano więcej niż jeden raz w ciągu ostatnich 180 dni podczas akcji prowadzonych bez zezwolenia władz. Chociaż wciąż nie można mówić o powrocie totalitaryzmu komunistycznego, takiego jak w ZSRR, Tania Łokszyna, wicedyrektor biura Human Rigths Watch w Moskwie charakteryzuje obecną sytuację jako „bezprecedensową w poradzieckiej historii Rosji.” Przeciwnicy Putina znaleźli się w matni.


Telewizyjna pralnia mózgów


Główną rolę w kampanii mającej na celu ograniczenie praw obywatelskich i politycznych odegrała kontrolowana przez państwo telewizja. Dla większości Rosjan jest ona podstawowym źródłem informacji. Telewizyjny propagandyści przygotowali serię programów oczerniających krytyków Kremla. Posługiwano się w nich jawnymi fałszerstwami, półprawdami i insynuacjami. Kłamstwem o szczególnej sile rażenia (pretekstu rosyjskiej telewizji dostarczyła obecność wśród setek tysięcy protestantów, którzy obalili popieranego przez Rosję prezydenta Ukrainy, Wiktora Janukowicza, także przedstawicieli ugrupowań o skrajnie prawicowej orientacji) było przedstawianie kijowskiego Majdanu jako faszystowskiego zamachu stanu, a nowego rządu jako wojskowej junty. W Rosji niemal każda rodzina pamięta o swoich krewnych, ofiarach wojny z hitlerowskimi Niemcami. Oznacza to, iż narzucenie masowej widowni telewizyjnej obrazu Kijowa jako miasta opanowanego przez faszystów, zablokowało jakąkolwiek sensowną debatę na temat kursu przyjętego przez nowe ukraińskie władze, a także roli odgrywanej w obecnym konflikcie przez Moskwę.

We wrześniu ogólno rosyjska telewizja NTV znana ze swych bezwstydnych i pozbawionych jakichkolwiek hamulców kampanii dyskredytujących opozycję wyemitowała dwa 60 minutowe filmy – przedstawiały one i obrzucały błotem 30 znanych postaci życia publicznego (wszyscy byli Rosjanami, z wyjątkiem Saszy Grey, amerykańskiej gwiazdy porno i aktorki). Wszyscy ci ludzie ośmielili się skrytykować wojnę na Ukrainie. W tygodniu, w jakim je pokazano, oba filmy, „13 przyjaciół junty” i „17 przyjaciół junty” znalazły się wśród dziesięciu najbardziej popularnych programów. Takie dane podała agencja TNS Russia prowadząca badania audytorium telewizyjnego.

Największą gwiazdą spośród przedstawionych w filmach był Andriej Makarewicz, muzyk rockowy i piosenkarz. On sam i jego grupa „Maszyna Wriemieni” cieszą się wielką popularnością jeszcze od późnych czasów radzieckich. Jego utworów słuchała z przyjemnością także kremlowska elita władzy. Swego czasu Makarewicz udzielał Putinowi poparcia, ale po jego powrocie na stanowisko prezydenta muzyk przeszedł w szeregi opozycji. Tuż przed aneksją Krymu, w Moskwie zorganizowano demonstracje pokojową. Makarewicz wziął w niej udział i potępił obecność wojsk rosyjskich na ogarniętej kryzysem Ukrainie (oficjalne media nie poinformowały o jego wystąpieniu, w tamtym okresie starannie ukrywano prawdę o udziale żołnierzy rosyjskich w ukraińskim konflikcie).

Demonstracja Makarewicza nie mogła zostać zapomniana i wybaczona. Szefowie państwowych mediów i podejrzane typy na Kremlu przekazujące im odpowiednie instrukcje czekali tylko na odpowiednią chwilę, by uderzyć w muzyka. Odpowiednia okazja nadarzyła się w sierpniu, gdy Makarewicz pojechał na Ukrainę, by wystąpić w koncercie na rzecz dzieci zmuszonych przez wojnę do opuszczenia domów. Telewizja NTV wykorzystała zdjęcia z koncertu w taki sposób, by widzowie uwierzyli, iż pojechał tam, by wystąpić z koncertem dla ukraińskich żołnierzy. Według NTV artysta śpiewał dla oddziałów odpowiedzialnych za „starcie z powierzchni ziemi całych wiosek”. W odpowiedzi Makarewicz nagrał nową piosenkę „Mój kraj stracił rozum”.

Michaił Szac, 49 lat, jest popularnym aktorem komediowym. I on także znalazł się na czarnej liście telewizji NTV. Szac jest znany ze swych krytycznych poglądów wobec polityki Kremla. W 2012 roku telewizjom państwowym zabroniono zapraszania go do udziału w programie. Aktor pozostał nieugięty. Wspólnie z żoną, Tatianą Łazariewą (jej poglądy polityczne są takie same, co i męża) nie zaprzestali produkowania swego satyrycznego programu „Telewizja na kolanach”. Przenieśli go tylko do Internetu.

- „Przyzwyczaiłem się do szykan”. – przyznał Szac. „Tym razem jednak , gdy jedna z głównych stacji telewizyjnych w kraju nazwała mnie „przyjacielem junty”, przeszły mnie dreszcze. Przede wszystkim byłem wtedy zatroskany zdrowiem mojej mamy. Jest już w podeszłym wieku. A tu nagle ludzie zaczęli ją pytać, czy jej syn nie jest przypadkiem faszystą. Ona nie była tego w stanie zrozumieć.”

Inni bohaterowie obu filmów przejęli się mniej.  „Dla mnie to był zaszczyt, że znalazłem się na tej liście”. – roześmiał się Oleg Kaszyn. Jest znanym rosyjskim dziennikarzem, w 2008 roku cudem uniknął śmierci, gdy pobito go metalowymi łomami. Sprawców nie znaleziono do dziś, choć podejrzewa się, iż byli to aktywiści z pro kremlowskich młodzieżówek.
„W naszym kraju, państwowe media tylko dobrych ludzi nazywają złymi. – powiedział Oleg Kaszyn.



Na jednej z moskiewskich demonstracji w obronie pokoju Andriej Makarewicz
do plaszcza przypiąl wstążkę w barwach ukraińskiej flagi. 


Nawet bliscy Kremlowi oligarchowie nie mogą czuć się bezpiecznie, zwłaszcza wówczas gdy Kreml zabiera się do wypalania wszelkich przejawów buntu, prawdziwego, bądź wymyślonego. Kilkanaście tygodni temu aresztowano Władimira Jewtuszenkowa, szefa holdingu „Sistema” i 15go na liście najbogatszych rosyjskich oligarchów. Postawiono mu zarzut prania brudnych pieniędzy. Wartość jego majątku oceniana jest na 5,8 mld dolarów. Nikt nie sugerował, ze Jewtuszenkow spiskował przeciw Putimowi. Zdaniem analityków, jego uwięzienie było sygnałem wysłanym elicie biznesowej, by w żadnym wypadku nie pomyślała sobie, że może rozkołysać łódkę, w chwili, gdy zaczynają być odczuwalne sankcje zachodnie oraz konsekwencje podjętej na Ukrainie interwencji.


Społeczeństwo nie jest jednomyślne


Wskaźnik popularności Puina wciąż wynosi ok. 80%. Takie dane podają autorzy badań opinii publicznej. Ale wyniki innych sondaży pokazują, iż kraj jest podzielony. Z jednej strony mamy agresywną pro kremlowską większość, z drugiej wykształconą mniejszość, wywodzącą się z klasy średniej, coraz bardziej przestraszoną, iż znalazła się w pułapce,. Niedawne badanie przeprowadzone przez niezależny, moskiewski Ośrodek im. Lewady pokazało, iż niemal co czwarty mieszkaniec Rosji z wyższym wykształceniem myśli o emigracji. Ten wskaźnik jest jeszcze wyższy wśród ludzi uważających się za zamożnych, spośród nich do wyjazdu zbiera się co trzeci.

Roman Dobrochotow jest młodym działaczem opozycyjnym. Swego czasu udało mu się zakłócić wystąpienie prezydenta na Uniwersytecie w Moskwie. Jego zdaniem w obecnej sytuacji aż iskrzy od napięć: „Niektórzy z moich przyjaciół wyjechali z Rosji, bo w rodzinie, wśród przyjaciół stali się celem agresji. Ich krytycy z przepranymi mózgami powtarzali słowo w słowo wersję upowszechnianą przez telewizję.

Nie brak jednak takich, którzy gotowi są zostać i kontynuować walkę. - „Zastanawiałem się, czy nie wyjechać z Rosji i nie zacząć nowego życia w Europie” – Denis Bachołdin, działacz opozycyjny, zwolniony z proputinowskiego banku nie ukrywa swoich rozterek. „Miałem okazję przekonać się na własne oczy, na ile życie tam jest lepsze. Ale z drugiej strony, jeśli nasz sąsiad w swoim mieszkaniu ma ładniejszą tapetę i meble, nie przeprowadzamy się niego. Może lepiej poprawić własne miejsce zamieszkania? Dalej mam zamiar o to walczyć.”


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski











*Marc Bennetts, angielski dziennikarz od 15 lat zamieszkały w Moskwie. Publikował w najważniejszych gazetach i magazynach prasowych, takich jak: Guardian, Observer, The Times, New York Times, USA Today and Washington Times.  Autor przewodnika „Lonely Planet” po Syberii oraz książki o rosyjskiej pilce nożnej „Football Dynamo” (2010).









Fragmenty książki Marca Bennettsa "Dokopać Kremlowi" na blogu 

„Media-w-Rosji”:




Pozbawiona dostępu do popularnych mediów, gnębiona aresztami i brudną propagandą rosyjska opozycja przez lata nie potrafiła wykreować lidera zdolnego do zdobycia szerszego poparcia. Aż do chwili gdy nad moskiewskim niebem rozbłysła gwiazda Aleksieja Nawalnego. Marc Bennetts opowiada w jaki sposób nieznany działacz partii „Jabłoko”, prawnik,  bloger, stypendysta amerykańskiego uniwersytetu Yale  zwrócił na siebie uwagę opinii publicznej. Jak udało mu się zbudować sukces swojej antykorupcyjnej kampanii wymierzonej w „żulików i złodziei”.




Choć wydarzenia z lat 2011-2012 roku wydają nam się dziś, z perspektywy konfliktu wokół Ukrainy zamierzchłą przeszłością, warto przypomnieć sobie krótki okres niebywałej mobilizacji antykremlowskiej opozycji. Przez kilka miesięcy wydawało się, iż Rosja niekoniecznie podążyć musi znanym z historii autorytarnym szlakiem. Angielski dziennikarz Marc Bennetts opowiada o chwilach, gdy hasło „Rossija biez Putina” wydawało się możliwe do urzeczywistnienia.




Batalia przeciw planom wydobycia niklu w obwodzie woroneskim na pierwszy rzut oka różniła się znacznie od moskiewskiego buntu „klasy kreatywnej”. W jednym szeregu stanęli tu działacze ruchów ekologicznych i przywiązani do prawosławnej tradycji Kozacy. Także miejscowa ludność szybko zrozumiała iż antyniklowa kampania została podjęta w jej obronie. Marc Bennetts opowiada o nadziejach i obawach działaczy zaangażowanych w antyniklowy bunt.







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com